Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – wstęp

Przed wyjazdem

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – wstęp

Nie jest to moja pierwsza wyprawa do Afryki Zachodniej, ale uznaję ją za najtrudniejszą i najbardziej skomplikowaną za wszystkich jakie odbyłem. Mimo, że odbywa się po terenach w większości mi znanych i przejechanych to zawiera sporo nowości i wiele znaków zapytania. Oto tych kilka najważniejszych:

  1. Ruszamy na dłuższy okres; daje to możliwość swobodnego dysponowania czasem, ale ilość niewiadomych po drodze może skutecznie nas opóźnić.
  2.  Część ekipy dolatuje i odlatuje z Dakaru i musimy się wstrzelić w ten termin.
  3. Afrykańską podróż rozpoczynamy w Tangerze, ale kończymy w Tunisie. Przejeżdżamy przez absolutnie nieznaną część Mauretanii przy granicy z Saharą Zachodnią oraz wjeżdżamy do Algierii całkowicie nowym przejściem granicznym, które do tej pory odwiedziło tylko kilku Europejczyków.
  4. Pozostała cześć to tylko ciężka do przejechania Gwinea oraz nowe dla mnie Sierra Leone i Liberia. 

 Z tych czterech punktów najbardziej obawiam się trzeciego. Podczas moich poprzednich wizyt w Algierii mieliśmy obowiązkowego przewodnika (ze względu na wjazdy w teren). Obecnie jedziemy tylko asfaltem i mamy wizy z adnotacją o wjeździe indywidualnym, ale zawsze jest obawa jak nas potraktują na granicy. Dodatkową niewiadomą jest odcinek w Mauretanii od As-Zuwarat do granicy algierskiej; około 1 000 km off-roadu. Teren, którym poruszają się Sahrawi, bliskość Sahary Zachodniej kontrolowanej przez Front Polisario, ale ostrzeliwanej z dronów przez Maroko. I właśnie Marokańczycy strzelają w pojazdy ciężarowe, czyli mój Mercedes może być na celowniku.

Bilety promowe kupione, większość wiz w paszportach bądź będzie załatwiona po drodze. Jesteśmy gotowi na wyzwanie. 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 1 i 2

29 - 30 grudzień 2024
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 1 i 2

Dwa dni dojazdu do portu w Genui od lat wyglądają podobnie. Od zeszłego roku gdy jeżdżę większym i wolniejszym pojazdem przeznaczam 48 godzin na przejechanie tych 1 500 km. 

Pierwszego dnia startuję wieczorem, pokonuję około 600 km. Drugiego dnia docieram do włoskiego Voltaggio i w dzień wypłynięcia promu pozostaje około 50 km do portu.

Plan wykonany, jutro o 8.00 meldujemy się w porcie.

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 3 i 4

31 grudzień - 1 styczeń
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 3 i 4

Rano spokojnie docieramy do portu. Załatwiamy wszystkie formalności biletowe i paszportowe i o 12.00 ruszamy w rejs.

Czeka nas 50 godzin przeprawy po Morzu Śródziemnym z Genui do Tangeru z krótkim przystankiem w Barcelonie.

Przed nami dużo czasu na aktywności rodzaju wszelakiego.

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 5 i 6

2 - 3 styczeń 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 5 i 6

Do Tangeru dopływamy o 11.00. Odprawa celna przebiega bardzo sprawnie i po godzinie jesteśmy już oficjalnie na terytorium Maroka.

W porcie są kantory kilku banków, ceny można trochę negocjować, ale z reguły kurs jest wszędzie podobny. Wymieniamy walutę i ruszamy w stronę Agadiru. Musimy się tam dostać pojutrze, ponieważ część grupy dolatuje i dopiero wówczas rozpoczynamy właściwą wyprawę.

Mamy niecałe 900 km, 2 dni i cały czas autostradę; dystans do pokonania spokojnie i bez nerwów. 

Kosztujemy wspaniałej marokańskiej kuchni, mamy już pełny dostęp do internetu więc nadrabiamy zaległości zawodowo-towarzyskie.

Po dwóch dniach meldujemy się na lotnisku w Agadirze i „pakujemy” resztę załogi na pokład. Jutro ruszamy dalej na południe.

 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 7 i 8

4 - 5 styczeń 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 7 i 8

Ruszamy z Agadiru na południe. Przez pierwsze 100 km jest tak jak zawsze, jeden pas, sporo powolnych ciężarówek, dosyć duży ruch. Jednak od Tiznitu Maroko zbudowało nową autostradę. Rewelacyjna trasa ciągnie się przez 550 km docierając do okolic Al-Ujun.

Tak naprawdę obszar Sahary Zachodniej i tak zawsze był wielką pustką, w szczególności dla zmotoryzowanych podróżników, którzy z rzadka mijali inne pojazdy. Sahara Zachodnia jest wspaniałym miejscem do eksploracji, wielką pustą i płaską pustynią nad wietrznym wybrzeżem Atlantyku, ale tym razem nie zatrzymujemy się tutaj na dłużej tylko dalej podążamy na południe. 

Niewątpliwie ta wspaniała autostrada jest odpowiedzią Maroka na budowę drogi z Algierii do Mauretanii. Kraje te również chcą dołączyć do korzyści jakie oferują komunikacyjne szlaki transsaharyjskie. Obecnie dostępna jest praktycznie tylko trasa nad Atlantykiem. Podczas tej podróży mamy zamiar przejechać w drodze powrotnej tą planowaną trasą Mauretania-Algieria, ale do będzie dopiero trzeci powrotny etap. 

Na razie jesteśmy na Saharze Zachodniej, pierwszy nocleg mamy w Tarfaya, drugiego dnia docieramy do Bir Gandouz; ostatniego cywilizowanego postu przed granicą mauretańską. 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 9 i 10

6 - 7 styczeń 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 9 i 10

Z Bir Gondouz mamy tylko 90 km do granicy. Rano obowiązkowe tankowanie taniego marokańskiego paliwa, tutaj na Saharze Zachodniej jeszcze tańszego niż na północy.

Okazuje się, że Mauretania wprowadziła e-wizy, ale stało się to w ostatnich dniach grudnia i bez żadnej ogólnodostępnej informacji. Udało mi się się na forum Afryki Zachodniej to namierzyć i dwa dni temu uruchomiliśmy ten proces. Dosyć trudno, ale w końcu udało się nam te dokumenty uzyskać. 

