Ze względu na opóźnienie i terminy promu z Tunisu oraz samolotu jednego uczestnika również z Tunisu nie mamy czasu na zwiedzanie Algierii. Niestety tak bywa na wyjazdach, że nie wszystko wychodzi zgodnie z planem. Nawet przy tak długim 50-cio dniowym wyjeździe i sporym marginesie bezpieczeństwa czasowego zdarzają się obsuwy. Gdy w rachubę wchodzą terminy zabukowanych lotów i promów to nie mamy żadnego marginesu i terminy są priorytetem. Jeszcze w Senegalu udało nam się dokładnie wstrzelić w plan, teraz już jesteśmy spóźnieni i musimy pokonywać większe odcinki.
Początkowo i tak nie ma żadnych atrakcji. Nasz drugi dzień w Algierii, a pierwszy, w którym jedziemy to całkowita pustka pustynna od Tindufu do Bachar. Na całym 800 km odcinku nie ma żadnych miejscowości z wyjątkiem baz wojskowych i baz wydobywczych ropy i gazu. Dopiero po stronie algierskiej widać cały rozmach i zaangażowanie w budowę nowej drogi transsaharyjskiej. Nigdy jeszcze nie widziałem miejsca na świecie gdzie jednoczesna budowa drogi jest realizowana na ponad 1 000 km. Tutaj tak to wygląda, setki maszyn budowlanych, setki samochodów z kruszywem, jednoczesne asfaltowanie i malowanie pasów. Przetarg oczywiście wykonują Chińczycy. Tak się zdobywa wpływy na świecie.
Pierwszego dnia docieramy do Bachar. Rano mamy wrażenie, że eskorty już będzie. Spacerujemy po mieście, zapijamy się miejscową kawą i zajadamy dobrym śniadaniem. Gdy wyruszamy nagle pojawia się żandarmeria i ponownie eskortuje nas przez cały dzień. W nocy dojeżdżamy do Tijarat i zatrzymujemy się na nocleg na stacji benzynowej pod miastem.
Pierwotnie w planach było zatrzymanie się na 2-3 dni w Algierze. Jednak mając opóźnienie odpuściliśmy stolicę i uznaliśmy, że lepiej przekroczyć granicę z Tunezją i zostać dłużej w Tunisie. Będąc w Tunezji będziemy mieli pewność, że bezpiecznie zdążymy na prom i samolot.
Przez dwa dni pokonujemy spory kawałek nieznanej nam Algierii; szkoda tylko, że nie mamy na nią więcej czasu.