Algieria 2016

Algieria 2016 – wstęp

Przed wyjazdem

Algieria 2016 – wstęp

Algieria była zawsze wysoko na mojej podróżniczej liście. Po wizycie w Libii i przejechaniu tamtejszej części Sahary wiedziałem, że muszę odwiedzić również jej algierską część. Pierwsza okazja trafiła się w 2011 roku gdy z grupą znajomych przeprowadziliśmy procedurę uzyskania wiz algierskich. Piszę procedurę, ponieważ jest to trochę skomplikowane.

Najpierw należy znaleźć organizację turystyczną – przewodnika w Algierii, później mieć szczęście i nawiązać kontakt z przewodnikiem. Mimo, że przewodnik zarabia na tym konkretne pieniądze to i tak często po prostu nie odpowiada na maile. Nam udało się w końcu porozumieć, ustalić warunki i przesłać zaliczkę 10% na konto przewodnika. Na tej podstawie przewodnik sporządza dokumenty, które są wysyłane do algierskich ministerstw. Tam zapada decyzja co do wiz i jest przekazywana do ambasady w Polsce. My przeszliśmy cały ten etap, włącznie z wpłatą za wizy i ostatecznie otrzymaliśmy odmowy przyznania wiz bez żadnego uzasadnienia. Niestety trafiliśmy na „arabską wiosnę” i niechęć do wpuszczania obcokrajowców do Algierii była uzasadniona. Dodatkowo w lutym 2011 porwano Włoszkę w Djanet. Splot niekorzystnych zdarzeń spowodował niemożność odwiedzenia Algierii.

Odczekaliśmy trochę czasu, pojeździliśmy w inne miejsca i nadszedł moment aby ponownie spróbować szczęścia.

Udało się nawiązać kontakt z rozsądnym przewodnikiem, zebraliśmy grupę znajomych zainteresowanych wyjazdem i ponownie uruchomiliśmy procedurę wizową. Od 2011 roku zbyt wiele się nie zmieniło; nadal przewodnik przygotowuje komplet dokumentów do ministerstw; nadal decyzja zapada w Algierze. Plusem jest to, że przewodnik nie żąda od nas żadnych wcześniejszych wpłat i opłaty za wizy uiszcza się dopiero gdy autoryzacja dociera do ambasady w Warszawie.

Organizacja wyjazdu na algierską Saharę własnym 4×4 jest dosyć skomplikowana. Oprócz tego, że przewodnik odbiera nas na granicy i przebywa z nami przez cały czas naszego pobytu w Algierii to dodatkowo przejazd z północy Algierii na południową saharyjską część musi być ubezpieczany przez uzbrojony patrol żandarmerii. Dopiero po przeprowadzeniu nas przez środkową Algierię zostajemy sami z przewodnikiem i możemy hulać po pustyni. To wszystko powoduje uciążliwość i duży koszt takiego wyjazdu. Dlatego zaletą jest zawsze zorganizowanie większej grupy dla podziału tych opłat.

Zebraliśmy grupę, wysłaliśmy aplikacje przewodnikowi i czekaliśmy na dobre wieści. Powoli zaczęły spływać do ambasady w Warszawie zaakceptowane autoryzacje. W międzyczasie zaliczkowaliśmy bilety promowe. Jednak „demony” przeszłości zaczęły nas prześladować; wnioski wizowe utknęły w Algierze, a czas nieubłaganie mijał. Przyszedł moment opłacenia pełnych kwot biletów promowych, a wiz nie było. Gdy już uznaliśmy, że pozostaje nam tylko „do trzech razy sztuka”; pojawiły się w Warszawie wszystkie autoryzacje.

Przy organizacji wypraw do Algierii zła passa prześladuje nas od początku, na dwa tygodnie przed wyruszeniem dostaję informację, że nasz prom jest odwołany. Nie do końca chce mi się w to uwierzyć więc dzwonię do przewoźnika we Włoszech; istotnie prom odwołany i mogą nam zwrócić wpłacone pieniądze za bilet lub przebukować na inny rejs. Ponad 2 000 osób z zamówionymi biletami otrzymuje tą samą informację i wszyscy muszą gdzieś się rozlokować. Nie ma czasu na przemyślenia, pozostaje tylko szybka telefoniczna decyzja i wybieram wcześniejszą datę rejsu o dwa dni. Mamy ogromne szczęście i wszystko udaje się przebukować. Wcześniejszy wyjazd nie robi nam różnicy, bo pokręcimy się dwa dni więcej w Tunezji.

Na dwa tygodnie przed wyjazdem mamy bilety promowe i wizy. Jeżeli nie wydarzy się nic więcej nieprzewidywalnego to 30 grudnia ruszamy na wyprawę.

Algieria 2016 – dzień 1 i 2

30-31 grudzień 2016
0 km

Algieria 2016 – dzień 1 i 2

18.30 – 17.30, Genua (Włochy)

W moich dotychczasowych podróżach dystans do Genui pokonywałem już kilka razy. W każdym przypadku czas przejazdu to było około 14 godzin. Przyjmując podobne założenia dałem sobie 24 godziny na dotarcie do portu i byłem spokojny.

W porcie powinniśmy się zameldować o godzinie 15.00, prom ruszał o 18.00.

Wyruszyliśmy zatem o 18.30 z Kalisza; po drodze dołączył jeszcze do nas uczestnik z Ostrowa Wielkopolskiego i również odebraliśmy koleżankę z dworca z Wrocławia.

Bez zbędnych postojów jechaliśmy całą noc przez Polskę i Niemcy, rano wjechaliśmy do Austrii i Szwajcarii. Nie wziąłem jednak pod uwagę, że Toyotami poruszam się z niższą średnią niż Land Roverem i bezkrytycznie zawierzyłem wskazaniom nawigacji. Jakież było moje zdziwienie gdy w Szwajcarii na 6 godzin przed odpłynięciem mieliśmy jeszcze 500 km. do pokonania. Zdecydowanie przestaliśmy się obijać, zwiększyliśmy średnią i liczyliśmy, że prom nie odpłynie bez nas. Na całym odcinku zemściły się na nas postoje przy odbieraniu uczestników (w tym wjazd do centrum Wrocławia), niższa średnia przelotowa i mały błąd trasy w Szwajcarii, który w konsekwencji kosztował nas 60 km dystansu więcej.

