Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 21

31 lipiec 2015
0 km

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 21

7.30 – 18.30, Jarshan Grosh (Tadżykistan)

Żegnamy się z gościnnym dyrektorem szkoły i zmierzamy do Khorog. Jeszcze rozważamy zdobycie wizy afgańskiej i chociaż krótkie odwiedziny w tym kraju. Niestety widoki po drugiej stronie Panju nie napawają optymizmem. Bardzo długie odcinki drogi są zmyte i niemożliwe do pokonania. Teoretycznie gdybyśmy otrzymali wizę to pozostaje nam tylko wizyta w granicznej wiosce lub ponowna droga do Iskhashim i również tylko wizyta w tym mieście. Takie odwiedziny Afganistanu nie mają sensu.

W Khorog odwiedzamy jeszcze afgański konsulat, który jest zamknięty – przecież jest piątek, wolny dzień dla muzułmanów. Wszystko już jasne, Afganistan odwiedzimy innym razem.

W mieście trafiliśmy na dzień odwiedzin nieśmiertelnego prezydenta Tadżykistanu – Emomali Rahmona. Można krytykować go jako autorytarnego władcę, ale dopóki sprawuje rządy to w tym państwie jest spokój, a ekstremiści islamscy są traktowani jako przestępcy. Od początku sprawowania władzy walczy z ekstremizmem i efekty tego są widoczne. Mimo, że Tadżykistan jest najbardziej muzułmańskim krajem regionu to islam nie przenika tak każdej sfery życia jak w innych krajach.

Oprócz „spotkania” z prezydentem zasięgnąłem również języka o dolinie Bartang. Tutaj nowiny nie były dobre. Trasa jest zalana i mamy małe prawdopodobieństwo jej przejechania.

Rzut oka na mapę i już wiem którędy pojedziemy; jest Droga Roshtqala. Przebiega na południe od zasypanej Pamir Highway i wypada na nią w okolicach Jelandy.

Początkowy czterdziestokilometrowy odcinek jest asfaltowy, ale później na szczęście zmienia się w to co lubię. Trasa jest niesamowicie piękna i urozmaicona. W początkowym odcinku w miarę prosta, przebiega doliną rzeki Shakhdaria, później wspina się na przełęcze, pokonujemy kilka większych brodów. W takich rewelacyjnych okolicznościach natury dojeżdżamy do sioła Jarshan Grosh. Za wioską zatrzymujemy się na biwak, ale nie jest nam dane rozłożyć namiotów ponieważ pojawia się miejscowy gospodarz i zaprasza nas do siebie.

Pan Ahwaz częstuje nas kolacją; rozmowy trwają do późnego wieczora. Warto pokonywać tysiące kilometrów dla takich wspaniałych chwil. Gospodarz sposobi również dla nas miejsca noclegowe. Osobne pomieszczenie z wygodnymi materacami. Kończy się fascynujący dzień.

Nocleg u Pana Ahwaza.

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 20

30 lipiec 2015
0 km

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 20

9.00 – 19.30, Garmchasma (Tadżykistan)

Dzisiaj dalszy ciąg wrażeń z Korytarza Wachańskiego. Od Langar jedziemy już wzdłuż granicznej rzeki Panj. Rozważałem możliwość wjechania do Afganistanu i pokręcenia się w okolicach afgańskiej strony korytarza, ale widzę, że większość dróg jest pozalewana. W ostatnim czasie były tutaj duże upały, a następnie opady deszczu. W tych rejonach to bardzo niebezpieczna mieszanka ponieważ powoduje obsunięcia ziemi. Bardzo nagrzany i mało zwięzły grunt (w zasadzie piasek z kamieniami) jest bardzo podatny na spływy błotne. Właśnie takie obsunięcie ziemi zamknęło nam Pamir Highway, a teraz po stronie afgańskiej może spowodować niemożność przejechania. Na razie jednak jedziemy dalej, fotografujemy, podziwiamy widoki. Spokojnym tempem dojeżdżamy do Iskhashim – największej miejscowości na trasie (około 6 500 mieszkańców). Jest akurat pora obiadu więc w mini knajpce zamawiamy zupkę (coś w rodzaju wołowego rosołu z ziemniakiem) z somsą. Oczywiście jest to jedyny dostępny zestaw obiadowy; w tych rejonach świata nie można być wybrednym.

