Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 45 i 46

11 - 12 luty 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 45 i 46

Nie tak miał wyglądać nasz przejazd przez Algierię. Niestety dzięki „niedźwiedziej przysłudze” naszych kompanów podróży otrzymaliśmy eskortę żandarmerii przez cały nasz przejazd w Algierii.

Z reguły żandarmeria eskortuje indywidualnych turystów przez pewien czas, ale nie przez cały dystans. Faktycznie my jako nieliczni, a być może nawet pierwsi turyści wjeżdżaliśmy od południa i od tej strony nie miałem potwierdzonych wiadomości co do dystansu na jakim jest eskorta. Teoretycznie powinna nas opuścić w Bachar, ale tak się nie stało. Dzisiaj również ruszyliśmy dalej w ich towarzystwie. Już wcześniej podjęliśmy decyzję, że i tak ze względu na ograniczony czas nie zwiedzamy Algierii więc było nam łatwiej pogodzić się z obecnością żandarmów. Po prostu odpalamy samochody i jedziemy w stronę granicy tunezyjskiej. 

Jedziemy od 8.30 do 23.00. W nocy prowadzeni przez żandarmów podjeżdżamy pod granicę Tbul, gdzie po kilku godzinach okazuje się, że mój samochód nie zmieści się na bramkach. Musimy się wycofać i na szczęście kilkanaście kilometrów na południe jest przejście El Aloun. Tam jeżdżą ciężarówki więc i my się zmieścimy. Po nieprzespanej nocy jesteśmy wykończeni; odprawa trwa w miarę szybko (jak na warunki afrykańskie). Po 2 godzinach jesteśmy wreszcie w wolnym kraju – Tunezji. 

Do Tunisu mamy około 200 km; musimy się przespać i odpocząć. 

Do stolicy dojeżdżamy około 19.00. Wieczorem ruszamy w miasto.

 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 43 i 44

9 - 10 luty 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 43 i 44

Ze względu na opóźnienie i terminy promu z Tunisu oraz samolotu jednego uczestnika również z Tunisu nie mamy czasu na zwiedzanie Algierii. Niestety tak bywa na wyjazdach, że nie wszystko wychodzi zgodnie z planem. Nawet przy tak długim 50-cio dniowym wyjeździe i sporym marginesie bezpieczeństwa czasowego zdarzają się obsuwy. Gdy w rachubę wchodzą terminy zabukowanych lotów i promów to nie mamy żadnego marginesu i terminy są priorytetem. Jeszcze w Senegalu udało nam się dokładnie wstrzelić w plan, teraz już jesteśmy spóźnieni i musimy pokonywać większe odcinki. 

Początkowo i tak nie ma żadnych atrakcji. Nasz drugi dzień w Algierii, a pierwszy, w którym jedziemy to całkowita pustka pustynna od Tindufu do Bachar. Na całym 800 km odcinku nie ma żadnych miejscowości z wyjątkiem baz wojskowych i baz wydobywczych ropy i gazu. Dopiero po stronie algierskiej widać cały rozmach i zaangażowanie w budowę nowej drogi transsaharyjskiej. Nigdy jeszcze nie widziałem miejsca na świecie gdzie jednoczesna budowa drogi jest realizowana na ponad 1 000 km. Tutaj tak to wygląda, setki maszyn budowlanych, setki samochodów z kruszywem, jednoczesne asfaltowanie i malowanie pasów. Przetarg oczywiście wykonują Chińczycy. Tak się zdobywa wpływy na świecie.

Pierwszego dnia docieramy do Bachar. Rano mamy wrażenie, że eskorty już będzie. Spacerujemy po mieście, zapijamy się miejscową kawą i zajadamy dobrym śniadaniem. Gdy wyruszamy nagle pojawia się żandarmeria i ponownie eskortuje nas przez cały dzień. W nocy dojeżdżamy do Tijarat i zatrzymujemy się na nocleg na stacji benzynowej pod miastem. 

Pierwotnie w planach było zatrzymanie się na 2-3 dni w Algierze. Jednak mając opóźnienie odpuściliśmy stolicę i uznaliśmy, że lepiej przekroczyć granicę z Tunezją i zostać dłużej w Tunisie. Będąc w Tunezji będziemy mieli pewność, że bezpiecznie zdążymy na prom i samolot.