Na granicy trafiliśmy akurat na rajd Africa Eco Race 2025. To coroczna duża impreza rajdowa dla każdego rodzaju pojazdów i motocykli nawiązująca do Rajdu Paryż-Dakar. Podobnie jak historyczny „Dakar” startuje z Francji i poprzez Maroko i Mauretanię kończy swoją trasę w Dakarze w Senegalu. Nasze pojazdy zdecydowanie wpisywały się swoim wyglądem w maszyny rajdowe więc wyjazd z Maroka przeszedł bardzo sprawnie i szybko. Sama odprawa nigdy nie jest tutaj długa, ale brak „rentgena” zdecydowanie ją przyśpieszył.

Później oczywiście przejazd tzw. pasem „No Man Land” i wjazd na terminal mauretański. Tam też wzięto nas za ekipę rajdową, a my nie oponowaliśmy. Oczywiście kwestia stempli wjazdowych i odprawy celnej pojazdów musiała być zachowana. Okazało się, że jako jedyni mamy e-wizy, ale w systemie pojawiły się błędy i niestety w tempie afrykańskim musiały być poprawione.

Ostatecznie na granicy spędziliśmy 5 godzin. Uznaliśmy, że w drodze powrotnej nie wykupujemy e-wiz, bo turyści, którzy ich nie posiadali wjechali na podstawie dawnej procedury wyrabiania wizy na granicy i wjechali szybciej niż my z e-wizami. 

Wymęczeni ruszamy dalej i po kilkunastu kilometrach wjeżdżamy na trasę wzdłuż linii kolejowej, do Ben Amiry i Ataru. Przed nami 500 km pięknej pustyni i prawdziwego off-roadu. Jadę tym odcinkiem już po raz trzeci, a pierwszy raz ciężarówką. Od razu widać różnicę w prędkości Toyoty i Mercedesa więc ustalamy, że każdy jedzie swoim tempem i spotykamy się w Atarze.

Pierwszy dzień kończymy po 245 km, o 20.00 biwakiem przy linii kolejowej.

Drugi dzień to 401 km pokonane razem z uczestnikami Africa Eco Race (nie w ich tempie), odpoczynek przy Ben Amirze i zakończenie dnia w Atarze na znajomym kempingu Bab Sahara.

 

 

 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 11 i 12

8 - 9 styczeń 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 11 i 12

Z Ataru do stolicy Mauretanii – Noakchott jest 450 km. Trasa jest pusta, prosta i bardzo wietrzna. Nie obfituje w oszałamiające widoki. Pokonujemy ją w kilka godzin i około 17.00 docieramy na znajomy kemping Terijt.

Mamy zamiar zostać w Noakchott parę dni, nadrobić zaległości internetowe i odpocząć.

Po drodze zrodził nam się pomysł, aby część trasy przejechać w Mali. W Mali nigdy nie było całkowicie bezpiecznie, ale w części zarządzanej przez władze federalne można było podróżować. Mali odwiedziłem dwukrotnie w 2018 i 2019 roku. Swobodnie poruszaliśmy się po zachodniej części kraju i w Bamako. Kraj ten robi ogromne wrażenie i według mnie jest jednym z ciekawszych w Afryce. Ta łatwość i bezpieczeństwo podróży odnosiła się do zachodniej cześci, tak do okolic miasta Segou. Dalej już mogło być niebezpiecznie. Wizę w tamtym okresie też było łatwo dostać, ale to co było łatwe i szybkie, bo wydanie wizy trwało tylko 2 godziny, obecnie stało się problemem. Mali zaprzestało wydawania wiz turystycznych i pozostały tylko wizy wjazdowe na zaproszenie. Udało mi się uzyskać zaproszenia i złożyliśmy stosowne wnioski w Ambasadzie Mali w Noakchott. Niestety rozpatrywanie tych wniosków trwa minimum tydzień i decyzja zapada w Bamako. Nie było szans, aby je uzyskać w szybszym tempie. Dobrze się stało, bo poziom bezpieczeństwa obniżył się w całym kraju i już nawet w części zachodniej podróżowanie stało się ryzykowne.

Pierwotnie mieliśmy przejechać przez Senegal dwukrotnie i w drodze powrotnej odebrać znajomych przylatujących do Dakaru na końcowy etap podróży. Gdyby Mali wypaliło Senegal byłby tylko raz. Ostatecznie nie wypaliło i wracamy do planu pierwotnego. Jutro ruszamy na granicę senegalską na zaporze Diama.

 

 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 13 i 14

10 - 11 styczeń 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 13 i 14

Rano wyruszamy z Noakchott w stronę granicy senegalskiej. Dla tradycyjnego ruchu samochodowego dostępne są dwa przejścia graniczne: Rosso i zapora w Diamie (motocykle i piesi mogą jeszcze przekraczać granicę w innych miejscach przy pomocy małych łodzi pływających po granicznym Senegalu). Rosso słynne chyba na całym świecie, a napewno wśród podróżujących po Zachodniej Afryce jako najgorsze przejście graniczne. Miejsce gdzie zorganizowana mafia pograniczników i celników łupie turystów na ogromne kwoty za dokumenty, które powinny być wystawiane za darmo. Tak to po dwóch stronach granicy, a w największym stopniu po stronie senegalskiej kwitnie ten bandycki proceder. Od zawsze wiedziałem, że Rosso to wielka porażka i zawsze je omijałem. Każde moje przekroczenie granicy Mauretania-Senegal odbywałem w Diamie. 

Od Noakchott dobry asfalt prowadzi do Keur-Macene, później mamy w miarę dobre szutry, które w Parku Narodowym Diawling są  już mocno zniszczone poprzez częste wylewanie Senegalu. Jest to raptem odcinek 50 km, ale dla mojej ciężarówki to 2-3 godziny jazdy. Okoliczne tereny w związku z dostępnością słodkiej wody i częstymi wylewami są zagospodarowane rolniczo, ale wizja nowej asfaltowej drogi chyba też jest w planach. Przejazd przez Diawling mimo, że męczący to zawsze jest interesujący ze względu na otaczającą florę i faunę.

Wyjazd z Mauretanii jest zwykle bezstresowy i szybki. Senegal natomiast to bardzo sprawna odprawa paszportowa i długi proces odprawy celnej pojazdów. Dla samochodów młodszych niż 8 lat procedura jest tania i szybka, dla pojazdów starszych to wysoka opłata. Co jest istotne to opłata powyższa nie jest opisana żadnym dokumentem więc wędruje do prywatnych kieszeni urzędników i innych zamieszanych w to osobników. Różnica między Rosso, a Diamą jest tylko taka, że w Diamie haracz jest dużo niższy.

Po wszystkich perypetiach granicznych o 21.00 docieramy do Saint Louis i lokujemy się w hotelu. Wieczorem dobra kolacja i spacer po pięknie odnowionym centrum miasta. 