Być może uda nam się jeszcze tutaj zawitać więc zbieramy się szybko i jedziemy dalej. Obserwując drogę po stronie afgańskiej już wiemy, że nie mamy szans na przejechanie tego odcinka. W wielu miejscach woda wymyła drogę, nieprzejezdne odcinki mają nawet po 100 metrów. Widzimy Afgańczyków przenoszących pakunki na plecach we wodzie z samochodów stojących po obu stronach zalanych odcinków. Takich nieprzejezdnych odcinków jest jeszcze kilka. Zdajemy sobie sprawę, że w tym roku nie ma szans na wjechanie do Afganistanu. Zobaczymy jak będzie dalej z doliną Bartang. Na razie skręcamy do Garmchasma aby zażyć relaksu w tadżyckim najważniejszym spa i zarazem sanatorium.

Podobnie jak w roku 2012 odwiedzamy Pana Malika – dyrektora szkoły w Garmchasma. Poprzednio część naszej grupy nocowała u niego w domu, tym razem nie chcieliśmy nadużywać jego gościnności i rozbiliśmy biwak na terenie szkoły.

Wieczorem obowiązkowo udaliśmy się do gorących źródeł i skorzystaliśmy z dobrego posiłku serwowanego w sanatoryjnej restauracji i miejscowych produktów fermentacji zbożowej.

Nocleg w szkole w Garmchasma.

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 19

29 lipiec 2015
0 km

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 19

9.30 – 19.00, Langar (Tadżykistan)

Jesteśmy w Tadżykistanie, a dokładnie w Pamirze i nagle zmieniło się wiele rzeczy. Zauważalna jest przede wszystkim zmiana otaczającej przyrody. Zielone wzgórza z widokiem wypasających się stad nagle znikają. Pojawiają się wysokie i surowe góry, zielona i soczysta trawa została za granicą. Od momentu przekroczenia granicy jesteśmy na średniej wysokości 4 000 m.n.p.m. i stąd taka diametralna zmiana.

Inną zmianą jest zdecydowane zmniejszenie sklepów i knajpek. W Kirgistanie nie ma problemu z zakupami lub zjedzeniem czegoś po drodze, tutaj odległości między miejscowościami są większe, drogi gorsze, a w małych wioskach po drodze nie spotka się knajpki.

Realizacja naszego śniadania była właśnie podyktowana powyższą sytuacją. Murgab jest większym miastem więc nie było problemów z podstawowymi zakupami. Śniadanie przygotowaliśmy przed sklepem i ruszyliśmy dalej.

Pierwotny plan zakładał przejazd Pamir Highway (M41) do Khorog i później przejazd doliną Bartang. Niestety w związku z ogromnym osuwiskiem gruntu przed Khorog droga była zamknięta i musieliśmy wjechać w Korytarz Wachański. Jechałem już Korytarzem Wachańskim w 2012 roku, ale tak jak z Jeziorem Song-Kul ponowna wizyta w tym samym miejscu nie stanowiła żadnego problemu. Na razie Bartang jest „niezagrożony” i tylko dotrzemy tam inną drogą.

W Murgabie dołączają do nas Polacy, których spotkaliśmy nad Song-Kul w Kirgistanie i w Korytarz Wachański wjeżdżamy razem. Wspinamy się na przełęcz Khargush ( 4 344 m.n.p.m.), za przełęczą na jedynym posterunku wojskowym spisują nasze paszporty i wjeżdżamy w korytarz.

