Turkmenistan, Iran, Azerbejdżan 2014 – dzień 12

10.00 – 1.30, Mashhad 371 km.

Dzisiaj ostatni dzień pobytu w Turkmenistanie. Wiza tranzytowa jest wydawana na 5 dni i wykorzystaliśmy ją maksymalnie jak się dało. Wizy turystyczne wiążą się z dzienną opłatą za przewodnika w kwocie minimum 100 USD i ciągłą obecnością tegoż przewodnika. Jesteśmy przeciwni takiej formie turystyki więc skorzystaliśmy z krótkiego czasu pobytu, ale z pełną wolnością. Może z tą wolnością nie do końca, bo byliśmy zmuszeni do noclegu w Ashgabacie w jedynym dostępnym cenowo hotelu. Przed wyjazdem jeszcze ciąg dalszy „komuny”, dostajemy śniadanie: makaron z sadzonym jajkiem, ale to i tak lepiej niż inni obcokrajowcy, którzy „zasłużyli” tylko na owsiankę. Jeszcze tylko zakupy na targu i w taki oto sposób żegna nas stolica Turkmenistanu. Wspaniały kraj, pomocni i uczciwi ludzie, rewelacyjne krajobrazy, dobre jedzenie i szkoda tylko, że nie możemy być tutaj dłużej. Świat się jednak powoli zmienia i tutaj też tak jak w wielu innych miejscach nastaną inni rządzący, a wtedy może przyjedziemy na dłużej.

Z rogatek miasta jest tylko 10 km. do kontrolowanej strefy nadgranicznej, a następnie 30 km. do przejścia granicznego. Kontrola przebiega w normalnym tempie, dokumenty wystawione przy wjeździe są odbierane, dane pojazdów wpisane do kajetów i możemy wyjeżdżać. Przeciąga się tylko trochę kontrola celna, ale w końcu szlabany się otwierają i wjeżdżamy do Iranu.

Znajomy Irańczyk już czeka na nas i po kontroli paszportowej przystępuje do przygotowania dokumentów wjazdowych. Posiadanie CPD przyspieszyłoby sprawę, ale jak pisałem PZM łupi zmotoryzowanych, a ponadto jest bardzo skostniałą instytucją, ale tak to już bywa z monopolami.

Organizacja wszystkich wymaganych dokumentów trwa bardzo długo, ale jak sobie przypominam mój pobyt w Iranie 4 lata temu też wszystko się tak wlokło.

Wreszcie po 4 godzinach możemy ruszyć z granicy. Jedziemy od razu do Mashhad, gdzie docieramy późno w nocy.

Mashhad jest świętym miastem szyitów i znalezienie noclegu dla nie muzułmanów jest kłopotliwe. W pielgrzymkowym mieście jest zatrzęsienie hotelików, ale odmawiają przyjęcia nas. W końcu dzięki pomocy miejscowych klucząc po uliczkach trafiamy na hotel. Dostajemy duży rodzinny apartament z kilkoma sypialniami, kuchnią i salonem za śmieszne pieniądze.

Totalnie zmęczeni idziemy spać.

Nocleg w hotelu (212 000 IRR).