Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – wstęp

Przed wyjazdem

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – wstęp

Gdy przyszły jesienne pluchy i perspektywa nieprzyjemnej zimy, odezwała się u mnie chęć ponownego wyjazdu do Afryki.

Styczeń jest idealnym miesiącem na ten kierunek. Podczas dnia z reguły jest ciepło, wieczory bywają chłodne, ale jadąc na południe każdego wieczora jest cieplej.

W zeszłym roku była Algieria z przygodami; teraz nie chciałem żadnych niespodzianek stąd wybrałem oklepany kierunek Afryka Zachodnia. Oczywiście jest on oklepany i łatwy do momentu Mauretanii, a później to jest tylko wielka niewiadoma. Lubię wyzwania więc jako cel podróży obrałem Mali, Burkinę Faso, Benin i Togo.

Organizacyjnie było w miarę łatwo; pojazdy nie wymagały żadnych CPD, wjazdy były bezwizowe lub wizy otrzymywało się na granicy. Wizę Burkina Faso, Beninu i Togo załatwiłem w Konsulacie Beninu w Barcelonie. Mailowo, sprawnie i szybko z dostawą kurierską wiz do wklejenia w paszport. W pięciu krajach tego regionu, czyli Burkina Faso, Benin, Togo, Niger i Wybrzeże Kości Słoniowej funkcjonuje coś takiego jak wspólna wiza o nazwie VTE „ Visa Turistique Entenete”, jest ona wielokrotna i ważna 3 miesiące. Z przekazanych z konsulatu informacji wynika, że Niger i WKS już jej nie uznają, ale te państwa nadal są na niej umieszczane. Dla mnie akurat nie miało to znaczenia, bo tych dwóch państw nie miałem zamiaru teraz odwiedzać.

Mając ogarnięte wizy i sprawy samochodowe zakupiłem tylko bilety promowe z Genui do Tangeru i liczyłem tylko, że nie będzie nieprzewidzianych wypadków anulowania połączeń jak w zeszłym roku do Tunisu.

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 1, 2 i 3

3-5 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 1, 2 i 3

9.00 – 9.00, Genua (Włochy)

Do Genui jeździłem już wiele razy i najczęściej w okresie zimowym. Najkrótsza trasa prowadzi przez Szwajcarię, trochę dłuższa tylko przez Austrię z ominięciem Szwajcarii.

W każdym jednak przypadku muszę się przebić przez Alpy, co zimą może nastręczać problemy.

W zeszłym roku miałem problemy z dotarciem na czas do Genui, była duża nerwówka. Chcąc tego uniknąć podjąłem decyzję o wyjechaniu z Polski dużo wcześniej.

Prom wyruszał z Genui 4 stycznia o godzinie 13.00, my wyruszyliśmy 3 stycznia o 9.00. Startując rano mieliśmy duże szanse, że większość dystansu pokonamy do późnych godzin nocnych, a pozostałą część zostawimy sobie na poranek następnego dnia lub ewentualnie zrobimy całą trasę na raz.

Pojazdy terenowe nie są stworzone do jazdy po autostradach, nie rozwijają dużych prędkości, ani również w przypadku awaryjnych sytuacji nie zatrzymują się w miejscu. Wszystkie te kwestie należy uwzględnić w dłuższych trasach przez Europę.

Do północy udało się nam pokonać całe Niemcy i Austrię. Szwajcaria przywitała nas warunkami zimowymi, a w miarę zbliżania się do granicy włoskiej padało coraz obficiej. Przy takich dużych opadach śniegu drogi były zasypane i jeżdżące pługi nie nadążały ich oczyszczać. Na szczęście trudne warunki były tylko w okolicy przełęczy Św. Gotarda, przez około 100 km. Po przekroczeniu przełęczy śnieg szybko znikał; widać było wpływ ciepłego powietrza znad Morza Śródziemnego.

Rano byliśmy już w Mediolanie i nie było sensu zatrzymywać się na dłuższy odpoczynek. W Genui zameldowaliśmy się o 9.00. Przejechanie 1 500 km z dłuższymi i krótszymi odpoczynkami zabrało nam 24 godziny, co dało średnią przejazdu około 60 km/h.