Następnego dnia nadal eksplorujemy Saint-Louis i wyruszamy dopiero po południu. Do wieczora przejeżdżamy 350 km i na nocleg zatrzymujemy się na dzikim biwaku gdzieś na trasie do Tambacoundy.

 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 15 i 16

12 - 13 styczeń 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 15 i 16

Podczas wjazdu na miejsce biwakowe łapię gumę. Nawet w wielką i o profilu terenowym ciężarową oponę potrafi wbić się metalowy pręt. Wieczorem dzięki pracy chłopaków zmiana koła nastąpiła ekspresowo, ale dzisiaj musimy szukać wulkanizacji.

W afrykańskich realiach punkty wulkanizacji przy głównej drodze można znaleźć w każdej wiosce, są to jednak miejsca gdzie operuje się wybijakiem i młotem. Wiara w to, że w większej miejscowości – Tambacoundzie będzie coś lepszego to mrzonka. Podobnie jak możliwość wywarzenia koła; niestety tego luksusu tutaj nie ma.

Po kilkunastu kilometrach zatrzymuję się na chybił-trafił i trafiam do gościa z synem, którzy zabierają się za naprawę opony. Najpierw muszą nauczyć się jak zdjąć oponę, która posiada kołnierz pełniący funkcję bedlocka i chroniący oponę przed spadnięciem z felgi przy niskich wartościach ciśnienia. Niestety ja też nie jestem w stanie im pomóc więc cały proces trwa godzinę. Później już z górki; zalepienie dziury, pompowanie i z powrotem na zapas. Ostatecznie po 2 godzinach sukces. Możemy ruszać w stronę granicy gwinejskiej.

Wyjazd z Senegalu na przejściu w Kaliforuou prawie jak w naszej Europie. Różnica polegała tylko na tym, że musiałem wysiąść z samochodu z paszportem i dokumentem celnym i po minucie sprawy były załatwione. Żegnamy Senegal, przed nami Gwinea. Posterunki senegalskie znajdują się 35 km przed właściwą granicą, jedziemy terenem raczej niezamieszkałym i  mocno zalesionym przez rezerwat przyrody Foret de Mampaye. Na granicy znajduje się infrastruktura, ale trudno powiedzieć, czy będzie to kiedyś działało jako przejście graniczne. Budynki wyglądają na niedokończone lub już zniszczone przez intensywnie wkraczającą przyrodę. Dobre miejsce na kilka zdjęć i ruszamy dalej do posterunków gwinejskich.

Wjazd do Gwinei odbył się w normalnym tempie; jak na realia afrykańskie trwało to około 45 minut, czyli w normie. Stemplowanie paszportów, dokumenty celne dla pojazdów i jesteśmy w Gwinei. 

Pierwszego i drugiego dnia w Gwinei tylko jechaliśmy, noclegi zorganizowaliśmy na dziko, zjeżdżając w okoliczną sawannę.

   

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 17 i 18

14 - 15 styczeń 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 17 i 18

Jesteśmy w Gwinei i wiemy, że będzie ciężko. Przede wszystkim ze względu na fatalny stan dróg, a w rzeczywistości ich brak i historyczne konotacje tego kraju. Kraj będący dawną kolonią francuską, bardzo biedny, rządzony obecnie przez wojskowego to nie jest przepis na udany wyjazd. Oczywiście jest wiele takich afrykańskich krajów z podobną historią, ale w innych przypadkach jakoś to działa; tutaj niestety to całkowita porażka. Widoczne jest to nawet w podejściu mieszkańców, to co widać na pierwszy rzut oka to ogromny bałagan i brud, nawet we własnym obejściu. Wszędzie w okolicznych krajach nie istnieje samorząd, który zajmowałby się codziennymi sprawami swoich obywateli, ale tutaj jest to bardzo widoczne (dodatkowo spotęgowane biernością obywateli) . To widać, że wyjechaliśmy już z Senegalu. Trochę podobnie jak za komuny wyjazd z Polski do Niemiec; to zawsze było widać.

Planowałem, aby przejechać trasą, którą jeszcze nie jechałem czyli wzdłuż wybrzeża do Konakry. Początkowo wszystko było ok. Dojechaliśmy do Gaoual i skręciliśmy na N23 do Boke. Zaraz po przejechaniu mostu droga zniknęła. Spróbowałem inną trasą na N24, ale drogi również nie było. Podjąłem decyzję, że wracamy się do N5 i przez Labe i Mamou jedziemy do Konakry. Ekipa z Toyoty mogła jechać szybciej niż ja ciężarówką więc pojechali trasą przez Boke. Ustaliliśmy, że spotykamy się w Konakry.

Okazało się, że trasa przez Boke była tragiczna i nawet Toyota jechała ekstremalnie wolno. Podjąłem dobrą decyzję nie wjeżdżając na ten odcinek. 

Trzymałem się najbardziej głównej trasy w Gwinei, ale nie pomogło mi to zbyt wiele. Pierwszego dnia przez 12 godzin pokonałem 295 km, a drugiego pobiliśmy rekord, 11 godzin i 179 km. 

Można powiedzieć, że takie są uroki podróżowania, ale tutaj problemem nie jest trudny teren, czy warunki off-road. Tutaj problemem są pozostałości asfaltu z czasów francuskich, których nikt nie remontuje, a są to główne drogi kraju. Gdy średnia podróży to 10 km/h to naprawdę traci się chęć podziwiania widoków i spotykania z miejscowymi. Po prostu ciągle walczysz na drodze. Być może dla turysty z plecakiem to nie ma znaczenia, ale dla kierowcy ma to ogromne znaczenie. 

Ten negatywny obraz Gwinei to właśnie ta kompilacja tragicznych dróg z wszechobecnym brudem i syfem nie spotykanym w żadnym innym kraju. Jestem w Gwinei drugi raz i drugi raz ten kraj zawodzi. 

Tak na marginesie dodam, że Chińczycy budują duże odcinki nowych dróg położonych nowymi nitkami. Może za jakiś czas standard podróży się zmieni? Zobaczymy.

 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 19 i 20

16 - 17 styczeń 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 19 i 20

Przez cztery dni jazdy pokonaliśmy w Gwinei 725 km. Cieszymy się, że już wyjeżdżamy z tego kraju i zarazem z obawą myślimy o powrocie. Będziemy musieli jeszcze raz przebrnąć przez tą komunikacyjną udrękę. To jest na razie przyszłość, a teraz cieszymy się z odwiedzin nowego dla nas Sierra Leone.