Zjeżdżamy nad rzekę Pamir – granicę z Afganistanem, wokół nas zapierające dech w piersi krajobrazy. Przed nami Hindukusz, za nami Karakorum, po prawej Pamir, po lewej Afganistan. W tych warunkach wzdłuż granicznej rzeki Pamir jedziemy do miejscowości Langar. Tutaj Pamir łączy się z Wakhanem tworząc Panj. Uznałem, że Langar jest najlepszym miejscem na nocleg; kilka lat temu spałem w tym samym miejscu (przy moście granicznym). Od tamtego czasu nie zmieniło się w tym miejscu zbyt wiele, chociaż trwa budowa przejścia granicznego z Afganistanem i jest szansa, że za 2-3 lata będzie można tutaj wjechać do Afganistanu na eksplorację tej części korytarza.

Nocleg nad mostem w Langar.

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 18

28 lipiec 2015
0 km

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 18

7.00 – 19.00, Murgab (Tadżykistan)

Rano szybko startujemy, mijamy Sary-Tash – ważną osadę na skrzyżowaniu Jedwabnego Szlaku i zaczynamy ostrą wspinaczkę na pierwszą czterotysięczną przełęcz. Przed nami Kyzył-Art (4 280 m.n.p.m.). Podjeżdżamy pod kirgiski posterunek graniczny; szlaban zamknięty i trwa odprawa kilku samochodów przed nami. Z reguły na takich przejściach nie ma kolejek, celnicy załatwiają sprawy szybko, opóźnienia zdarzają się tylko gdy podjeżdża nagle większa ilość samochodów. Tak było właśnie przed nami, bo odprawiana była większa grupa Amerykanów. Musieliśmy się uzbroić w cierpliwość; po 45 minutach otwiera się szlaban i wjeżdżamy. Tak jak myślałem cała odprawa w naszym przypadku trwała 10 minut.

Do przejścia tadżyckiego jest jeszcze trochę kilometrów i przede wszystkim ostra wspinaczka na wspomnianą przełęcz Kyzył-Art. Udaje mi się wyprzedzić samochody z Amerykanami. Właściwa granica przebiega przełęczą i zaraz za nią stoją tadżyckie budynki graniczne. Szybka kontrola paszportów, a później wizyta u celników.

Okazuje się, że rozpoznaje mnie szef celników; ten sam gość, który odprawiał mnie 3 lata temu. Znajomości pozwalają na szybsze załatwienie spraw. Opłacamy opłaty wjazdowe, kontrolę sanitarną i zostawiamy parę groszy dla znajomego. Dzień dobry Tadżykistan.

Zjeżdżamy trochę z przełęczy, mijamy Karakol z jeziorem o tej samej nazwie. Często zatrzymujemy się na sesje zdjęciowe. Wspinamy się na najwyższą przełęcz na całej naszej trasie – Akbajtal (4 655 m.n.p.m.). Przez ostatnie kilka godzin bardzo szybko wspięliśmy się na duże wysokości, brak aklimatyzacji spowodował lekki ból głowy, który towarzyszył mi do końca dnia.

Do wieczora udaje nam się dojechać jeszcze do Murgabu, gdzie za miastem zatrzymujemy się na nocleg.

W pierwszym dniu na takiej wysokości samopoczucie nie jest najlepsze więc szybko idziemy spać.

Nocleg na trasie.