Do wypłynięcia mieliśmy jeszcze 4 godziny, był czas na odpoczynek i spakowanie ekwipunku na prom.

Czekają nas dwa dni żeglugi do Tangeru w Maroku.

Nocleg na promie.

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 4

6 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 4

16.00 – 1.00, El Jadida (Maroko)

Po zjechaniu z promu stajemy w długiej kolejce do kontroli paszportowo-celnej. W Maroku z reguły idzie wszystko sprawnie i szybko. Oczywiście przy takiej ilości pojazdów i tak swoje trzeba odczekać. Gdy przychodzi nasza kolej wnikliwy „polityczny pogranicznik” przygląda się moim flagom odwiedzonych państw naklejonym na samochodach. Mimo, że Sahara Zachodnia jest zaklejona to żołnierz nie zważając na mój sprzeciw odkleja naklejki. Oczywiście jasne jest, że dla Maroka coś takiego jak Sahara Zachodnia nie istnieje; dla nich są to terroryści. Robi się trochę nieprzyjemnie, przychodzi jakiś oficer wyższej szarzy i bardzo grzecznie tłumaczy mi całą sprawę. Mówi, że jesteśmy mile widziani w Maroku, ale nie ma czegoś takiego jak Sahara Zachodnia, tylko Sahara Marokańska, nie jest to państwo, tam są terroryści itd. Musimy tylko to usunąć i możemy jechać. Przygląda się nam wielu Europejczyków i miejscowych. Niestety muszę wyciąć napisy Sahara Zachodnia i możemy ruszać. Gdy jadę wzdłuż stających samochodów wiele osób bije nam brawo. Może dołożyłem swoją małą cegiełkę do walki o niepodległość i wolność Sahrawi.

Dzisiaj musimy dotrzeć do Rabatu i tam rozważyć, czy załatwiamy wizy mauretańskie w ambasadzie w stolicy, czy rezygnujemy i będziemy je kupowali na granicy.

Dawniej gdy nie było możliwości organizacji wizy na granicy podjeżdżałem zawsze pod Ambasadę Mauretanii, tam nocowałem i rano ustawialiśmy się w kolejce po wizę, którą się otrzymywało po południu lub na następny dzień.

My jednak dotarliśmy w sobotę i nie mieliśmy pewności, czy ambasada będzie w niedzielę otwarta. Co prawda to są kraje muzułmańskie, ale obawa zawsze była.

Podjęliśmy decyzję, że jedziemy dalej i gdzieś szukamy kempingu. W styczniu znalezienie otwartego kempingu stanowi duży problem; w Rabacie i Casablance nic nie było, ale jak sięgałem pamięcią zawsze był otwarty kemping w El Jadida. Parkują tam kampery z Europy zdążające na Saharę Zachodnią.

Do El Jadidy dotarliśmy po północy, przy ogromnej ulewie i porywistym wietrze. Afryka przywitała nas prawdziwą zimą i chłodem.

Nocleg na kempingu El Jadida (32 MAD).

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 5, 6, 7 i 8

7-10 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 5, 6, 7 i 8

Maroko i Sahara Zachodnia

Przez kilka dni jedziemy na południe. Nie skupiamy się na zwiedzaniu Maroka, bo nie jest to nasz cel. Tutaj zawsze można przyjechać lub przylecieć za niewielkie pieniądze i pozwiedzać ten piękny kraj.

Tempo mamy niezbyt szybkie, ponieważ w jednym samochodzie w zbiorniku paliwa znajdują się jakieś zanieczyszczenia i auto ma problemy z zasysaniem oleju napędowego. Mimo kilku prób przepłukania zbiornika problem ciągle powracał i w końcu uznałem, że pojedziemy tylko na jednym zbiorniku. Piszę na jednym ponieważ auto jest wyposażone w dwa zbiorniki, które można przełączać między sobą. Niestety defekt ten powoduje, że musimy tankować częściej i brać pod uwagę ilość przejechanych kilometrów, aby nie zabrakło paliwa gdzieś pośrodku niczego.