Przez dwa dni pokonujemy spory kawałek nieznanej nam Algierii; szkoda tylko, że nie mamy na nią więcej czasu. 

 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 42

8 luty 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 42

Służby pracę na terminalu rozpoczynają o 9.00. Jesteśmy jedynymi turystami na przejściu. Oprócz nas są jeszcze dwie ciężarówki i w trakcie naszej odprawy jeszcze pojawiają się dwie terenowe toyoty. Tłoku i nadmiaru pracy tutaj nie mają. W miarę sprawnie nas odprawiają i możemy ruszyć w stronę Algierii.

Posterunki są od siebie oddzielone około kilometrowym pasem drogi, w środku którego znajduje się faktyczna linia graniczna oraz miejsce na celebrowanie bilateralnych imprez państwowych.

Zabudowania graniczne po obu stronach są swoimi lustrzanymi odbiciami. Do 2018 roku Mauretania i Algieria nie miały oficjalnego przejścia granicznego. Przejście Zouerat-Tinduf zostało otworzone w 2018 roku, ale do 2024 nie obsługiwało ruchu osobowego z wyjątkiem ruchu pojazdów ciężarowych. Przejście zostało stworzone jako przeciwwaga dla „jedynego w tej okolicy” z Maroka do Mauretanii. Piszę to w cudzysłowie, bo znajduje się ono kilka tysięcy kilometrów stąd, ale jest jedynym z wybrzeża Morza Śródziemnego na południe Afryki. Teraz mamy już dwa przejścia i jakąś wizję budowy drogi asfaltowej przez tereny, którymi jechaliśmy ostatnie 4 dni. Algieria też uznała, że taki punkt graniczny może zdecydowanie wpłynąć na ekonomikę i atrakcyjność kraju i mocno inwestuje w ten rozwój. Dodatkowo nieprzyjazne stosunki marokańsko-algierskie nakręcają chęć stworzenia nowego szlaku handlowego północ-południe.

My wbiliśmy się ze swoją podróżą jako jedni z pierwszych Europejczyków na tej granicy.

Wjechaliśmy na terminal algierski i rozpoczęła się żmudna i drobiazgowa procedura. W przypadku kontroli paszportowej wszystko poszło w miarę szybko. Mieliśmy mały problem gdyż jedna z osób miała krótszą wizę niż reszta grupy, ale nie spowodowało to żadnych utrudnień. Bardzo szybko został wystawiony „glejt”, który opisywał całą sytuację i powód naszego opóźnienia.

Gorsze rozpoczęło się wraz z kontrolą celną. Samochody zostały przeszukane bardzo gruntownie, łącznie z rozpakowaniem każdej torby (a mieliśmy ich dużo). Zainteresowanie służb wzbudziły lekarstwa (szczególnie te nieopisane), gotówka oraz drony. Tłumaczyliśmy się mocno, a było to utrudnione gdyż większa część bagażu nie należała do nas tylko do osób, które już nas wcześniej opuściły drogą lotniczą. Ciężko się tłumaczyć z bagaży, których nie jest się właścicielem. Ostatecznie Algierczycy zabrali nam dwa drony i oczywiście jest możliwość ich odebrania, ale tylko z tegoż przejścia granicznego, tylko w stronę Mauretanii i tylko osobiście. Czyli wszystko jasne; sprzęt przepadł.

Po godzinach nieskutecznych pertraktacji, o 16.00 wyjeżdżamy z terminala. Wyruszamy w towarzystwie żandarmerii, która eskortuje nas do Tidufu.

W Tindufie wymieniamy walutę (oczywiście na czarnym rynku, bo tylko ten daje dobrą cenę), tankujemy i wreszcie po kilku dniach zjadamy przepyszne algierskie dania.

Wieczorem nadal z żandarmerią wyjeżdżamy kilka kilometrów za miasto na punkt kontrolny, gdzie zatrzymujemy się na nocleg. Ciężki dzień kończymy o 19.00.