Przekroczenie granicy to była formalność; sprawnie wbite pieczątki do paszportu, wypisanie dokumentów dla pojazdów i podatek drogowy. Wszystkie czynności trwały 30 minut i mogliśmy się się cieszyć nowym krajem. W Sierra Leone od razu widać różnicę cywilizacyjną; jako, że jest to była kolonia brytyjska to kraj ten jest zdecydowanie lepiej rozwinięty od byłej francuskiej Gwinei. Od razu rzuca się w oczy większy porządek, czystość i organizacja.

Za cel obieramy stolicę Freetown; musimy tam zorganizować wizę do Liberii i również odpocząć na znanych okolicznych plażach.

Pierwszy nocleg spędzamy na plaży Sussex w ośrodku Franco Diving Center. 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 21 i 22

18 - 19 styczeń 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 21 i 22

Na plaży Sussex było całkiem miło; klimatyzowane pokoje, bardzo dobre jedzenie, ale nie było bezpośredniego dostępu do plaży z możliwością rozbicia biwaku.

Uznaliśmy, że musimy znaleźć takie miejsce i najciekawsze namierzyliśmy na plaży York. Kemping Yankai Eco Logde, 20 km od Susuex był zdecydowanie lepszym miejscem niż poprzedni Franco Diving Center. Oferował przede wszystkim bardzo dużo przestrzeni na rozbicie namiotów i zaparkowanie samochodów. Ogromna połać plaży była tylko dla nas, mieliśmy ciszę i spokój, słychać było tylko Atlantyk. Poza świetną plażą, pokojami i kempingiem restauracja właściciela serwowała również wybór lokalnych owoców morza.

Na drugi dzień wybraliśmy się do Ambasady Liberii zorganizować wizy. Zorganizowaliśmy zdjęcia i kopie wymaganych dokumentów. Zawsze w takich przypadkach okazuje się, że komuś zabrakło zdjęcia paszportowego, bądź jakiś ważny papier został na kempingu. Tak też było w naszym przypadku; po wypełnieniu wymaganych kwitów potrzebne były dowody rejestracyjne, których nie zabraliśmy. Szybki przejazd miejscową motocyklową taksówką i druga wizyta w Ambasadzie Liberii po odbiór paszportów i dokumentów dla pojazdów. Ostatecznie na granicy okazało się, że żadne pisma z ambasady na pojazdy nie są wymagane, ale tej wiedzy nie miałem, a konsul z takim zaangażowaniem wypisywał te kwity i inkasował za nie opłaty iż wyglądało to bardzo profesjonalnie. Cóż, ostatecznie Ambasada Liberii zarobiła na nas większe pieniądze, a wystarczyło nie mówić, że mamy samochody.

Po odpoczynku na plażach Sierra Leone odzywa się w nas ponownie zew podróżnika. Trzy dni na plaży przeplatane organizacją wiz i jazdą w zatłoczonym Freetown są zupełnie wystarczające. Jutro ruszamy w stronę granicy z Liberią. 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 23 i 24

20 - 21 styczeń 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 23 i 24

Podczas pakowania gratów okazało się, że znajomemu brakuje jednego bagażu. Rozważaliśmy co mogło się stać, czy gdzieś został zgubiony, zostawiony, czy skradziony. Stanęło na tym, że skradziony i stało się to w nocy podczas snu. Dodam, że nasze torby czy skrzynie często leżą luzem, aby sprawniej korzystać z samochodu i również tym razem tak było. Komuś bardzo spodobała się jedna walizka i ją ukradł. Porozmawialiśmy z właścicielem, który energicznie rozpoczął poszukiwania, wezwał policję oraz rozpuścił wici po okolicznych mieszkańcach. Po godzinie odnalazł się nienaruszony bagaż i sprawca. Zgodnie z zasadami został on właściwie ukarany przez osoby biorące udział w poszukiwaniach, a następnie aresztowany. 

Cała akcja skończyła się około południa i tak też wyruszyliśmy w dalszą podróż. Jechaliśmy na południowy wschód, głównymi drogami w stronę Liberii. Drogi były w bardzo dobrym stanie, w większości nowe asfalty; jazda w takich warunkach to przyjemność. Po drodze mijamy tylko dwa większe miasta, Talama i Dystrykt Bo. Przyroda wokół nas śpiewa głosami ptaków i wdziera się na drogę. Na nocleg zatrzymujemy się przy drodze. W nocy jest absolutnie cicho, czasami przejeżdża motorek; pospolity miejscowy środek transportu.

Do granicy mamy 60 km. Dwa kraje przedziela rzeka Mano. Wyjazd z Sierra Leone jest sprawny, wjazd do LIberii również nie nastręcza żadnych problemów. Po wpisaniu w odpowiednie kajety i ostemplowaniu paszportów jesteśmy oficjalnie w Liberii. 

Okazuje się, że problemem tutaj jest kwestia tankowania, które z reguły odbywa się z butelek i kanistrów. Stacje benzynowe takie jakie znamy z naszych rejonów istnieją tylko w stolicy i kilku większych miastach.

Wieczorem docieramy do Monrovi i lokujemy się w hotelu. 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 25 i 26

22 - 23 styczeń 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 25 i 26

Na Monrovię nie mamy zbyt dużo czasu. Afrykańskie miasta nie są szczególnie wciągające; wszechobecny zgiełk, hałas i brud skutecznie odstraszają przed dłuższym pobytem. Z reguły w miastach załatwiamy potrzebne sprawy, niezbędne zakupy i ruszamy dalej w bardziej przyjemne przyrodniczo klimaty. Tak też zrobiliśmy tym razem. Przebiliśmy się przez zatłoczone miasto i ruszyliśmy na północ w stronę Gwinei. Można powiedzieć, że to był środek wyprawy i teraz już „wracamy”.

Asfalty są bardzo dobrej jakości, a drogi szutrowe są utrzymane w świetnej kondycji. Jedziemy główną drogą od stolicy do Voinjamy, gdzie będziemy przekraczali granicę do Gwinei. Asfalt kończy się po około 250 km, ale dalej szutry są bardzo dobre (nie tak jak w Gwinei). Na nocleg zatrzymujemy się w szkole w wiosce Gabaye.

Następny dzień to dalsze kilometry szutrów, piękna przyroda i wyjazd z Liberii. Odprawa paszportowa była ciekawa, gdyż ze względu na brak turystów byliśmy szczegółowo wypytywani o cel naszego pobytu w Liberii i niestety terminologia „turystyka” jest całkowicie obca dla służb granicznych. W tym bardzo biednym rejonie Afryki gdzie trudno związać koniec z końcem idea turystycznych podróży jest nieznana. Ostatecznie, aby być zrozumianym,  lepiej użyć kwestii pobytu biznesowego i możliwości ściągania do Liberii nowych odwiedzających; to bardziej przemawia do służb. Mimo braku zrozumienia słowa „turysta” rozmowa była bardzo spokojna i przyjacielska. Po kilkunastu minutach było po sprawie i mogliśmy ruszyć w stronę Gwinei.