O godzinie 17.00 jechaliśmy serpentynami przed Genuą i jak na złość jeszcze zakręciliśmy się przy wjeździe do portu. Poszukiwania naszego nabrzeża też chwilę trwały i ostatecznie na prom wjechaliśmy jako ostatnie samochody o 17.30. Za nami grodzie były już zamykane i ruszaliśmy w rejs.

Nerwówka była ogromna, bo takie spóźnienie niestety spowodowałoby niemożność realizacji wyprawy. Przejazd zabrał nam prawie 24 godziny, ale wszystko się udało i już na pokładzie mogliśmy odetchnąć.

Nocleg na promie.

Algieria 2016 – dzień 3

1 styczeń 2017
0 km

Algieria 2016 – dzień 3

18.30 – 21.30, Hammamet (Tunezja)

Po całonocnej jeździe i nerwowych ostatnich chwilach przed wjazdem na prom jesteśmy mocno zmęczeni, ale przed nami jeszcze Sylwester 2016. Impreza trwa do 1 w nocy; w końcu zmęczenie z nami wygrywa i kładziemy się spać.

Przybycie do Tunisu planowane jest na 18.00, ale już o 17.00 udaje nam się zjechać z promu. Okazuje się, że anulowanie naszego biletu było spowodowane względami ekonomicznymi, czyli brakiem klientów na rejs. Mimo odwołania naszego rejsu z 2 stycznia i tak prom nie był zapełniony i świecił pustkami.

Tunezyjskie służby graniczne działają raczej sprawnie więc odprawa graniczna trwała 2 godziny, co jest standardowym czasem. Dla wielu osób może się wydawać, że wspomniane 2 godziny to bardzo długi czas, ale znając standardy afrykańsko-azjatyckie uznaję to za sprint. Na razie mój rekord to 3 dni oczekiwania na odprawę celną samochodu w Iranie (co prawda ze względu na brak jednego z dokumentów, ale to i tak zapewne robi wrażenie).

Około 18.30 zjeżdżamy z terminala i parkujemy w centrum Tunisu. Najważniejsze zadania to wymiana waluty, tankowanie i zjedzenie dobrej kolacji. Z wymianą jest już o tej porze problem, bo kantory i banki są już zamknięte. Ratują nas bankomaty, które są tutaj normalką. W jednym z nich bankomat zjada kartę kumpla i mamy w takim razie już ustalone zadanie na jutro (wjechać do banku i odebrać kartę).

Później jeszcze znajdujemy ciekawą „kurczakownię” w bocznej uliczce i szczęśliwi z przejedzenia jedziemy tankować. Pozostaje nam do wykonania tylko jedno zadanie; musimy dotrzeć do kempingu w Hammamet, gdzie czeka na nas ekipa, która dotarła do Tunezji kilka dni wcześniej. Mamy dokładne namiary GPS i po 70 km. jesteśmy na miejscu.

Wieczór jest chłodny i nie wszystkim uśmiecha się rozbijanie namiotów; kemping oferuje również pokoje więc uczestnicy z radością z tego korzystają. Wieczorne rozmowy przeciągają się do później nocy, ale jutro nic nas nie goni więc spokojnie możemy rano dłużej pospać.

Nocleg na kempingu Jaśmin (6 TND).

Algieria 2016 – dzień 4

2 styczeń 2017
0 km

Algieria 2016 – dzień 4

10.30 – 18.00, Hammamet (Tunezja)

Najważniejsze dzisiejsze zadanie to odzyskanie karty bankomatowej kumpla. Podjeżdżamy raz jeszcze do centrum i idziemy do banku. Podczas gdy kolega załatwia formalności my czekamy przed bankiem. Podchodzą do nas policjanci i zaczynają rozmowę. Po chwili okazuje się, że przyczyną rozmowy są nasze krótkofalówki, które wzbudziły podejrzenia policji. Zapewne słuchają wszystkich częstotliwości i zostaliśmy podsłuchani podczas przejazdu w centrum i naszych rozmów o  poszukiwaniu miejsca do parkowania.

Gliniarze nie do końca wiedzą co z nami zrobić, ale puścić też nas nie chcą do momentu sprawdzenia paszportów i krótkofalówek. Przenosimy się do jakiegoś komisariatu w okolicach centrum i czekamy na załatwienie sprawy. Tabuny policjantów i nieokreślonych gości wchodzą do pokoju gdzie siedzimy i oglądają krótkofalówki. Niewątpliwie był wśród nich ktoś, kto rozumiał po polsku i słuchał naszych rozmów. Po trzech godzinach i zapewnieniach, że nie jesteśmy dziennikarzami, „greenpeacem”, ani żadną inną organizacją zostajemy wypuszczeni. Radiostacje też nie są zabrane. Oczywiście cała ta „akcja” jest dla nas Europejczyków śmieszna, ale daje pogląd w jakich żyjemy czasach i niestety jak niewielka jest wiedza o obecnej technice wśród tutejszej policji.

Tak oto wita nas Tunezja, kraj który żył z turystyki, a obecnie byliśmy jedynymi turystami jacy tutaj wczoraj przyjechali (na promie byliśmy jedynymi turystami zmotoryzowanymi; gdy kilka lat temu wjeżdżały na prom setki samochodów terenowych z całej Europy). Fobia terrorystyczna skutecznie odstrasza turystów, ale również powoduje schizofrenię wśród miejscowych służb. Nasza przygoda pokazuje różnicę między wolną turystyką, a zorganizowanym spędem hotelowym. Gdy podróżuje się indywidualnie trzeba się przygotować na różne nieprzewidziane i dziwne sytuacje. Traktujemy to jako część wyprawy, chociaż zabrano nam trzy godziny, które mogliśmy spożytkować w ciekawszy sposób niż pobyt na komisariacie.

Po całej akcji idziemy do naszej znajomej „kurczakowni”, wracamy do Hammametu i idziemy jeszcze pospacerować po okolicach.

Nocleg na kempingu Jaśmin (6 TND)

Algieria 2016 – dzień 5

3 styczeń 2017
0 km

Algieria 2016 – dzień 5

8.00 – 18.00, Gafsa (Tunezja)

Jutro koło południa mamy spotkanie z przewodnikiem w Algierii. Musimy zatem podjechać pod granicę, aby spokojnie ją jutro przekroczyć i załatwić wszystkie formalności po każdej ze stron. Nie byłem jeszcze w Algierii, ale znając biurokrację arabską nie wierzę w szybkie procedury.