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015
Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 17

27 lipiec 2015
0 km

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 17

9.30 – 19.30, przed przełęczą Taldyk (Kirgistan)

Rano zostajemy obudzeni klaksonem. Podjechali Kirgizi z uszkodzonymi oponami z nadzieją napompowania moim kompresorem. Jest to bardzo częsta praktyka; miejscowi widząc obcy pojazd korzystają z możliwości napompowania opon. Kirgizi używają chińskich kompresorów (praktycznie jednorazówek) dobrych do pompowania małych piłek plażowych. Pompowanie jednego koła może trwać nawet pół godziny; moim kompresorem pompowanie dwóch opon trwało 5 minut. Kirgizi w podziękowaniu chcą nam podarować żywego świstaka, z którego możemy sobie przyrządzić obiad. Mimo, że lubimy konsumować regionalne potrawy jakoś nie mamy ochoty na świstaka (w dodatku jeszcze żywego). Dziękujemy i idziemy na śniadanie do naszych gospodarzy, którzy pilnują nas od rana i nie chcą wypuścić bez posiłku.

Jesteśmy w gościnie u Państwa Karaew – pasterzy z Jalal-Abad. Przez letnie miesiące wypasają swoje stada owiec, koni i bydła w górach na dzierżawionych działkach. Jesienią wracają ze stadami do miasta. Zostaliśmy poczęstowani zwykłym codziennym posiłkiem jaki jada się w tych stronach; lawasz, ser, pilaw i zielona herbata.

Po śniadaniu ruszamy dalej. Po kilkunastu kilometrach zaczyna się asfalt i w lepszych warunkach docieramy do Jalal-Abad. Miasto objeżdżamy bokiem i rozpoczynamy również objazd terytorium Uzbekistanu, które wcina się w Kirgistan. Niestety konflikty etniczne między Kirgizami, a Uzbekami nie pozwalają na przejechanie przez terytorium Uzbekistanu. Zupełnie odrębną sprawą jest wiza uzbecka, która i tak byłaby potrzebna. Dla nas 80 km. objazd jest bez znaczenia, ale dla ludzi tutaj mieszkających to poważny problem. Napięcia wybuchają co pewien czas i granice wyglądają jak posterunki z czasów wojny. Długo jeszcze trzeba będzie czekać na kirgisko-uzbecką „strefę Schengen”.

W godzinach popołudniowych dojeżdżamy do Osz i kierujemy się od razu do konsulatu rosyjskiego. W szybkim odnalezieniu konsulatu pomaga nam Akramon; spotkany przypadkiem Kirgiz. Sprawnie prowadzi nas swoim autem pod konsulat.

Konsulat pracuje w poniedziałek, czwartek i piątek. To zdecydowanie lepiej niż w Almaty. Dzisiaj jest poniedziałek, ale nie zdążymy już złożyć wniosków więc ustalamy, że ruszamy do Tadżykistanu i wszystko załatwimy po powrocie.

Akramon okazał się przedsiębiorczym człowiekiem; jest właścicielem restauracji, sklepu i serwisu RTV. W restauracji zjadamy pyszny obiad, a w sklepie Akramon udostępnia nam szybkie łącze internetowe. Po raz kolejny doświadczamy wielkiej gościnności i uczynności Kirgizów.

Po obiedzie szybko realizujemy plan dotarcia do Tadżykistanu. Musimy podjechać jak najbliżej granicy, aby jutro ją przekroczyć. Udaje nam się dotrzeć pod przełęcz Taldyk na 50 km. przed granicą tadżycką.

Zjeżdżamy tylko z drogi na prawo i rozkładamy biwak.

Nocleg na trasie.

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 16

26 lipiec 2015
0 km

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 16

8.45 – 19.30, Kok-Art (Kirgistan)

Dzienne przebiegi na poziomie 200 km. stają się normą. Po pierwsze nie ma sensu jechać szybciej, po drugie poruszamy się tylko drogami szutrowymi w wysokich górach więc średnia nie jest imponująca.

Dzisiaj dzień był naprawdę ciężki. Nie było nawet skrawka asfaltu, średnia 29 km/h. Cały dzień to wspinaczki i zjazdy z bezimiennych przełęczy, upał 42ºC, a do tego wszechobecny kurz i pył.

