Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 39 i 40

Ze względu na to, iż nie posiadamy współrzędnych GPS trasy i jedziemy na „czuja” spoglądając czasem na mapy Google, aby zachować właściwy kierunek to bywa, że brniemy w miejsca, z których musimy się wycofywać. Setki śladów na piasku nagle się rozmywają i trakt znika; trasa która wydaje się poprawna wjeżdża nagle w łachy kopnego piasku, który może być uciążliwy i można w nim utknąć na kilka godzin.

Na mapach Google trasa, którą jedziemy ma oznaczenie N1. National Route 1 tylko z nazwy brzmi dumnie, tutaj nie ma żadnej drogi tylko piękna i dzika Sahara. Urzekająca, ale także niebezpieczna gdy nie wiemy jak się na niej zachować. Odcinek off-road, który pokonujemy od Fderik to aż 1 000 km pustyni więc to nie przelewki. Realnie trakt wiedzie przy samej granicy Sahary Zachodniej, a nie tak jak pokazuje mapa Google. Na całej trasie jest tylko jedno miasteczko Bir Mogrein i punkt noclegowo-paliwowy Ain Bin Til żywcem wyjęty z Mad Maxa. 

Pierwszego dnia pełnego off-roadu nawigujemy wśród śladów na piasku, wypatrujemy czasami innych pojazdów i powoli zbliżamy się do Bir Mogrein. Po południu docieramy do miasteczka, a w zasadzie garnizonu wojskowego. W takich miejscach nic nie uchodzi uwadze miejscowych i po kilku minutach lądujemy na posterunku wojskowym w celu spisania danych z paszportów. Wszystko przebiega sprawnie, udaje się nam też wymienić walutę i zatankować trochę diesla (trochę, bo wyssaliśmy cały zapas na prowizorycznej stacji).

Mamy na tyle dobry czas, że jeszcze przed zmrokiem wyjeżdżamy z Bir Mogrein i udaje nam się jeszcze pokonać w 2 godziny 50 km trasy, co jest rewelacyjnym wynikiem. Ostatecznie po 13 godzinach jazdy z postojem w Bir Mogrein mamy pokonane 234 km.

Dzisiaj zaczynają się pierwsze trudności. Dawniej trasa wiodła na „szagę” przez terytorium Sahary Zachodniej. Od czasu gdy Marokańczycy ostrzelali kilka pojazdów ciężarowych ten „narożnik” trzeba pokonywać po terytorium Mauretanii. W pewnym momencie całkowicie znikają nam ślady, a trzymanie się mapy Google nic nie daje gdyż brniemy w głęboki piasek i brak jakichkolwiek śladów pojazdów. W pewnym momencie docieramy do osady, gdzie spotykamy tylko jednego mieszkańca. Gość też nas ostrzega o możliwości ostrzału i wskazuje poprawną drogę. Po chwili spotykamy też dwa samochody Sahrawi, którzy przez 20 km pustki podciągają nas do miejsca, w którym pojawia się więcej śladów i miły dla oka widok wieży telekomunikacyjnej. Przy takich wieżach zawsze gromadzą się podróżni i można otrzymać pomoc.

Do zmroku jedziemy we wskazanym kierunku, ale jednak gdzieś zjeżdżamy z utartego traktu i wieczorem znów jesteśmy pogubieni. Czekamy do zachodu słońca i wypatrujemy świateł pojazdów. Kilku miejscowych jedzie Mercedesami 124 z tylnym napędem i podciągają nas na trasie. Podobnie jak wczoraj, dzięki miejscowym pokonujemy w nocy ponad 50 km i przed 23.00 docieramy do osady Ain Bin Til. Miejscowi też bardzo zadowoleni gdyż miał kto ich wyciągać gdy się zakopali.

Dzisiaj też dobry dystans 252 km i jesteśmy w połowie drogi do narożnika Sahary Zachodniej.