Wjazd do Gwinei nie był tak miły, gdyż ponoć brakowało nam jakiejś pieczątki. W takich reżimowych państwach tego typu sprawy urastają zwykle do rangi ogromnego problemu. Tabuny urzędników oglądają paszporty z każdej strony i biorą nas na przetrzymanie oczywiście nie sugerując żadnych łapówek. My spokojnie czekamy i oglądamy ich reakcje. Pieczątkę ostatecznie udało się odnaleźć i mogliśmy ruszać. Dodam, że nigdzie nie było sugestii o łapówce. Tego typu formuła działa na miejscowych, którzy zawsze płacą i niestety jest to powszechny proceder w tej części świata. W naszym przypadku był brak elementarnej wiedzy i analfabetyzm urzędników.

Gwinea przywitała nas dobrą drogą. Od startu w Liberii i odpraw granicznych udało się pokonać jeszcze 200 km. Minęliśmy Macentę i Gueckedou. Na nocleg zatrzymaliśmy się w buszu.

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 27, 28 i 29

24 - 26 styczeń 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 27, 28 i 29

Ponownie „walczymy” w Gwinei. Część trasy od granicy liberyjskiej do Mamou nie jest mi znana, ale i tak jestem pełen obaw co do jej stanu. Okazuje się, że asfalty są całkiem dobre i przez dwa dni udaje się przejechać 500 km. To bardzo dobry dystans jak na warunki gwinejskie. 

Później zaczynają się trudne warunki drogowe i trzeciego dnia w Gwinei pokonujemy tylko 163 km. Dystans 163 km pokonany w 12 godzin. 

Na jutro zostawiamy dojazdówkę do granicy senegalskiej.

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 30 i 31

27 - 28 styczeń 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 30 i 31

Wymęczeni dotarliśmy do granicy gwinejsko-senegalskiej. Wyjazd z Gwinei trochę potrwał, ale było to związane z przerwą w pracy pograniczników. Tutaj jest inny świat więc posiłek i modlitwa skutecznie opóźniają czynności urzędnicze.

Po odprawie paszportowej i celnej ruszamy w stronę Senegalu. Piszę ruszamy gdyż do granicy mamy jeszcze 30 km. terytorium Gwinei, a później jeszcze 30 km. do posterunków senegalskich. Jest już popołudnie więc nigdzie dalej już nie dotrzemy. Ustalamy, że wjedziemy do Senegalu, złapiemy internet i rozlokujemy się na nocleg. Dodam, że oprócz tragicznego stanu dróg w Gwinei praktycznie nie było dostępu do internetu. Niestety takie są uroki autorytarnych państw. Zapraszam wszystkich zwolenników „silnej ręki” do przeprowadzki, wówczas przekonają się jak tutaj jest dobrze.

Po uruchomieniu internetu zjeżdżamy trochę w busz i rozkładamy biwak.

Rano sprawnie się odprawiamy. Kontrola paszportowa w kilka minut, dokument tranzytowy dla pojazdów również w kilka minut i co ciekawe, całkowicie bezpłatny. Niestety tak to jest w Afryce, że urzędnicy często uprawiają nielegalne interesy i zmuszają turystów do dodatkowych opłat. Takie procedery są bardziej powszechne na dużych granicach niż na małych lokalnych przejściach. My płaciliśmy wjeżdzając do Senegalu od strony Mauretanii, a od Gwinei już nie. Ok, jesteśmy już w cywilizowanym kraju; to jest najważniejsze.

Zasługujemy na odpoczynek w hotelu i dobry posiłek. Szansa na to jest tylko w Tambacoundzie. Tam też zatrzymujemy się na noc.

 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 32, 33 i 34

29 - 31 styczeń 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 32, 33 i 34

Przed nami dwa ważne dni w Senegalu. Podczas całej wyprawy mamy kilka punktów, w których część ekipy się zmienia. Na początku było łatwiej gdyż tylko kilka osób dołączyło do nas w Agadirze. Teraz mamy wymianę; kilka osób odlatuje i kilka przylatuje do Dakaru. 

Wszystko udało się zgrać w czasie i przestrzeni. Dotarliśmy do miejscowości Toubab Dialao, gdzie mieliśmy zamówione noclegi i która również znajduje się 15 km od lotniska. Dojechały do nas dwie osoby, sprawnie przeprowadziliśmy przepakowanie samochodów. Rano opuściło nas dwóch uczestników i mogliśmy ruszyć dalej w stronę granicy mauretańskiej.

Wyruszyliśmy o 10.00 i popołudniem dotarliśmy pod granicę. Niestety tutaj czekała nas duża niedogodność (jeśli tak to można nazwać). Powrócę w tym miejscu do opisu wjazdu do Mauretanii. Od stycznie ruszył system wizy online, który nie działał właściwie. Uznaliśmy, że nie uruchamiamy wiz w ten sposób tylko otrzymamy je na granicy tradycyjnie jak dotychczas. Grubo się pomyliliśmy i koniec końców (po długich pertraktacjach z urzędnikami i bez pozytywnego finału) musieliśmy je i tak uruchomić. Procedura ich otrzymania to 48 godzin, które czasami skracają się do 24-36 godzin. 

Spędziliśmy jedną noc w buszu blisko granicy, ale nie było sensu tutaj koczować następnych kilkunastu godzin. Nawet gdyby się udało uzyskać te wizy w czasie 36 godzin to zawsze trzeba przeczekać do następnego dnia. Po pierwsze granica w nocy nie pracuje, po drugie w nocy w Afryce ze względów bezpieczeństwa się nie jeździ.

Pojechaliśmy na nocleg do znajomego hotelu w Saint Louis. Wieczorem była dobra kolacja i spokojne spacery po okolicach. 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 35 i 36

1 - 2 luty 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 35 i 36

Z wizami online odprawa graniczna poszła w normalnym afrykańskim tempie.

Później ponownie walczyliśmy z terenem na odcinku od zapory na Diamie wzdłuż rzeki Senegal. Ostatecznie około 18.00 byliśmy w Noakchott. 

Ze względu na dwudniową obsuwę sytuacja trochę się skomplikowała. Nie było zagrożenia, iż nie zdążymy na prom w Tunisie, ale nadal wielką niewiadomą był odcinek od Ataru do granicy algierskiej. Również sama Algieria, mimo, że znana mi z innych wypraw była zagadką gdyż teraz mieliśmy ją pokonać bez udziału przewodnika. W związku z tymi znakami zapytania kilka osób zrezygnowało z tego etapu i odłączyło się od grupy w stolicy Mauretanii. Tak naprawdę to był ostatni możliwy punkt, z którego można było odlecieć w każdym kierunku.