Wieczorem dojeżdżamy do Gafsy, 150 km. przed granicą algierską. Jest to dobre miejsce na nocleg, gdyż z przewodnikiem mamy spotkanie jutro o 11.00 więc powinniśmy się czasowo ze wszystkim zgrać.

Od początku wyjazdu temperatury nas nie rozpieszczają i dziś wieczorem mamy tyko około 0°C. Niektórzy z naszych uczestników wybierają wówczas hotel zamiast kempingu. Tak też było w tym przypadku. We wspomnianej Gafsie w żadnym z hoteli nie mieli wystarczającej ilości miejsc dla naszej grupy. Ostatecznie dotarliśmy do hotelu Joghurta. Duży i luksusowy obiekt z wysokimi cenami. Rozpoczęły się żmudne negocjacje cenowe i ustalenie możliwości noclegu w samochodach na parkingu. Po rozmowach większość załogi wybrała pokoje hotelowe (w obniżonej cenie), a cześć spędziła noc w samochodzie. Już wieczorem okazało się, że pokoje mają liche ogrzewanie, woda też nie jest ciepła, ale to zawsze lepiej niż w namiocie lub samochodzie. Noc była zimna i grupa hotelowa nie wspomina tego zbyt miło natomiast grupa samochodowa z webasto na pokładzie spędziła ciepłą noc.

Nocleg w hotelu i samochodach.

Algieria 2016 – dzień 6

4 styczeń 2017
0 km

Algieria 2016 – dzień 6

8.00 – 18.00, Taleb Larbi (Algieria)

Rano okazało się, że jedyną rzeczą jaka się sprawdziła w 100% było dobre hotelowe śniadanie. Gdy już mieliśmy startować zastrajkował alternator w jednej z Toyot. Z przewodnikiem jesteśmy umówieni na godzinę 11.00 więc ustaliliśmy, że cześć grupy jedzie na granicę załatwiać formalności i spotkać się z przewodnikiem, a część organizuje wymianę alternatora. Na szczęście sprawa była łatwa, bo mieliśmy zapasowy alternator i tylko należało znaleźć warsztat. W Afryce sprawy łatwe i szybkie często zamieniają się w skomplikowane i długotrwałe więc mimo powszechności Toyot wymiana mogła trwać dłużej.

Po 2 godzinach część ekipy podjechała na granicę tunezyjską w Hazoua. Sprawy celne trwały szybko i po pół godzinie wyjechaliśmy z Tunezji. Przed nami wielka niewiadoma – Algieria. Przejeżdżamy kilka kilometrów do posterunku algierskiego; witają nas pogranicznicy, wręczają fiszki do wypełnienia. Uporaliśmy się z tym szybko i z paszportami przekazaliśmy wszystko do kontroli. Po jakimś czasie pojawił się też nasz przewodnik i wtedy okazało się, że całą procedurę można rozpocząć gdy cała grupa będzie w komplecie.

Reszta ekipy już z wymienionym alternatorem dotarła po 3 godzinach i wtedy ponownie ruszyliśmy z procedurą. Stemplowanie paszportów, papiery celne i kontrola celna pojazdów, zakup ubezpieczenia i wymiana waluty zabrała nam ponad 2 godziny. Dodając do tego spóźnienie uczestników z powodu awarii z ustalonej godziny 11.00, zrobiła się 16.00. Spóźnienie spowodowało niemożność wyruszenia w dalszą drogę i zmusiło nas do obowiązkowego noclegu w Taleb Larbi.

Podróżowanie po saharyjskiej części Algierii własnym samochodem wiąże się z obowiązkiem posiadania licencjonowanego przewodnika i dodatkowo eskorty żandarmerii od granicy tunezyjskiej do Djanet. Dopiero tam eskorta nas opuszcza i możemy swobodnie poruszać się po Saharze razem z przewodnikiem.

Nasze spóźnienie spowodowało, iż eskorta już nie wyruszyła i musieliśmy pozostać w Taleb Larbi. Zdecydowanie ta sytuacja nam nie odpowiadała, bo traciliśmy jeden dzień z eskapady saharyjskiej. Oprócz tego zamknięto nas na terenie schroniska i nie pozwolono na samodzielne spacery po okolicy. Pogadałem z żandarmami, zabrali mnie do miasteczka i w jedynym czynnym lokalu udało kupić się kolację dla grupy. Trochę śmiesznie i dziwnie; żandarmi posłużyli jako taksi i tragarze, ale musimy się przystosować do nowych warunków.

Algieria powitała nas dziwnie, ale jedzenie było bardzo smaczne.

W przypadku noclegu też powtórzyła się wczorajsza sytuacja; nie wszystkim chciało się rozkładać namioty więc rozlokowali się w schronisku, pozostali twardo spali w samochodach lub namiotach.

Nocleg w schronisku młodzieżowym i samochodach.

Algieria 2016 – dzień 7

5 styczeń 2017
0 km

Algieria 2016 – dzień 7

8.30 – 19.00, Hassi-Messaoud (Algieria)

Przewodnik informuje nas, że eskorta wyrusza o 7.00. Znając arabskie zwyczaje trzeba wziąć poprawkę na określenie dokładności czasu. My w Europie mamy zegarki, a tutaj ludzie mają czas. Mimo wszystko gdy dostajemy taką informację o godzinie startu to jesteśmy gotowi – taka jest już nasza natura. Jak zwykle musimy jednak poczekać i start konwoju spóźnia się o 1,5 godziny.

Konwój tworzą dwa samochody żandarmerii z 8 żołnierzami uzbrojonymi w AK-47. Jeden samochód otwiera konwój, nasze pojazdy są w środku, a drugi pojazd zamyka konwój. Dla nas wygląda to zabawnie, bo sprawia wrażenie, że żandarmi nas chronią. Jednak gdy spojrzy się na to z innej perspektywy to widać, że nie chodzi tu o nas tylko o ograniczenie kontaktów z Algierczykami. W Algierii niepotrzebne są wolnościowe ideały Europy, ludzie nie powinni się zbyt powszechnie kontaktować ze światem zewnętrznym, bo wszystko co jest potrzebne do szczęścia mają w Algierii. Mają co zjeść, mają ogromne złoża ropy i jedną z najniższych cen paliw i energii więc czy coś więcej potrzeba? To coś takiego jak dzieje się w obecnej Polsce, prawda jest tylko jedna (ta emitowana w TVP), a ci, którzy wychodzą na ulice to wichrzyciele i drugi sort; dlaczego wychodzą na ulice, przecież wszytko mają. Przepraszam za dygresje polityczne, ale gdy jeździ się trochę po świecie to widać jak na dłoni na czym polega robienie ludziom „wody z mózgu”. Oczywiście oprócz „ochrony” własnych obywateli należy też chronić narodowe dobro jakim jest ropa naftowa. W drodze do Djanet będziemy jechali przez obszary największych złóż ropy w tym kraju.