W takich warunkach docieramy do Kazarman – największej miejscowości na trasie. Zjadamy tutaj dobry obiad, odpoczywamy i ruszamy dalej.

Za Kazarman rozpoczyna się wspinaczka na ostatnią przełęcz Kaldama (3 062 m.n.p.m.). Po drodze spotykamy oczywiście rowerzystów, znajomego Angola (IanC) na motocyklu BMW z forum podróżniczego, Słoweńców w Toyocie i szaloną parę Czechów w VW Passacie. Piszę szaloną, bo mijane brody zdecydowanie nie był na niskie zawieszenie Volkswagena.

Cały dzień zabrały nam wspinaczki i zjazdy więc gdy dojechaliśmy do wioski Kok-Art nie było sensu jechać dalej. Gdy rozglądaliśmy się za miejscem na biwak miejscowy pasterz wskazał nam płaski teren koło swojej jurty. Wieczorem zostaliśmy zaproszeni na kolację jednak grzecznie odmówiliśmy i zaprosiliśmy gospodarzy do nas. Wieczór zakończył się miło przy wspólnych rozmowach.

Nocleg na trasie

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 15

25 lipiec 2015
0 km

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 15

8.30 – 19.30, Ugut (Kirgistan)

Dzisiaj żegnamy się z Issyk-Kul. Nie wjeżdżamy do Balykchy tylko skręcamy skrótem na Kochkor. Trafiamy w środek targu, zjadamy dobre śniadanie, robimy zakupy i jedziemy w stronę Jeziora Song-Kul. Zupełnie nie mam świadomości, że przez następne 2 dni będziemy prawie całkowicie poza cywilizacją, a Kochkor to ostatnie „wielkie” miasto przed Jalal-Abad.

Jeszcze tylko 20 km. i zjeżdżamy w szutrową drogę do Song-Kul. Asfaltu nie zobaczymy do wspomnianego Jalal-Abad. Jak to zwykle bywa w Kirgistanie spotykamy dwie ekipy Polaków w samochodach wypożyczonych na miejscu i kilku rowerzystów również z Polski.

Jestem tutaj drugi raz, ale piękno tego miejsca jest tak niesamowite, że warto tutaj przyjeżdżać częściej. Poprzednio dotarłem tutaj od strony Chaek; wjechałem od północnego-zachodu i wyjechałem na północnym-wschodzie jeziora. Tym razem objechaliśmy jezioro od południa z zamiarem dotarcia do drogi na Kazarman. Jedziemy powoli, zatrzymujemy się na sesje fotograficzne, mieszkańcy jednej z mijanych jurt zapraszają nas na „drugie śniadanie”.

Łapiemy właściwy rytm podróży, najważniejsza jest bieżąca chwila, kontakt z mieszkańcami, piękno otaczającej nas przyrody. Już nie myślimy gdzie dzisiaj dojedziemy i nie mamy w tej kwestii żadnych planów. Wiemy tylko, że zdążamy w stronę Osz.

Po herbatce jedziemy dalej, Song-Kul zostawiamy w tyle i zaczynamy ostrą wspinaczkę na przełęcz Moldo-Ashu (3 346 m.n.p.m.). Widoki są niesamowite i dodatkowo trafiamy na kirgiską imprezę na przełęczy. Miejscową tradycją jest, że dotarcie na większą przełęcz celebruje się wypiciem kumysu lub wódki jednak my trafiliśmy na duże spotkanie rodzinne. Muzyka, tańce, duże ilości alkoholu, kumysu i jedzenia. Nie ma znaczenia, że ktoś jest kierowcą lub nie trawi kumysu. Niestety musiałem wypić jedną czarkę kumysu, ale każdą następną pozwolili mi zamienić na wódeczkę (odmowa nie wchodziła w rachubę). Po godzinie musimy się ewakuować, a impreza trwa dalej. Kirgizi są nadzwyczaj gościnni i nie raz jeszcze tego doświadczymy.

