4.10 – 16.00, Sary Tash 211 km.
Choroba wysokościowa daje się we znaki kilku osobom z grupy. Podobnie dzieje się z Toyotą. Mimo zupełnie prostego silnika, ale po zatankowaniu lichego diesla w Duszanbe mam kłopoty z wodą w układzie paliwowym. Rano na namiotach był szron, woda zamarzła, jednak po dwóch godzinach wolnej jazdy i przepalania wody wszystko się normuje. Zdobywamy najwyższą przełęcz na naszej trasie – Akbajtal 4 655 m.n.p.m. Niesamowite widoki przy granicy chińskiej i jeszcze bardziej przygnębiające niż Murgab miasteczko Karakol. Wokół nas całkowita pustka i piękne góry. Wspinamy się na Kyzyl-Art Pass (4 280 m.n.p.m.) i żegnamy gościnny Tadżykistan mając nadzieję wrócić tutaj w niedalekiej przyszłości. Sprawnie przekraczamy granicę tadżycko-kirgiską (łącznie 2 godziny). Posterunek kirgiski znajduje się dużo poniżej przełęczy. Dojeżdżamy jeszcze do Sary Tash, tankujemy, wymieniamy walutę i rozkładamy namioty wśród innych turystów. Wieczór spędzamy w towarzystwie Szwajcarów i Koreańczyków.
Nocleg przy jurtach Kirgizów w Sary Tash z międzynarodowym towarzystwie.