Z wizami online odprawa graniczna poszła w normalnym afrykańskim tempie.
Później ponownie walczyliśmy z terenem na odcinku od zapory na Diamie wzdłuż rzeki Senegal. Ostatecznie około 18.00 byliśmy w Noakchott.
Ze względu na dwudniową obsuwę sytuacja trochę się skomplikowała. Nie było zagrożenia, iż nie zdążymy na prom w Tunisie, ale nadal wielką niewiadomą był odcinek od Ataru do granicy algierskiej. Również sama Algieria, mimo, że znana mi z innych wypraw była zagadką gdyż teraz mieliśmy ją pokonać bez udziału przewodnika. W związku z tymi znakami zapytania kilka osób zrezygnowało z tego etapu i odłączyło się od grupy w stolicy Mauretanii. Tak naprawdę to był ostatni możliwy punkt, z którego można było odlecieć w każdym kierunku.
Ostatecznie zostaliśmy w 2 samochody i 3 osoby. Osoby odlatujące zostawiliśmy w hotelu, a my ruszyliśmy ponownie w stronę Ataru. Trasa ta jest asfaltowa i w dobrym stanie, ale tak jak zawsze jechaliśmy tylko do zmroku.
Możliwości biwakowania nieograniczone, zjechaliśmy z drogi i saharyjska noc otuliła nas ciszą.