Zjeżdżamy z Moldo-Ashu, trakt prowadzi nas na południe i gdzieś w okolicach Ak-Tal wbijamy się w trasę na Kazarman. Wedle mapy na razie większe wspinaczki się skończyły (oczywiście wg standardów kirgiskich). Mijane tereny nie są gęsto zamieszkane, małe miejscowości co kilkanaście kilometrów. Przy średniej 25 km/h nie spotykamy zbyt wiele osób, a miejsc do noclegu jest bez liku. Dobrą miejscówkę znajdujemy w okolicach Ugut.

Nocleg na trasie.

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 14

24 lipiec 2015
0 km

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 14

8.30 – 19.00, Kara-Talaa (Kirgistan)

Kirgistan z tej strony nie robi wrażenia. Od granicy w Karakara droga prowadzi w szerokiej dolinie; okoliczne wioski nie różnią się niczym od wiosek w Rosji lub Ukrainie. Góry są w dużej odległości od głównej drogi i tylko wygląd ludzi i mijające samochody przypominają, że już dawno wyjechaliśmy z Europy.

W takich warunkach dojeżdżamy do Karakol gdzie w restauracji „Karawana”  zjadamy dobre śniadanie i korzystamy z wi-fi. Ceny jedzenia w knajpach jak i zakupów w sklepach są śmiesznie niskie.

Wyruszamy w dalszą drogę, jedziemy południowym brzegiem Issyk-Kul, które jest dużo bardziej dzikie i  mniej zagospodarowane niż północny brzeg. W wielu miejscach można znaleźć dróżki zjazdowe do jeziora, chociaż dużo już jest terenów ogrodzonych i z brakiem dostępu do wody. Tutaj też dociera powoli komercja i za jakiś czas cisza i spokój ustąpią miejsca „Międzyzdrojom” pokroju Cholpon-Ata. Udaje nam się zjechać w puste miejsce i zażyć kąpieli w przyjemnie chłodnej wodzie jeziora.

Pierwotnie planowałem dostać się do Narynia drogą za Tosor jednak uznałem, iż ponowna wizyta nad Jeziorem Song-Kul też może być ciekawa. Nikt oprócz mnie z grupy nie był nad Song-Kul więc zapadła decyzja i pojechaliśmy dalej wzdłuż Issyk-Kul. W okolicach miejscowości Tong zjedliśmy wyśmienitą rybę w warzywach z grilla, popiliśmy dobrą kawą i oczywiście zapłaciliśmy za to jakieś grosze.

W dobrych humorach zaczęliśmy szukać miejsca na nocleg; oczywiście nad jeziorem. Koło Kara-Talaa dzięki pojazdom 4×4 udało nam się zjechać nad brzeg i trafiliśmy na rewelacyjną miejscówkę.

Ponownie przyjemna woda i miły wieczór przy kirgiskich koniakach. I jak tutaj nie pokochać Kirgistanu.

Nocleg nad jeziorem.

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 13

23 lipiec 2015
0 km

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 13

10.00 – 20.00, Taldy-Suu (Kirgistan)

Rano wyruszyliśmy na spacer do jeziora. Powstało ono na początku XX wieku w wyniku trzęsienia ziemi. Woda zalała rosnący wokół las i obecnie tworzy urocze jezioro z krystaliczną wodą i kikutami drzew wystającymi z toni. Po sesji fotograficznej wracamy do samochodów i ruszamy w stronę granicy kirgiskiej.

Krótka część trasy przebiega wczorajszym off-road’owym odcinkiem. Później wynajdujemy „skrót” do Kegen, który może nie jest żadnym terenowym wyzwaniem, ale bardzo nas spowalnia. Za każdym wzniesieniem i zakrętem oczekujemy pojawienia się asfaltu lecz niestety nasze nadzieje są płonne. Całe 80 km. skrótu to szutry, piach i pył.