Ostatecznie zostaliśmy w 2 samochody i 3 osoby. Osoby odlatujące zostawiliśmy w hotelu, a my ruszyliśmy ponownie w stronę Ataru. Trasa ta jest asfaltowa i w dobrym stanie, ale tak jak zawsze jechaliśmy tylko do zmroku.

Możliwości biwakowania nieograniczone, zjechaliśmy z drogi i saharyjska noc otuliła nas ciszą.

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 37 i 38

3 - 4 luty 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 37 i 38

Ruszamy w nieznane; tak można w największym skrócie opisać to co nas czeka przez następne kilka dni. Za Choum zaczną się tereny, w których nigdy nie przebywałem. Ta kwestia nie stanowi dla mnie problemu, ale tym razem ruszam w miejsca, które nigdy nie były dostępne dla turystów. Jedziemy pustynnym traktem do granicy algierskiej, do nowego przejścia granicznego, które otworzyło się dla ruchu cywilnego kilka miesięcy temu. Będziemy jednymi z pierwszych Europejczyków, którzy przejadą tym przejściem. Oprócz tej kwestii jest jeszcze sprawa bezpieczeństwa podróży. Będziemy podążali nieopisanymi traktami pustynnymi wzdłuż granicy Sahary Zachodniej, która nie jest kontrolowana przez Marokańczyków. Nie jest kontrolowana przez ich oddziały wojskowe, ale skutecznie jest patrolowana i ostrzeliwana przez marokańskie drony, które strzelają do ciężarówek. Pojazdy terenowe są zostawiane w spokoju, ale ciężarówki mogące dostarczać więcej ładunku dla Frontu Polisario są na celowniku. Wiemy na pewno, że nie możemy przekroczyć granicy, bo narazimy się na ostrzał.

Na razie jedziemy dobrym asfaltem w stronę Ataru. Przed wieczorem docieramy do miasta, zjadamy dobrą kolację w znanej nam knajpie i wyjeżdżamy z miasta w poszukiwaniu miejsca biwakowego. Lokujemy się w pięknym miejscu za przełączą Ksar Torchane.

Następny dzień to również dobry asfalt. Zmierzamy do Fderik i As-Zuwarjat; właśnie tutaj znajdują się te słynne odkrywki rudy żelaza, która póżniej jest transportowana najdłuższymi składami kolejowymi na świecie do portu w Nouadibu. Dobre drogi są niezbędne dla transportu pracowników i zaopatrzenia kopalni.

Zgodnie z przewidywaniami asfalt kończy się za As-Zuwarjat, ale trakt jest nadal dobrze widoczny i łatwy w nawigowaniu. Na razie zabłądzenie nam nie grozi, bo w okolicach miasta co jakiś czas są widoczne namioty Sahrawi, a w oddali widać czasem jadący pojazd. Na razie jedziemy w dobrym kierunku, a niebezpieczna granica jest dosyć daleko od nas. 

Sprawnie jedziemy do wieczora, pokonujemy 453 km co jest świetnym wynikiem. 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 39 i 40

5 - 6 luty 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 39 i 40

Ze względu na to, iż nie posiadamy współrzędnych GPS trasy i jedziemy na „czuja” spoglądając czasem na mapy Google, aby zachować właściwy kierunek to bywa, że brniemy w miejsca, z których musimy się wycofywać. Setki śladów na piasku nagle się rozmywają i trakt znika; trasa która wydaje się poprawna wjeżdża nagle w łachy kopnego piasku, który może być uciążliwy i można w nim utknąć na kilka godzin.

Na mapach Google trasa, którą jedziemy ma oznaczenie N1. National Route 1 tylko z nazwy brzmi dumnie, tutaj nie ma żadnej drogi tylko piękna i dzika Sahara. Urzekająca, ale także niebezpieczna gdy nie wiemy jak się na niej zachować. Odcinek off-road, który pokonujemy od Fderik to aż 1 000 km pustyni więc to nie przelewki. Realnie trakt wiedzie przy samej granicy Sahary Zachodniej, a nie tak jak pokazuje mapa Google. Na całej trasie jest tylko jedno miasteczko Bir Mogrein i punkt noclegowo-paliwowy Ain Bin Til żywcem wyjęty z Mad Maxa. 

Pierwszego dnia pełnego off-roadu nawigujemy wśród śladów na piasku, wypatrujemy czasami innych pojazdów i powoli zbliżamy się do Bir Mogrein. Po południu docieramy do miasteczka, a w zasadzie garnizonu wojskowego. W takich miejscach nic nie uchodzi uwadze miejscowych i po kilku minutach lądujemy na posterunku wojskowym w celu spisania danych z paszportów. Wszystko przebiega sprawnie, udaje się nam też wymienić walutę i zatankować trochę diesla (trochę, bo wyssaliśmy cały zapas na prowizorycznej stacji).

Mamy na tyle dobry czas, że jeszcze przed zmrokiem wyjeżdżamy z Bir Mogrein i udaje nam się jeszcze pokonać w 2 godziny 50 km trasy, co jest rewelacyjnym wynikiem. Ostatecznie po 13 godzinach jazdy z postojem w Bir Mogrein mamy pokonane 234 km.

Dzisiaj zaczynają się pierwsze trudności. Dawniej trasa wiodła na „szagę” przez terytorium Sahary Zachodniej. Od czasu gdy Marokańczycy ostrzelali kilka pojazdów ciężarowych ten „narożnik” trzeba pokonywać po terytorium Mauretanii. W pewnym momencie całkowicie znikają nam ślady, a trzymanie się mapy Google nic nie daje gdyż brniemy w głęboki piasek i brak jakichkolwiek śladów pojazdów. W pewnym momencie docieramy do osady, gdzie spotykamy tylko jednego mieszkańca. Gość też nas ostrzega o możliwości ostrzału i wskazuje poprawną drogę. Po chwili spotykamy też dwa samochody Sahrawi, którzy przez 20 km pustki podciągają nas do miejsca, w którym pojawia się więcej śladów i miły dla oka widok wieży telekomunikacyjnej. Przy takich wieżach zawsze gromadzą się podróżni i można otrzymać pomoc.

Do zmroku jedziemy we wskazanym kierunku, ale jednak gdzieś zjeżdżamy z utartego traktu i wieczorem znów jesteśmy pogubieni. Czekamy do zachodu słońca i wypatrujemy świateł pojazdów. Kilku miejscowych jedzie Mercedesami 124 z tylnym napędem i podciągają nas na trasie. Podobnie jak wczoraj, dzięki miejscowym pokonujemy w nocy ponad 50 km i przed 23.00 docieramy do osady Ain Bin Til. Miejscowi też bardzo zadowoleni gdyż miał kto ich wyciągać gdy się zakopali.