Każdy z dni upływa w podobny sposób; jedziemy, oglądamy Maroko i Saharę Zachodnią zza okiem samochodów, zjadamy pyszne marokańskie posiłki i zapijamy dobrą kawą. Po zachodzie słońca robi się zdecydowanie zimno i wietrzne więc na razie nikt nie ma ochoty na wieczorną integrację. Każdy wskakuje do namiotu i ciepłego śpiwora. 

10 stycznia docieramy do osady Bir Gandouz, 90 km. przed Mauretanią. Kiedyś znajdowała się tutaj ostatnia stacja benzynowa dostępna na Saharze Zachodniej, a po stronie mauretańskiej też zbyt szybko stacji nie było. Obecnie są jeszcze trzy stacje na samej granicy, ale cena paliwa już nie zachwyca. Mimo, że paliwo na Saharze Zachodniej jest dotowane i tańsze niż w Maroku to ceny poszły w górę i różnica między ceną w Mauretanii nie jest obecnie duża.

Noclegi na trasie.

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 9

11 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 9

8.00 – 18.00, za Bou Lanouar (Mauretania)

Jesteśmy na granicy, tankujemy pod korek i ustawiamy się w niewielkiej kolejce. Mimo, że przed nami nie ma zbyt wielu samochodów wiem, że wyjechanie z Maroka zajmie nam trochę czasu. Procedura jest mi znana, odwiedzamy kilka okienek, stemplujemy paszporty i dokumenty celne pojazdów. Najwięcej czasu zajmuje oczekiwanie na rentgen pojazdów, który jest obowiązkowy w Maroku dla wyjeżdżających i wjeżdżających samochodów. Rentgen jest tylko na południowej granicy z Mauretanią, na innych przejściach samochodów nie skanują. Po rentgenie jeszcze tylko ostatnie wpisanie do grubej księgi prowadzonej przez żandarmerię i wyjeżdżamy z Maroka.

Wjeżdżamy w osławioną strefę „ziemi niczyjej” między Marokiem i Mauretanią. Z inicjatywy Maroka został położony asfalt do połowy strefy, dalej jest bez zmian, czyli przetarty przejazd między wrakami samochodów, wielkie dziury i doły. Wielu podróżników opowiada o tym odcinku, który w niektórych miejscach jest nadal zaminowany i zdarzył się nawet jeden przypadek eksplozji miny po najechaniu na nią pojazdu. Opisywane jest to z wielkimi emocjami i uniesieniem, a prawda jest taka, że jest to zwykłe 5 kilometrów, które przejeżdża się tak samo jak wiele innych odcinków w Maroku i Mauretanii tylko nie wolno zjeżdżać z utartego szlaku. Emocje wzbudza nie świadomość tych min, a grupa naganiaczy, która za wszelką cenę próbuje sprzedać swoje usługi przy organizacji wiz i spraw celnych pojazdów na posterunku mauretańskim.

Ja zdecydowałem, że szybko tą grupę omijam i ewentualnie rozważę pomoc „fiksera” już na samym posterunku.

Wjeżdżamy na posterunek graniczny i od razu podchodzi do nas człowiek, który oferuje swoje usługi. Pomoże załatwić wizy, odprawę celną, ubezpieczenia i zakup waluty. W każdym przypadku wybór takiego człowieka to kwestia wiedzy, czy samemu można te sprawy załatwić i jak szybko się to zrobi. Drugą kwestią jest negocjacja ceny z „pomagierem” za wszystkie te czynności.

My jesteśmy większą grupą, mamy dwa samochody więc po krótkiej rozmowie ustalamy ostateczną cenę za całą usługę i ustawiamy się tylko w kolejce po wizy wjazdowe; resztę już ogarnia „pomagier”

Kupujemy jednorazowe wizy; niestety tylko takie funkcjonują, co oznacza, że wracając z Mali będziemy musieli ponownie wydać kasę.

Po wklejeniu wiz przejeżdżamy samochodami pod posterunek celny, gdzie otrzymujemy od „pomagiera” już wszystkie gotowe dokumenty. Mauretania stoi przed nami otworem, możemy jechać dalej.

Tempo załatwienia było szybkie więc wymieniamy euro na ougija, zjadamy jeszcze na granicy dobrą mauretańską doradę i ruszamy dalej.