Po posiłku i tankowaniu w Kegen jedziemy do przejścia granicznego w Karakara. Ponownie przed przejściem kończy się asfalt i ostatnie 10 km. jest szutrowe.

Na granicy wszystko przebiega w normalnym tempie. Wyjeżdżamy z „unii celnej”; kilkanaście minut zabierają formalności celne związane z autem i kontrola bagażu. Celnicy bez większego zaangażowania zaglądają do samochodu i przeglądają kilka toreb.

Po stronie kirgiskiej kontrola celna praktycznie nie istnieje, a czas zabiera tylko wypełnienie dokumentów wjazdowych dla pojazdów. W najbliższych dniach Kirgistan wstępuje do „unii celnej” i wzór dokumentu jest identyczny z powszechnie dotąd używanym. Od 2015 roku organizacja nosi nazwę Euroazjatycka Unia Celna i zrzesza Rosję, Kazachstan, Białoruś, Armenię i Kirgistan. Dla turystycznego ruchu samochodowego taka organizacja ma ogromne znaczenie, bo zdecydowanie usprawnia pokonywanie wewnętrznych granic. W konsekwencji udało nam się zjechać z przejścia granicznego po 45 minutach – bardzo dobry wynik.

Mimo szybkiej odprawy nie mamy szansy na dotarcie do Issyk-Kul przed zmrokiem. Jedziemy główną A363 i we wsi Taldy-Suu zjeżdżamy w boczną drogę na nocleg.

Mocno spowolniła nas trasa w Kazachstanie; z całych dzisiejszych 199 km. 150 km. to były szutry. Na takiej nawierzchni i w dodatku w górach rzadko można jechać szybciej niż „czterdziestką”.

Nocleg na trasie.

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 12

22 lipiec 2015
0 km

Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Chiny 2015 – dzień 12

13.00 – 16.30, Jezioro Kaindy (Kazachstan)

Można powiedzieć, że wczoraj rozpoczęła się krajoznawcza część wyprawy. Do tej pory nie spieszyliśmy się zbytnio, ale też nie poświęcaliśmy czasu na turystyczne atrakcje; po prostu powoli jechaliśmy. Wczoraj wjechaliśmy w Kanion Szaryń, a dzisiaj wyruszyliśmy na jego pieszą eksplorację. Zaopatrzeni w odpowiedni sprzęt fotograficzny poświęciliśmy kilka godzin na przejście i fotografowanie całego kanionu. Miejsce jest niesamowite i warte każdej poświęconej chwili.

Po południu ruszyliśmy do następnego miejsca na naszej liście – Jezioro Kaindy. Kaindy jest mniej popularne niż Kolsai i znajduje się bliżej. Wybór był oczywisty. Mimo, że mieliśmy do przejechania tylko 100 km. nie spodziewaliśmy się, że przez większą część trasy będzie to wymagająca droga off-road z kilkoma brodami przez rzeczki i trudniejszymi podjazdami. Cały przejazd trwał około 3 godzin, wjazd do parku był tradycyjnie płatny i dodatkowa opłata była również za pojazdy. W praktyce nie ma możliwości wejścia bez samochodu ponieważ Jezioro Kaindy i główna „baza” znajdują się kilkanaście kilometrów od bramy wjazdowej do parku. Tak już sobie to Kazachowie obmyślili, że mimo szczerych chęci wjazd samochodem jest bezwzględnie konieczny.

Podobnie jak w Kanionie Szaryń również tutaj są miejsca biwakowe i jurta dla odwiedzających. Można zamówić kilka potraw, które są przygotowywane na miejscu; do wyboru pilaw lub „kartoszka z miasem” + wódeczka. Oczywiście skwapliwie korzystamy z posiłku i napitku.

Wieczór przy ognisku jest bardzo przyjemny więc spacer do jeziora zostawiamy sobie na jutro.

Nocleg nad jeziorem.