Dzisiaj też dobry dystans 252 km i jesteśmy w połowie drogi do narożnika Sahary Zachodniej. 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 41

7 luty 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 41

Osada Ain Bin Til jest faktycznie żywcem wyjęta z filmu Mad Max i to z tej pierwszej części z 1979 roku. Kilka baraków, dziesiątki beczek po ropie, setki zużytych opon. To jest ostatnia osada przed granicą algierską. Na odcinku 600 km od Bir Mogrein, które można nazwać miasteczkiem do granicy algierskiej mijamy tylko Ain Bin Till. Zatrzymuje się tutaj cały transport. Prymitywne miejsce gdzie można zakupić wodę, kilka podstawowych artykułów spożywczych, zatankować diesla kiepskiej jakości i oszukanego litrażu, wypić herbatę i przespać się w baraku.

Miejsce niesamowite i jakże abstrakcyjne. Rano ukazało się nam w całej swojej „krasie” (czytaj brzydocie).

Dawniej gdy ruch ciężarówek przebiegał na skos Sahary Zachodniej były tam dostępne jeszcze inne miejscowości po drodze. Obecnie zmuszeni jesteśmy jechać wzdłuż granicy SZ po terytorium Mauretanii więc Ain Bin Til to ostatnia ostoja cywilizacji.

Rano wyruszamy o 8.00. Wczorajsi znajomi z Mercedesów postanowili nas jeszcze podciągnąć. Jadą ode mnie zdecydowanie szybciej, ale i tak jazda za nimi jest bardzo komfortowa, gdyż nie muszę spoglądać w nawigację tylko wpatruję się w ich ślady na piasku. Tempo jest zdecydowanie szybsze. Niestety po kilku godzinach tracimy ich z oczu, ale wykonaliśmy duży progres.

Około południa jesteśmy na narożniku Sahary Zachodniej. W tym miejscu zmieniamy kierunek na północny. Znowu zaczynają się problemy z namierzeniem poprawnej trasy. Ta najbardziej uczęszczana powoli oddala się od granicy SZ i bez dokładnych koordynatów GSM gubimy się. Po mozolnym kluczeniu namierzamy w oddali kilka ciężarówek dzięki temu, iż wzbudzają ogromne kłęby kurzu. Wreszcie wklejamy się w bardziej uczęszczaną drogę. Dołączamy się do małego konwoju kilku ciężarówek i zmierzamy z nimi w stronę granicy. Do zmroku udaje nam się z nimi jechać jednak po zachodzie słońca oni jadą szybciej, my bardziej obawiamy się o usterki. Musimy zwolnić.

Mamy szczęście gdyż wjeżdżamy w obszar budowy nowej drogi. Tej drogi oczywiście zupełnie nie ma, ale czasem widać poukładane kamienie bądź inne znaczniki geodezyjne. W takich warunkach docieramy do widocznych świateł w oddali. To są zabudowania nowego przejścia granicznego, od razu jest łatwiej, bo są mocno oświetlone i możemy się na nie kierować.

Ostatecznie po 20.00 wjeżdżamy na terminal nowego przejścia granicznego Mauretania-Algieria. Granica jest już zamknięta, ale pogranicznicy wpuszczają nas na teren zamknięty, gdzie możemy zanocować. Zostajemy obdarowani produktami spożywczymi i zostają nam udostępnione karty SIM. Bardzo miłe pożegnanie Mauretanii.

Udało się; po czterech trudnych dniach i 1 200 km off-roadu na Saharze stoimy u bram Algierii. 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 42

8 luty 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 42

Służby pracę na terminalu rozpoczynają o 9.00. Jesteśmy jedynymi turystami na przejściu. Oprócz nas są jeszcze dwie ciężarówki i w trakcie naszej odprawy jeszcze pojawiają się dwie terenowe toyoty. Tłoku i nadmiaru pracy tutaj nie mają. W miarę sprawnie nas odprawiają i możemy ruszyć w stronę Algierii.

Posterunki są od siebie oddzielone około kilometrowym pasem drogi, w środku którego znajduje się faktyczna linia graniczna oraz miejsce na celebrowanie bilateralnych imprez państwowych.

Zabudowania graniczne po obu stronach są swoimi lustrzanymi odbiciami. Do 2018 roku Mauretania i Algieria nie miały oficjalnego przejścia granicznego. Przejście Zouerat-Tinduf zostało otworzone w 2018 roku, ale do 2024 nie obsługiwało ruchu osobowego z wyjątkiem ruchu pojazdów ciężarowych. Przejście zostało stworzone jako przeciwwaga dla „jedynego w tej okolicy” z Maroka do Mauretanii. Piszę to w cudzysłowie, bo znajduje się ono kilka tysięcy kilometrów stąd, ale jest jedynym z wybrzeża Morza Śródziemnego na południe Afryki. Teraz mamy już dwa przejścia i jakąś wizję budowy drogi asfaltowej przez tereny, którymi jechaliśmy ostatnie 4 dni. Algieria też uznała, że taki punkt graniczny może zdecydowanie wpłynąć na ekonomikę i atrakcyjność kraju i mocno inwestuje w ten rozwój. Dodatkowo nieprzyjazne stosunki marokańsko-algierskie nakręcają chęć stworzenia nowego szlaku handlowego północ-południe.

My wbiliśmy się ze swoją podróżą jako jedni z pierwszych Europejczyków na tej granicy.

Wjechaliśmy na terminal algierski i rozpoczęła się żmudna i drobiazgowa procedura. W przypadku kontroli paszportowej wszystko poszło w miarę szybko. Mieliśmy mały problem gdyż jedna z osób miała krótszą wizę niż reszta grupy, ale nie spowodowało to żadnych utrudnień. Bardzo szybko został wystawiony „glejt”, który opisywał całą sytuację i powód naszego opóźnienia.

Gorsze rozpoczęło się wraz z kontrolą celną. Samochody zostały przeszukane bardzo gruntownie, łącznie z rozpakowaniem każdej torby (a mieliśmy ich dużo). Zainteresowanie służb wzbudziły lekarstwa (szczególnie te nieopisane), gotówka oraz drony. Tłumaczyliśmy się mocno, a było to utrudnione gdyż większa część bagażu nie należała do nas tylko do osób, które już nas wcześniej opuściły drogą lotniczą. Ciężko się tłumaczyć z bagaży, których nie jest się właścicielem. Ostatecznie Algierczycy zabrali nam dwa drony i oczywiście jest możliwość ich odebrania, ale tylko z tegoż przejścia granicznego, tylko w stronę Mauretanii i tylko osobiście. Czyli wszystko jasne; sprzęt przepadł.