Zdecydowanie między bajki możemy włożyć tezę głoszoną przez źródła oficjalne, iż chodzi o nasze bezpieczeństwo. Kraj jest ekstremalnie bezpieczny, bez drobnej przestępczości spotykanej w krajach otwartych turystycznie jak Egipt lub Maroko, ludzie są otwarci i zupełnie nie nakierowani na złupienie turysty. Gdyby tak naprawdę było tutaj niebezpiecznie to po prostu byśmy nie otrzymali wiz i by nas nie wpuszczono. Przy tak rozbudowanej procedurze uzyskiwania wizy służby algierskie dokładnie wiedzą kto wjeżdża i gdzie się w danym momencie znajduje.

Ruszamy o 8.30, wjeżdżamy od razu w piaszczystą Saharę. Jedziemy Wielkim Ergiem Wschodnim, ogromnym piaszczystym obszarem leżącym w Tunezji i Algierii. Poruszamy się przez obszary dosyć gęsto zamieszkane jak na warunki pustyni. Mijamy oazy El Oued, Touggourt i wiele innych mniejszych wiosek. W każdej miejscowości są progi zwalniające więc średnia przejazdu nie wysoka, również eskorty zmieniają się dosyć często. Wygląda to tak, że w pewnym miejscu, przeważnie na granicy wilajetu (województwa) eskorta się zatrzymuje i czeka na zmienników z następnego wilajetu lub już oni na nas czekają. Takie zmiany są szybsze lub wolniejsze, ale jakoś to idzie.

Problem zaczyna się przed miejscowością Hassi-Messaoud. Pojawia się eskorta złożona z czterech pojazdów, które rozdzielają każdy z naszych samochodów i cała kolumna zaczyna się poruszać nie szybciej niż 60 km/h. Zupełnie nie wiemy o c chodzi, ale przewodnik wyjaśnia, że w tym rejonie żandarmi mają taki obowiązek i nic się z tym nie uda zrobić. W okolicach Hassi-Messaoud faktycznie jest największe nagromadzenie szybów wiertniczych i chyba o to w tym wszystkim chodzi.

Sytuacja jest frustrująca, nic nie można zrobić, jedziemy 50 km/h, a czas nieubłaganie nam ucieka. Wieczorem wjeżdżamy w granice miasta lub lepiej powiedzieć centrali przemysłu roponośnego. Mija nas masa autobusów z pracownikami rafinerii, różnego rodzaju ciężki sprzęt przewożony na ciężarówkach, wokół tylko tereny wojskowe, militarne, żandarmerii i innych nieznanych nam służb mundurowych. Tereny ogrodzone, setki drogowskazów w każdą stronę z różnymi symbolami określającymi punkty wydobycia ropy i gazu. Miejsce dla nas nieciekawe i nieprzyjemne. Gdy już jest na dobre ciemno docieramy do posterunku żandarmerii i zatrzymujemy się na nocleg. Rozważaliśmy wersję jakiegoś hotelu, ale żandarmi mają problemy z szybkim podejmowaniem decyzji więc zostaliśmy już na posterunku.

Rozbijamy biwak, szykujemy kolację, wyciągamy płynne zapasy z Polski. Wieczór jest bardzo miły, chociaż jak zwykle chłodny.

Nocleg przy posterunku żandarmerii.

Algieria 2016 – dzień 8

6 styczeń 2017
0 km

Algieria 2016 – dzień 8

9.00 – 20.30, za In Amenas (Algieria)

Po pierwszych dwóch dniach, a w zasadzie tylko jednym wczorajszym mamy opóźnienie w stosunku do planu przedstawionego przez tuareskiego przewodnika. Wczoraj powinniśmy nocować w Tin Fouye – małym posterunku żandarmerii na trasie do Djanet. Posterunek ten jest jednak 450 km przed nami.

Przeprowadzam z przewodnikiem poważną rozmowę telefoniczną i mam zapewnienie, iż uda nam się nadrobić stracony czas i nasza pustynna przygoda rozpocznie się zgodnie z planem. Piszę o rozmowie telefonicznej, ponieważ wszystkie ustalenia były z właścicielem agencji turystycznej, który jest obecnie w Djanet, a na czas przeprowadzenia naszej grupy od Taleb Larbi do Djanet został oddelegowany jego syn z pomocnikiem. Jadą oni swoją Toyotą i przy każdej zmianie eskorty przekazują plik dokumentów z nieodłączną listą uczestników.

Dziś również wyruszamy z opóźnieniem; z godziny 7.00 robi się 9.00. Przy bliższym przyjrzeniu się sytuacji widać, że również nasz przewodnik jest traktowany z lekkim lekceważeniem przez żandarmów. Niestety Tuaregowie nie są traktowani na równych prawach w Algierii. Grupą „rządzącą” są Arabowie z północnej części Algierii, później mamy Berberów i na południu Tuaregów. Ze względu na trudności ekonomiczne Tuaregowie musieli porzucić swoje tradycyjne zawody, przenieść się do miast i zająć się organizacją wycieczek i przewodnictwem na pustyni. Cóż jednak z tego, że są dobrymi przewodnikami skoro zamyka się bądź mocno ogranicza wizyty turystów w Algierii.

Dzisiaj cała trasa wiedzie przez praktycznie niezamieszkałe rejony. Mijamy tylko posterunki wojskowe i dziesiątki drogowskazów z oznaczonymi skrętami na pola naftowe i gazowe. Wokół nas tylko pustynia. Jedziemy w dobrym tempie, z niektórymi patrolami osiągamy nawet po 120 km/h. W takim oto tempie mijamy osadę Bel Guebbour, mijamy również wspomniane Tin Fouye. Dzień jest jeszcze w pełni i nadal jedziemy. Udaje nam się dotrzeć do In Amenas. Znajduje się tutaj również duże nagromadzenie przemysłu wydobywczego i widzimy także niechęć żandarmów do ulokowania nas w mieście. Po dłuższym postoju przy posterunku żandarmerii ruszamy dalej na południe i ostatecznie po kilkunastu kilometrach zatrzymujemy się przy następnym posterunku na nocleg.

