Osada Ain Bin Til jest faktycznie żywcem wyjęta z filmu Mad Max i to z tej pierwszej części z 1979 roku. Kilka baraków, dziesiątki beczek po ropie, setki zużytych opon. To jest ostatnia osada przed granicą algierską. Na odcinku 600 km od Bir Mogrein, które można nazwać miasteczkiem do granicy algierskiej mijamy tylko Ain Bin Till. Zatrzymuje się tutaj cały transport. Prymitywne miejsce gdzie można zakupić wodę, kilka podstawowych artykułów spożywczych, zatankować diesla kiepskiej jakości i oszukanego litrażu, wypić herbatę i przespać się w baraku.
Miejsce niesamowite i jakże abstrakcyjne. Rano ukazało się nam w całej swojej „krasie” (czytaj brzydocie).
Dawniej gdy ruch ciężarówek przebiegał na skos Sahary Zachodniej były tam dostępne jeszcze inne miejscowości po drodze. Obecnie zmuszeni jesteśmy jechać wzdłuż granicy SZ po terytorium Mauretanii więc Ain Bin Til to ostatnia ostoja cywilizacji.
Rano wyruszamy o 8.00. Wczorajsi znajomi z Mercedesów postanowili nas jeszcze podciągnąć. Jadą ode mnie zdecydowanie szybciej, ale i tak jazda za nimi jest bardzo komfortowa, gdyż nie muszę spoglądać w nawigację tylko wpatruję się w ich ślady na piasku. Tempo jest zdecydowanie szybsze. Niestety po kilku godzinach tracimy ich z oczu, ale wykonaliśmy duży progres.
Około południa jesteśmy na narożniku Sahary Zachodniej. W tym miejscu zmieniamy kierunek na północny. Znowu zaczynają się problemy z namierzeniem poprawnej trasy. Ta najbardziej uczęszczana powoli oddala się od granicy SZ i bez dokładnych koordynatów GSM gubimy się. Po mozolnym kluczeniu namierzamy w oddali kilka ciężarówek dzięki temu, iż wzbudzają ogromne kłęby kurzu. Wreszcie wklejamy się w bardziej uczęszczaną drogę. Dołączamy się do małego konwoju kilku ciężarówek i zmierzamy z nimi w stronę granicy. Do zmroku udaje nam się z nimi jechać jednak po zachodzie słońca oni jadą szybciej, my bardziej obawiamy się o usterki. Musimy zwolnić.
Mamy szczęście gdyż wjeżdżamy w obszar budowy nowej drogi. Tej drogi oczywiście zupełnie nie ma, ale czasem widać poukładane kamienie bądź inne znaczniki geodezyjne. W takich warunkach docieramy do widocznych świateł w oddali. To są zabudowania nowego przejścia granicznego, od razu jest łatwiej, bo są mocno oświetlone i możemy się na nie kierować.
Ostatecznie po 20.00 wjeżdżamy na terminal nowego przejścia granicznego Mauretania-Algieria. Granica jest już zamknięta, ale pogranicznicy wpuszczają nas na teren zamknięty, gdzie możemy zanocować. Zostajemy obdarowani produktami spożywczymi i zostają nam udostępnione karty SIM. Bardzo miłe pożegnanie Mauretanii.
Udało się; po czterech trudnych dniach i 1 200 km off-roadu na Saharze stoimy u bram Algierii.