Po godzinach nieskutecznych pertraktacji, o 16.00 wyjeżdżamy z terminala. Wyruszamy w towarzystwie żandarmerii, która eskortuje nas do Tidufu.

W Tindufie wymieniamy walutę (oczywiście na czarnym rynku, bo tylko ten daje dobrą cenę), tankujemy i wreszcie po kilku dniach zjadamy przepyszne algierskie dania.

Wieczorem nadal z żandarmerią wyjeżdżamy kilka kilometrów za miasto na punkt kontrolny, gdzie zatrzymujemy się na nocleg. Ciężki dzień kończymy o 19.00. 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 43 i 44

9 - 10 luty 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 43 i 44

Ze względu na opóźnienie i terminy promu z Tunisu oraz samolotu jednego uczestnika również z Tunisu nie mamy czasu na zwiedzanie Algierii. Niestety tak bywa na wyjazdach, że nie wszystko wychodzi zgodnie z planem. Nawet przy tak długim 50-cio dniowym wyjeździe i sporym marginesie bezpieczeństwa czasowego zdarzają się obsuwy. Gdy w rachubę wchodzą terminy zabukowanych lotów i promów to nie mamy żadnego marginesu i terminy są priorytetem. Jeszcze w Senegalu udało nam się dokładnie wstrzelić w plan, teraz już jesteśmy spóźnieni i musimy pokonywać większe odcinki. 

Początkowo i tak nie ma żadnych atrakcji. Nasz drugi dzień w Algierii, a pierwszy, w którym jedziemy to całkowita pustka pustynna od Tindufu do Bachar. Na całym 800 km odcinku nie ma żadnych miejscowości z wyjątkiem baz wojskowych i baz wydobywczych ropy i gazu. Dopiero po stronie algierskiej widać cały rozmach i zaangażowanie w budowę nowej drogi transsaharyjskiej. Nigdy jeszcze nie widziałem miejsca na świecie gdzie jednoczesna budowa drogi jest realizowana na ponad 1 000 km. Tutaj tak to wygląda, setki maszyn budowlanych, setki samochodów z kruszywem, jednoczesne asfaltowanie i malowanie pasów. Przetarg oczywiście wykonują Chińczycy. Tak się zdobywa wpływy na świecie.

Pierwszego dnia docieramy do Bachar. Rano mamy wrażenie, że eskorty już będzie. Spacerujemy po mieście, zapijamy się miejscową kawą i zajadamy dobrym śniadaniem. Gdy wyruszamy nagle pojawia się żandarmeria i ponownie eskortuje nas przez cały dzień. W nocy dojeżdżamy do Tijarat i zatrzymujemy się na nocleg na stacji benzynowej pod miastem. 

Pierwotnie w planach było zatrzymanie się na 2-3 dni w Algierze. Jednak mając opóźnienie odpuściliśmy stolicę i uznaliśmy, że lepiej przekroczyć granicę z Tunezją i zostać dłużej w Tunisie. Będąc w Tunezji będziemy mieli pewność, że bezpiecznie zdążymy na prom i samolot.

Przez dwa dni pokonujemy spory kawałek nieznanej nam Algierii; szkoda tylko, że nie mamy na nią więcej czasu. 

 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 45 i 46

11 - 12 luty 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 45 i 46

Nie tak miał wyglądać nasz przejazd przez Algierię. Niestety dzięki „niedźwiedziej przysłudze” naszych kompanów podróży otrzymaliśmy eskortę żandarmerii przez cały nasz przejazd w Algierii.

Z reguły żandarmeria eskortuje indywidualnych turystów przez pewien czas, ale nie przez cały dystans. Faktycznie my jako nieliczni, a być może nawet pierwsi turyści wjeżdżaliśmy od południa i od tej strony nie miałem potwierdzonych wiadomości co do dystansu na jakim jest eskorta. Teoretycznie powinna nas opuścić w Bachar, ale tak się nie stało. Dzisiaj również ruszyliśmy dalej w ich towarzystwie. Już wcześniej podjęliśmy decyzję, że i tak ze względu na ograniczony czas nie zwiedzamy Algierii więc było nam łatwiej pogodzić się z obecnością żandarmów. Po prostu odpalamy samochody i jedziemy w stronę granicy tunezyjskiej. 

Jedziemy od 8.30 do 23.00. W nocy prowadzeni przez żandarmów podjeżdżamy pod granicę Tbul, gdzie po kilku godzinach okazuje się, że mój samochód nie zmieści się na bramkach. Musimy się wycofać i na szczęście kilkanaście kilometrów na południe jest przejście El Aloun. Tam jeżdżą ciężarówki więc i my się zmieścimy. Po nieprzespanej nocy jesteśmy wykończeni; odprawa trwa w miarę szybko (jak na warunki afrykańskie). Po 2 godzinach jesteśmy wreszcie w wolnym kraju – Tunezji. 

Do Tunisu mamy około 200 km; musimy się przespać i odpocząć. 

Do stolicy dojeżdżamy około 19.00. Wieczorem ruszamy w miasto.

 

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 47, 48, 49 i 50

13 - 16 luty 2025
0 km

Maroko, Mauretania, Senegal, Gwinea, Sierra Leone, Liberia, Algieria, Tunezja 2024 – dzień 47, 48, 49 i 50

Możemy trochę odpocząć po męczącej Algierii. Prom do Genui wypływa w nocy więc mamy cały dzień dla siebie. Możemy spokojnie zjeść, zrobić zakupy, pospacerować, pozwiedzać i przepakować graty.

Około 22.00 meldujemy się w porcie La Gouletta. Odprawa trwa dłużej, ponieważ kilka razy sprawdzane są samochody, a w szczególności większe kampery, które mogą przemycać nielegalnych uciekinierów z Afryki. Służby tunezyjskie sprawdzają pobieżnie, ale dodatkowo sprawdzają też służby przewoźnika oraz włoscy celnicy, którzy operują już na terenie Tunezji.

Ostatecznie ruszamy około 1.00. Rejs trwa 24 godziny. Akurat w przypadku trasy z Tunisu do Genui ten czas jest trochę niefortunny, ponieważ po dotarciu do Włoch w okolicach północy raczej już dużego dystansu się nie przejedzie.

Tak też się stało; zatrzymuję się 100 km za Genuą na nocleg. Następnego dnia ruszam o poranku i w nocy docieram do Polski. 

Wyprawa zakończona.

15 825
przejechanych kilometrów
50
dni w podróży