Sytuacja nam nie odpowiada, jest zimno, cały dzień poruszamy się bez konkretnego posiłku, ale po minie przewodnika widać, że nic już dzisiaj nie zmienimy. W całej tej sytuacji mamy przynajmniej duży postęp w pokonanej trasie; przebyliśmy 754 km. i realne staje się jutro dotarcie do Djanet. W takim przypadku nasz pobyt na pustyni odbyłby się zgodnie z planem.

Po całym dniu zmęczenie wzięło nad nami górę. Kolacja, chwila rozmowy przy kieliszku i szybko byliśmy w śpiworach.

Nocleg przy posterunku żandarmerii.

Algieria 2016 – dzień 9

7 styczeń 2017
0 km

Algieria 2016 – dzień 9

8.30 – 20.00, Djanet (Algieria)

Mieliśmy wyruszyć o 7.00, ale bezpiecznie pospaliśmy do 8.00. Jak zwykle okazało się, że eskorta przyjechała o 8.30, czyli zgodnie z arabskim zwyczajem. Wśród Arabów panuje dziwna zasada „mijania’ się z prawdą. Po tych kilku dniach widzę, że żandarmi zaczynają pracę około godziny 8.00, co oznacza, że najwcześniej pojawiają się o 8.30 i wtedy ruszamy w drogę.

Dla nas Europejczyków zupełnie jest niezrozumiałe, że przewodnik informuje nas o starcie o godzinie 7.00, gdy sam doskonale zdaje sobie sprawę, iż wszystko się opóźni. Jesteśmy w kraju arabskim i powinniśmy się przystosować do sposobu ich działania; godzina siódma to ósma, zrobimy to przez godzinę, czyli szykuj się na dwie lub trzy godziny, czekamy godzinę – to od razu gotuj obiad, bo będą dwie godziny.

Po 250 km. docieramy do Illizi. Drugie co do wielkości miasto regionu z około 10 000 populacją mieszkańców. Znajduje się na skraju Parku Tassili ‘n Ajjer i pasma górskiego o tej samej nazwie. Park ten jest celem naszej wyprawy, ale to dopiero od jutra.

Illizi jest doskonałym miejscem na dobry obiad więc ustalamy to z przewodnikiem i jedziemy do knajpy. Uczta jest smakowita i płacimy za to raptem po 15 PLN od osoby.

Posileni ruszamy w dalszą drogę, średnia nam spada gdyż wjeżdżamy na Plateau du Fadnoun – płaskowyż rozpoczynający się za Illizi. Droga zaczyna się wznosić, wjeżdżamy na wysokość 600 do 900 m.n.p.m., powoli kluczymy między skałami wypełnionymi piaskiem o najróżniejszych odcieniach żółci i czerwieni. W takich niesamowitych warunkach jedziemy do przełączy Tin-Taradjeli (1 200 m.n.p.m.). Później trasa robi się już prosta i po następnych 200 km. jesteśmy w Djanet.

Zatrzymujemy się w Hotelu Zeriba. Dobra miejscówka z możliwością wynajęcia pokoi i przestrzenią dla namiotów. W Djanet kompletne pustki, turystów jak na lekarstwo więc wynegocjowaliśmy dobrą cenę za pokoje i nie musieliśmy rozbijać namiotów.

Spotkaliśmy się z naszym przewodnikiem, ustaliliśmy jutrzejszą godzinę startu i mogliśmy jeszcze spokojnie zjeść coś dobrego w mieście.

Mimo początkowych przeciwności wszystko dobrze się ułożyło i jutro zgodnie z planem rozpoczynamy naszą pustynną odyseję.    

Nocleg w hotelu Zeriba (2 000 DZD).

Algieria 2016 – dzień 10, 11, 12, 13, 14, 15 i 16

8-14 styczeń 2017
0 km

Algieria 2016 – dzień 10, 11, 12, 13, 14, 15 i 16

10.00 – 16.00, Tadrart (Algieria)

Rano przyjeżdża po nas przewodnik. Tym razem właściciel agencji turystycznej Pan Tidjani Reggani. Starszy pan – Tuareg urodzony na pustyni i znający każdy zakamarek pobliskiej Sahary.

Jesteśmy zaopatrzeni w wodę i żywność, dolewamy tylko taniej algierskiej ropy (0,60 PLN/litr) i ruszamy w głąb pustyni.

Jedziemy na południowy-wschód od Djanet w najpiękniejszą część Sahary – region Tadrart. Tadrart obejmuje pustynny obszar na pograniczu libijsko-algierskim. Obfituje w różnorodne formy skalne, piasek we wszystkich odcieniach żółci i czerwieni. Oprócz niesamowitych form przyrodniczych Tadrart znany jest ze sztuki naskalnej. W całym parku Tassili ‘n Ajer znajduje się około 15 000 petroglifów i rysunków naskalnych z epoki neolitu. Datowane są one na okres od 7 000 do 6 000 lat p.n.e. Cały obszar został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Po zjechaniu z asfaltu obowiązkowo obniżamy ciśnienie w oponach. W zależności od rodzaju nawierzchni i rodzaju piasku musimy obniżyć ciśnienie nawet do 0,5 bara. Od tego momentu Tidjani ustala nam plan dnia.

Bywa, że dziennie pokonujemy tylko kilkanaście kilometrów. Kilkakrotnie zakopujemy się po osie, wyciągamy się, wykopujemy, podkładamy trapy. Oglądamy niesamowite rysunki i ryty, fotografujemy i nagrywamy filmy, poruszamy się w głębokich wąwozach i po wysokich wydmach. Bywają miejsca, których nasze ciężkie samochody nie są w stanie pokonać i szukamy innych możliwości przejazdu.

Zgodnie ze zwyczajem tuareskim na biwak zatrzymujemy się około godziny 16.00 i mamy wtedy jeszcze ponad 2 godziny na dobrą sesję fotograficzną, przygotowanie posiłku i obozowiska. Przewodnik za każdym razem wybiera rewelacyjne miejsca na nocleg. Dunes Agalati, El Berij, Moulnaga, Tamerzouga, In Tehok, Herisson, Cirque, Oued Injaren to nazwy miejsc naszych biwaków i kilku innych atrakcji przyrodniczych jakie było nam dane obejrzeć. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich nazw, ale cała trasa jaką przejechaliśmy była niesamowitą przygodą i doświadczeniem.

Wieczory spędzaliśmy przy ognisku z mocną i słodką miętową herbatą w ręku; w pamięci zostanie nam udział w pieczeniu chleba z ogniska i opowieści Tuaregów.

