Przed nami dwa ważne dni w Senegalu. Podczas całej wyprawy mamy kilka punktów, w których część ekipy się zmienia. Na początku było łatwiej gdyż tylko kilka osób dołączyło do nas w Agadirze. Teraz mamy wymianę; kilka osób odlatuje i kilka przylatuje do Dakaru.
Wszystko udało się zgrać w czasie i przestrzeni. Dotarliśmy do miejscowości Toubab Dialao, gdzie mieliśmy zamówione noclegi i która również znajduje się 15 km od lotniska. Dojechały do nas dwie osoby, sprawnie przeprowadziliśmy przepakowanie samochodów. Rano opuściło nas dwóch uczestników i mogliśmy ruszyć dalej w stronę granicy mauretańskiej.
Wyruszyliśmy o 10.00 i popołudniem dotarliśmy pod granicę. Niestety tutaj czekała nas duża niedogodność (jeśli tak to można nazwać). Powrócę w tym miejscu do opisu wjazdu do Mauretanii. Od stycznie ruszył system wizy online, który nie działał właściwie. Uznaliśmy, że nie uruchamiamy wiz w ten sposób tylko otrzymamy je na granicy tradycyjnie jak dotychczas. Grubo się pomyliliśmy i koniec końców (po długich pertraktacjach z urzędnikami i bez pozytywnego finału) musieliśmy je i tak uruchomić. Procedura ich otrzymania to 48 godzin, które czasami skracają się do 24-36 godzin.
Spędziliśmy jedną noc w buszu blisko granicy, ale nie było sensu tutaj koczować następnych kilkunastu godzin. Nawet gdyby się udało uzyskać te wizy w czasie 36 godzin to zawsze trzeba przeczekać do następnego dnia. Po pierwsze granica w nocy nie pracuje, po drugie w nocy w Afryce ze względów bezpieczeństwa się nie jeździ.
Pojechaliśmy na nocleg do znajomego hotelu w Saint Louis. Wieczorem była dobra kolacja i spokojne spacery po okolicach.