Wyjechanie z Maroka trwało godzinę, wjazd do Mauretanii drugą godzinę; po posiłku i zakupach walutowych mamy południe. Dzisiaj jest czwartek i gdybyśmy pojechali do Noakchott po wizę malijską trafilibyśmy jutro na wolny piątek. Szkoda całego dnia więc podejmuję decyzję, że skręcamy na trasę pustynną wzdłuż linii kolejowej Nouadhibou-Zouerat i teraz pokonujemy odcinek, który planowałem zrobić w drodze powrotnej.

Po kilkunastu kilometrach w miejscowości Bou Lanouar skręcamy w niewidoczny trakt pustynny w lewo i zaczyna się prawdziwa przygoda z Saharą. Przed nami 360 km. pięknej pustyni, kilku osad i pustki, po którą się tutaj przyjeżdża.

Od razu po wjechaniu zaczynają się problemy z grzęźnięciem w piasku, dłuższymi przerwami na fotografie i to wszystko powoduje, że do zachodu słońca pokonujmy tylko 40 km. Zatrzymujemy się w osadzie pasterzy.

Nocleg w obozowisku pasterzy.

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 10

12 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 10

8.00 – 19.00, Ben Amira (Mauretania)

Drugi dzień naszej eskapady pustynnej. Cały odcinek wzdłuż linii kolejowej do Choum ma około 400 km. i najrozsądniej zrobić to w dwa dni. Po drodze jest kilka atrakcji takich jak opuszczone wioski mauretańskie, kilkakrotnie mijany pociąg z rudą żelaza z Zouerat i najważniejszy monolit skalny Ben Amira. Ben Amira lub Ben Amera jest trzecim największym monolitem skalnym po dwóch australijskich: Uluru i Mount Augustus. Oczywiście oprócz tych atrakcji mamy jeszcze najważniejszą dla podróżnika i kierowcy samochodu terenowego, a mianowicie wspaniałe morze piasku, którego pokonywanie jest samą w sobie przyjemnością i frajdą.

Przyjemność pokonywania pustyni wiąże się również czasami z zakopaniem pojazdu i ugrzęźnięciem w piasku. W większości przypadków udaje nam się szybko wybrnąć z kłopotów; kolektywna praca przy podkładaniu najazdów i wykopywaniu samochodu daje efekty. Jednak przez wiele długich odcinków trasa jest na tyle trudna i piaszczysta, że gdy samochody już się toczą nie ma możliwości odpuszczenia gazu i zatrzymania. Podczas jednego takiego odcinka niestety mocno się zakopałem. Na kilka godzin utknęliśmy na środku Sahary i rozpoczęliśmy nierówną walkę z piaskiem.

Po kilku godzinach się udało, ale to opóźnienie spowodowało, że już za dnia nie udało nam się dotrzeć do Ben Amiry. Gdy dojechaliśmy do posterunku żandarmerii przed monolitem, żołnierze nie pozwolili nam dalej jechać. I tak już robiło się ciemno więc rozbiliśmy biwak.

Nocleg na pustyni.

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 11

13 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 11

8.30 – 19.00, Atar (Mauretania)

Jesteśmy kilkadziesiąt kilometrów przed Ben Amirą. Ruszamy rano z zamiarem dłuższej sesji fotograficznej pod monolitem połączonej ze śniadaniem.

Jestem w tym miejscu drugi raz, ale niezmiennie Ben Amira robi ogromne wrażenie. Wielki monolit kamienny wyrastający z płaskiej pustyni wygląda niesamowicie. Spędzamy tutaj trochę czasu upajając się widokami i atmosferą niezwykłości i tajemniczości jaką roztacza ta góra.

Następnie ruszamy dalej wzdłuż linii kolejowej do miejscowości Choum. Trasa jest zasypana i trudna do przebycia. Gdy docieramy do Choum okazuje się, że od mojego poprzedniego pobytu dużo się zmieniło. Powstał nowy asfalt, który prowadzi do Choum. 120 km. pokonuje się obecnie w komfortowych warunkach po nowiutkim asfalcie.

Skończyliśmy nasz pierwszy off-road’owy odcinek na tej wyprawie; po zjechaniu z piasku pompujemy koła i jedziemy do Atar na znajomy kemping.