Wspomnienia z tych 7 dni w Tadrarcie na zawsze zostaną mi w pamięci i myślę, że jeszcze tutaj nie raz przyjadę.

Noclegi na pustyni.

Algieria 2016 – dzień 17

15 styczeń 2016

Algieria 2016 – dzień 17

Pobyt w Djanet.

Po siedmiu dniach na pustyni zamykamy pętlę i wracamy do Djanet. Mamy jeszcze jeden dzień do wykorzystania zanim wyruszymy w drogę powrotną.

W Djanet jesteśmy około południa, przewodnik proponuje nam trekking w lesie skalnym w Tikoubene. Miejsce rewelacyjne i warte obejrzenia jednak po tych kilku dniach bez cywilizacji każdy z nas ma ochotę na ciepły prysznic, dobre jedzenie i łączność internetową. Tak to już jest w obecnych czasach, że bez internetu nie wyobrażamy sobie życia i ta opcja wygrywa.

Dojeżdżamy do Djanet, meldujemy się w Hotelu Zeriba i mamy cały dzień dla siebie. Popołudnie spędzamy na zwiedzaniu miasta i objadaniu się w knajpach.

W trakcie pobytu na pustyni okazuje się, że nasz miejscowy tłumacz oprócz znajomości angielskiego para się również malarstwem i swoje prace wystawia w miejscowym muzeum. Uznałem, że jest to dobra okazja to kupienia czegoś tradycyjnego i oryginalnego.

Wieczorem spotykamy się z tłumaczem w jego domu i kupujemy kilka obrazów. W taki oto sposób domowa kolekcja powiększy się o tuareskie klimaty.

Jutro wyjeżdżamy z Djanet i w związku z tym, że jesteśmy na terenach tuareskich i już w dobrej komitywie z przewodnikiem mamy zapewnienie, iż wyruszymy wcześniej niż zwykle. Start ustaliliśmy na 7.30 więc jeszcze dziś pakujemy do samochodów wszystkie graty zostawiając na jutro tylko niezbędne bagaże.

Dzień nie może się zakończyć bez dobrej kolacji, którą fundujemy sobie w hotelowej restauracji.

Nocleg w hotelu Zeriba (2 000 DZD).

Algieria 2016 – dzień 18

16 styczeń 2017
0 km

Algieria 2016 – dzień 18

7.30 – 20.00, In Amenas (Algieria)

Rano żandarmi faktycznie pojawiają się zgodnie z wczorajszymi ustaleniami. Znając już system przemieszczania się przez Algierię z ochroną kupujemy tylko zapas bagietek i możemy ruszać.

W tym pustynnym kraju nie ma dużego wyboru co do trasy powrotnej więc musimy jechać tą samą drogą jaką przyjechaliśmy. Żandarmi się nie ociągają więc poruszamy się sprawnie, zmiany po drodze też nie są przedłużane.

Po całodziennej jeździe wieczorem osiągamy In Amenas. Ośmiotysięczne miasteczko i stolica regionu to bardzo dobry punkt na kolację i nocleg. Wjeżdżamy w centrum miasteczka, znajdujemy dobrą knajpę i już jesteśmy zadowoleni. Po posiłku przenosimy się kilkaset metrów dalej do schroniska młodzieżowego.

Niestety standard tego miejsca jest zupełnie nie do przyjęcia, nikt z nas nie ma ochoty korzystać z noclegu w budynku. Musimy jednak już zostać w tym miejscu więc rozkładamy namioty na zamkniętym dziedzińcu. Mimo, że nie korzystamy z miejsc noclegowych to musimy za to zapłacić. Na szczęście nie jest to wysoka kwota, a niezadowolenie rekompensuje szybki internet dostępny w schronisku.

Takim oto sposobem wszystkim zamknęły się usta z pretensjami, a otworzyły się smartfony i laptopy.

Nocleg w schronisku młodzieżowym (600 DZD).

Algieria 2016 – dzień 19

17 styczeń 2017
0 km

Algieria 2016 – dzień 19

8.00 – 20.00, Hassi-Messaoud (Algieria)

Ustalając plan z przewodnikiem chciałem włączyć do programu zwiedzanie Doliny M’Zab. Wracając do Tunezji Dolinę M’Zab mamy prawie po drodze. Region M’Zab leży wokół miejscowości Ghardaia i jest zamieszkiwany głównie przez Berberów z odłamu islamskiego o nazwie ibadytyzm. Ibadyci wywodzą się z Omanu i są większościowym odłamem islamskim w tym kraju, natomiast niewielkie grupy można też spotkać w Tanzanii, Libii, Tunezji i właśnie tutaj w Dolinie M’Zab. Zgromadzeni wokół doliny zamieszkują siedem miejscowości i potocznie nazywani są Mozabitami. Region ten ze względu na swoją wyjątkową wartość kulturalno-historyczną został wpisany w 1982 roku na Listę UNESCO.

Postanowiłem jeden dzień spędzić w tym rejonie i zgodnie z planem dziś wieczorem powinniśmy dotrzeć do Beni Isguen.

Wyjechaliśmy o rozsądnej porze i ruszyliśmy na północ. Ten odcinek drogi to praktycznie pustka z kilkoma niewielkimi wioskami. Zmiany eskorty przebiegały sprawnie i jechaliśmy szybko, ale niestety na 200 km. przed Hassi-Messaoud żandarmi zwalniają. Powtarza się wersja z naszego dojazdu, mówiąca, iż w tym rejonie eskorta musi ograniczyć prędkość do 60 km/h. Na nic się zdają nasze protesty i próby szybszej jazdy. Do Hassi-Messaoud jedziemy w żółwim tempie.

Gdy już jesteśmy w mieście jasne jest, że nie ma szans na dotarcie do Beni Isguen. Co prawda pokonaliśmy ponad 700 km. i jest to bardzo dobry wynik, ale liczyłem na realizację planu.

Po nerwowej rozmowie telefonicznej z przewodnikiem mam zapewnienie, że jutro do południa dotrzemy do Beni Isguen i uda nam się wszystko zwiedzić, bo miejscowość jest niewielka i jedno popołudnie w zupełności wystarczy.

Akceptujemy sytuację i tak nic nie możemy zrobić. Żandarmi dowożą nas pod hotel o nazwie Petrolier (w centrum przemysłu naftowego jaka może być nazwa hotelu), negocjujemy śmieszną cenę za pokoje i wieczorem wychodzimy na dobrą kolację.