W Atarze lokujemy się na kempingu Bab Sahara; przyjemnym miejscu prowadzonym przez Holendra. Można tutaj zawsze spotkać podróżników z różnych stron świata, podzielić się i otrzymać najświeższe informacje dotyczące Mauretanii i państw ościennych, kwestii bezpieczeństwa oraz przede wszystkim dobrze wypocząć przed następnym etapem podróży.

Nocleg na kempingu (2 500 MRO).

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 12

14 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 12

9.00 – 19.00, Atar (Mauretania)

Dzisiaj wyruszamy na objazd okolicznych atrakcji. Przed nami kilkaset kilometrów szutrów i trudnych odcinków piaszczystych. Mamy zamiar dojechać do Chinguetti, Ouadane i Guelb er Rachat bardziej znanego jako „Oko Afryki” lub „Oko Sahary”.

Startujemy rano w kierunku „Oka Afryki”. Po drodze mijamy piękną Przełęcz d’Amogjar, za która kończy się asfalt i wjeżdżamy w szutry. Droga nie jest trudna, ale w warunkach „tarki” odkręcają się wszystkie śrubki w samochodach. Chinguetti zostawiamy na drogę powrotną i jedziemy do Ouadane. Ouadane i Chinguetti wraz z dwoma miejscowościami na południu Mauretanii wpisane są na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Zdecydowanie ciekawsze jest Chinguetti; od swojego powstania w VIII wieku było ważnym ośrodkiem kulturowym i handlowym na trasie karawan przemierzających Saharę. Ouadane natomiast powstało w XII wieku, ale przetrwało tylko dwa wieki i później podupadło; ten upadek jest widoczny do dzisiaj. Ouadane jest ostatnią osadą w tej części Sahary, dalej na wschód jest tylko niezamieszkała część pustyni rozciągająca się do granicy z Mali. Mimo, że to ostatnia większa osada jest ona opuszczona i nie widać tutaj zbyt wielu oznak życia.

Odmeldowaliśmy się na ostatnim posterunku żandarmerii i wjechaliśmy w trudny odcinek pustynny do „Oka Afryki”. Teoretycznie mamy 20 km., ale droga jest niewidoczna i jedziemy tylko na azymut klucząc między wydmami. Walczymy tak przez godzinę i w końcu próbując po raz kolejny wyjechać z labiryntu wydm zakopujemy się na dobre.

Odkopywanie i powolne przesuwanie się do przodu trwa przez następne dwie godziny. W końcu uwalniamy się z kopnego piasku i wjeżdżamy na powierzchnię twardszą. Nawierzchnia nie różni się zasadniczo od poprzedniej, ale podstawową kwestią na piasku jest zachowanie odpowiedniej prędkości i obrotów silnika. Gdy wszystko jest na właściwym poziomie samochód jest w stanie przejechać po trudnych odcinkach; gdy tylko lekko odpuścimy gaz natychmiast możemy się zakopać. My cały czas kluczyliśmy między wydmami szukając przejazdu i nie mając pewności co nas czeka za następną wydmą. Na pewno nie było to bezpieczne więc podjąłem decyzję o powrocie.

„Oko Afryki” nas pokonało, ale bezpieczeństwo jest najważniejsze. Wracamy tą samą drogą i przed zachodem słońca udaje się na obejrzeć wspomniane Chinguetti.

Po następnych 80 km. jesteśmy z powrotem w Atarze na naszym kempingu. Dzień zaliczamy do udanych, wrażenia były niesamowite.

Nocleg na kempingu (2 500 MRO).

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 13

15 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 13

10.00 – 17.00, Noakchott (Mauretania)

Jutro jest wtorek i musimy pojawić się w Ambasadzie Mali w Noakchott. Wyruszamy bez pośpiechu, bo trasę znam i jest ona całkowicie pusta. Mamy do pokonania prawie 500 km. płaskiej i gorącej pustyni. Do Noakchott docieramy o 15.00, zjadamy dobry posiłek w jednej z restauracji. Korzystamy tam z szybkiego wi-fi i dodatkowo właściciel pokazuje nam drogę do Ambasady Mali. Jutro już bez zbędnego poszukiwania podjedziemy rano i załatwimy wizy.