Miejscowi prowadzą nas do najlepszej restauracji w mieście. Początkowo wydaje się, że nie będzie to dobry wybór; ze względu na menu jak i cenę. Okazuje się jednak, że lokal bryluje w potrawach regionu, a ceny są dla nas śmieszne i wcale nie odbiegające zbyt mocno od cen jakie oferują zwykłe knajpki.

Już dawno się przekonałem, że rozbieżności w cenach spotyka się w Europie natomiast w Azji i Afryce lokale o wysokim standardzie nie są wiele droższe od przydrożnych knajp. Widocznie czysty obrus nie jest powodem dla Azjaty lub Afrykańczyka do płacenia 3 razy drożej za posiłek lub ten sam napój. Co ciekawe napoje na których u nas zbija się fortuny tutaj w lokalach są w takich samych cenach jak w sklepie.

Po miłym wieczorze wracamy do hotelu, rozkoszujemy się gorącym prysznicem i dostępem do internetu.

Nocleg w hotelu Petrolier (1 500 DZD).

Algieria 2016 – dzień 20

18 styczeń 2017
0 km

Algieria 2016 – dzień 20

8.30 – 12.00, Beni Isguen (Algieria)

Do Beni Isguen jest tylko 300 km., ale po drodze jeszcze rozstajemy się z dwoma ekipami, które muszą wcześniej dotrzeć do Polski. W Algierii nie jest to takie proste, ponieważ do granicy również muszą jechać z przewodnikiem i eskortą. Akcję „rozdzielenia” udaje nam się przeprowadzić sprawnie na skrzyżowaniu dróg do Ourgala i Touggourt. Eskorta już czeka, a jeden z przewodników (bo od początku było ich dwóch) wsiada do żandarmów i ruszają do granicy tunezyjskiej.

My jedziemy do Beni Isguen i o 12.00 meldujemy się w rewelacyjnym pensjonacie Akham. Mamy miejsca w tradycyjnych bielonych domach wśród oazy palmowej.

W miastach Mozabitów panują ścisłe zasady zwiedzania; można to robić tylko z miejscowym przewodnikiem i w określonym czasie. Najbliższa tura zwiedzania była o 16.00 więc wystartowaliśmy w miasto zjeść coś dobrego. Trafiliśmy do lokalu, gdzie właścicielem był Algierczyk ożeniony z Białorusinką. Mogliśmy bez problemu przeskoczyć z angielskiego na rosyjski. Uczta była wyśmienita, ponadto restaurator był nieocenionym pomocnikiem w organizacji niezbędnych zakupów na wieczór. W kraju, w którym panuje prohibicja takie kontakty są bezcenne.

O 16.00 podjeżdżamy pod bramę do miasteczka, przejmuje nas przewodnik i opowiada historię i zasady panujące wśród jego społeczności.

Faktycznie na obejrzenie wszystkiego i wysłuchanie ciekawych opowieści wystarczają dwie godziny.

Nocleg w pensjonacie Akham (2 000 DZD).

Algieria 2016 – dzień 21

19 styczeń 2017
0 km

Algieria 2016 – dzień 21

8.30 – 22.00, Nefta (Tunezja)

Dziś kończy się nasz pobyt w Algierii. Do wieczora musimy dotrzeć do granicy, załatwić wszystkie formalności i wyjechać z Algierii. Cześć ekipy, która wczoraj wyjeżdżała tkwiła na przejściu granicznym 2,5 godziny. Algieria to nie jest kraj, w którym panują korupcyjne zwyczaje na granicach. Tutaj nikt od nas nie wymusza żadnych łapówek więc taki czas spędzony na przejściu granicznym wydawał mi się zbyt długi.

Ruszyliśmy zatem rano w kierunku przejścia w Taleb Larbi. Do pokonania mieliśmy ponad 500 km. więc zadanie nie było takie łatwe. Za Touggourt też warunki nam nie sprzyjały, bo były to tereny oaz i wzdłuż drogi ciągnęły się wioski i miasteczka. W takich warunkach nikt nie pozwalał sobie na szybką jazdę, a dodatkowo progi spowalniające skutecznie gasiły takie zapędy.

Gdy byliśmy już na ostatnich 50 km. żandarmi włączyli koguty, aby szybciej dotrzeć do przejścia.

Nie miałem do końca pewności, ale przejście graniczne pracowało tylko do 20.00 więc dotarcie przed tą godziną miało ogromne znaczenie. Zanim jeszcze zameldowaliśmy się na granicy skorzystaliśmy z algierskiego paliwa i ruszyliśmy na spotkanie biurokracji.

Przekraczałem już setki dziwnych granic na całym świecie i zawsze lubię spotkania z celnikami i żołnierzami. Stosując pewne zagrywki można znacząco przyśpieszyć procedury. Tutaj też sprawnie wypełniliśmy fiszki i ze wszystkimi paszportami w ręce ruszyłem do wszystkich kontroli. Cała akcja zabrała nam 0,5 godziny i było to jedna z najszybszych odpraw jaką pamiętam.

Pożegnaliśmy się z przewodnikami i pojechaliśmy do punktu kontroli tunezyjskiej, który był kilka kilometrów dalej.

W Tunezji wszystko szło dobrze do czasu gdy celnicy wymyślili sobie opłatę za dokument celny na samochód, który zawsze otrzymywałem za darmo. Sytuacja stała się trochę nerwowa, pokrzyczeliśmy trochę na celników i w końcu po godzinie byliśmy wolni. Nie było im to w smak, ale nasz upór i kategoryczna postawa pozwoliły zaoszczędzić trochę pieniędzy.

Było już przed 22.00 więc uznaliśmy, że docieramy do najbliższej Nefty i szukamy noclegu.

W Nefcie udało się jeszcze zjeść tunezyjskiego burgera i wynegocjować nocleg w hotelu Marhala.

Nocleg w hotelu Marhala (28 TND).

Algieria 2016 – dzień 22

20 styczeń 2017
0 km

Algieria 2016 – dzień 22

10.30 – 21.30, Hammamet (Tunezja)

Jesteśmy już całkowicie wolni, nie mamy żadnej eskorty i sami możemy kształtować nasz dzień. Pozwoliliśmy sobie na dłuższe wylegiwanie i w konsekwencji wystartowaliśmy dosyć późno. Nie musimy się nigdzie spieszyć, nie mamy zamiaru raczej niczego oglądać po drodze. Chciałem dotrzeć jedynie do Sbeitli i obejrzeć pozostałości rzymskiego miasta z II wieku n.e. Gdy w 2009 roku wracałem z Libii zabrakło mi kilkanaście minut i odbiliśmy się od zamkniętej bramy. Chciałem to nadrobić w tym roku, ale toczyliśmy się bardzo wolno, w Gafsie zatrzymaliśmy się jeszcze na dobry obiad i nagle okazało się, że do Sbeitli wjechaliśmy o 17.00, a była to właśnie godzina zamykania wykopalisk. Gdy podjeżdżaliśmy pod bramę biletów już nie można było kupić, ale obsługa nas wpuściła i w szybkim tempie zostaliśmy przeprowadzeni po wykopaliskach. Warto było zobaczyć to miejsce, które wygląda imponująca, a to przecież tylko mała część odkopanego miasta.

Ze Sbeitli już bez zbędnych postojów dojechaliśmy do Hammametu i naszego kempingu Jaśmin. Kemping nie znajduje się w samym Hammamecie tylko kilkanaście kilometrów dalej w miejscowości Nabeul.

Spokojna nadmorska miejscowość z dobrymi knajpami i spokojnym kempingiem. Zgodnie z planem dziś nocujemy, a jutro o 23.00 mamy prom z Tunisu do Palermo.

Nocleg na kempingu Jaśmin (6 TND).

Algieria 2016 – dzień 23 i 24

21-22 styczeń 2017

Algieria 2016 – dzień 23 i 24

Pobyt w Hammamet.

Mamy cały dzień na ostatnie zakupy, dobre jedzenie i pozwiedzanie okolic. Nasz kemping jest nad morzem więc wybraliśmy się na spacer. Fale są bardzo duże i zaczynamy się zastanawiać czy uda nam się wypłynąć dziś w nocy do Włoch. Nasz współpodróżnik z Gdańska twierdzi, że przy tym stanie morza nie ma szans na wypłynięcie. Jakoś nie chce mi się w to wierzyć, ale około 15.00 otrzymuję sms od przewoźnika, że w związku ze sztormem prom jest odwołany i wypłynięcie jest przesunięte na jutro rano na 9.00.

Przesunięcie takie nie wpływa na nasze plany i terminy, ale zamiast spędzić noc na promie i wstać wypoczętym rano w Palermo, to musimy wstać jutro o świcie i płynąć cały dzień do Włoch.

Dopłyniemy do Palermo wieczorem i będziemy musieli od razu szukać jakiegoś miejsca noclegowego. Trochę bez sensu, ale w podróżach musimy się godzić na przeciwności i niespodzianki pogodowe.

Na odprawie musimy pojawić się 2 godziny przed wypłynięciem więc zrywamy się o 5.00, zjadamy szybkie hotelowe śniadanie i ruszamy do Tunisu; mamy do pokonania 90 km.

Przed Tunisem tankujemy samochody do pełna i o 7.30 ustawiamy się w kolejce na terminal portowy. Przez dłuższy czas czekamy na wjazd do odprawy, ale gdy już wjeżdżamy wszystko odbywa się sprawnie. Jako turyści z Europy nie wzbudzamy zainteresowania służb tunezyjskich, szczególnie gdy wyjeżdżamy z Tunezji. Przed samym wjazdem na prom kontroli dokonują celnicy włoscy poszukując nielegalnych imigrantów.

Nie tylko nasz prom został wstrzymany i oprócz naszej jest też odprawa innego włoskiego przewoźnika. Wszystko się wydłuża i ostatecznie prom rusza o 12.00; czeka nas około 10 godzin rejsu.

Nocleg na kempingu Jaśmin (6 TND).

Algieria 2016 – dzień 25

23 styczeń 2017
0 km

Algieria 2016 – dzień 25

8.00 – 19.30, Salerno (Włochy)

Wczoraj wieczorem dotarliśmy do Palermo. Była już 22.00, dodatkowo wyjazd na terytorium UE też jest obarczony kontrolą. Nawet jeśli nikt nie jest zainteresowany kontrolą naszych pojazdów to swoje w kolejce należy odstać. Po godzinie, kilku pytaniach o narkotyki i papierosy i wymianie uwag technicznych o samochodach wyjeżdżamy z terminala i jesteśmy we Włoszech.

Przed nami ponad 2 500 km. raczej nudnej podróży przez Europę. Piszę raczej nudnej, ponieważ większość uczestników gdy już jesteśmy w Europie chciałaby szybko dotrzeć do domu i zwiedzanie odchodzi na drugi plan.

W każdej wyprawie przestrzegam żelaznej zasady, że Europę zwiedzamy w drodze do celu, a podczas powrotów staramy się tylko spokojnie dotrzeć do domu. Akurat w tym przypadku plany ułożyły się odwrotnie, bo szybko dotarliśmy do portu w Genui, a dłuższą drogę zostawiliśmy na czas powrotu.

Niestety muszę potwierdzić, że to się nie sprawdza i mimo długiej trasy przez całe Włochy obraliśmy tylko jeden punkt do obejrzenia. Ustaliliśmy, że oglądamy tylko Monte Cassino.

Przez Palermo przejechaliśmy w nocy, wyjechaliśmy tylko poza miasto i zatrzymaliśmy się na nocleg na stacji benzynowej.

Rano ruszyliśmy w trasę i bez postojów dotarliśmy do Salerno, gdzie rozlokowaliśmy się w hotelu La Isla.

Nocleg w hotelu La Isla (22,50 EUR).

Algieria 2016 – dzień 26 i 27

24-25 styczeń 2017
0 km

Algieria 2016 – dzień 26 i 27

8.00 – 19.30, za Monachium (Niemcy)

Zgodnie z planem wjechaliśmy tylko na Monte Cassino, oddaliśmy hołd naszym żołnierzom i ruszyliśmy dalej w drogę.

Cały dzień jechaliśmy włoskimi autostradami, później krótki odcinek Austrii i nad ranem dotarliśmy za Monachium. Wszyscy byliśmy zmęczeni i nie było możliwości aby dalej pojechać bez odpoczynku. Odpaliliśmy zatem webasto i przy -10°C na zewnątrz mieliśmy w aucie dogodne warunki do spania.

O 8.00 rano odpaliliśmy samochody i spokojnie dojechaliśmy do domu. Pokonaliśmy 827 km. i zakończyliśmy wyprawę do Algierii.

Nocleg na trasie.

10 238
przejechanych kilometrów
27
dni w podróży