Podczas poprzednich wizyt w Noakchott spałem zawsze w Oberży Menata; całkiem dobre miejsce w centrum miasta. Tym razem skorzystaliśmy z polecenia właściciela Bab Sahary w Atarze i pojechaliśmy na nowy kemping nad Atlantykiem. Kemping Terijt znajduje się za portem i targiem rybnym, aktualnie jest to ostatni obiekt na tej ulicy. Piszę aktualnie, gdyż Noakchott rozwija się w szybkim tempie i za jakiś czas lokalizacja ta nie będzie już na końcu ulicy.

Kemping oferował dobre warunki, niestety nie mogliśmy się połączyć z wi-fi. Niewątpliwie dla turysty jest to problem.

Nocleg na kempingu (2 500 MRO).

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 14

16 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 14

8.30 – 20.00, przed Sangrafa (Mauretania)

Po śniadaniu ruszamy do Ambasady Mali. Pracę zaczynają tutaj nieśpiesznie, od godziny 10.00. Przed ambasadą pojawiamy się jeszcze przed pracownikami i jesteśmy dzisiaj jedynymi turystami aplikującymi o wizy. Atmosfera w placówce jest bardzo miła, pani konsul obsługuje nas sprawnie i szybko. W utrzymaniu miłej atmosfery pomaga zapewne unoszący się zapach marihuany. Po godzinie odbieramy paszporty z wizami; w naszym przypadku wersja 3 miesięczna z dwukrotnym wjazdem, koszt 6500 CFA.

Po formalnościach jedziemy jeszcze do portu rybackiego gdzie przez dwie godziny chłoniemy miejscowy koloryt. Port jest niesamowitym miejscem i oprócz możliwości zakupu świeżych owoców morza jest ogromną dawką doznań kulturowych i węchowo-wzrokowych. Idealne miejsce dla fotografa i filmowca.

Na wylocie z miasta odwiedzamy również targ zwierzęcy. Wielbłądy, bydło, osły, muły, wszechobecny pył, handlowanie, kupiectwo i prawdziwe targowanie się Maurów robią ogromne wrażenie. Jestem tutaj drugi raz i nieodmiennie fascynuje mnie to miejsce.

Z Noakchott wyjeżdżamy na południowy-wschód tzw. „drogą nadziei”. Prowadzi ona przez pustynne i urokliwe miejsca. Zgodnie z zasadą panującą w Mauretanii nocleg lepiej zorganizować przy posterunku żandarmerii. Gdy byłem tutaj w 2011 roku próbowaliśmy się zatrzymywać w innych miejscach, ale zawsze żołnierze bądź żandarmeria wyjeżdżali po nas i zabierali nas na swój posterunek. Uzasadniali to naszym bezpieczeństwem. Nie chciałem sprawdzać czy nadal obowiązuje ta zasada więc od razu wolałem zatrzymać się na posterunku. Wybór takiego miejsca niczym nie różnił się od innych, ponieważ posterunki są usytuowane z dala od miejscowości, a my również możemy rozbić biwak zdecydowanie poza obrębem posterunku. W każdym przypadku zawsze znajdujemy się na pustyni, co nam bardzo odpowiada.

W Aleg minęliśmy posterunek na rozjeździe do granicy senegalskiej i przez następne ponad 100 km. nie było żadnych posterunków. Było już ciemno, gdy przed Sangrafą zatrzymaliśmy się na posterunku, na którym rozbiliśmy biwak.

Noclegi na pustyni.

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 15

17 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 15

8.00 – 19.00, Bafarara (Mali)

Za Sangrafą wkraczam w nieznane mi rejony. Podczas pierwszej wizyty w Mauretanii odwiedziłem pobliską Moudjerię ze stanowiskiem krokodyla, ale dalej się nie zapuszczaliśmy, bo awaria samochodu kumpla uniemożliwiła nam wizytę w Mali.

Tym razem nadrabiam zaległości i mam nadzieję, że uda się nam obejrzeć ten kraj. W Kiffie skręcam na południe w kierunku Kankossa. Niedawno został tutaj położony asfalt więc podróż jest komfortowa. Jedynym minusem jest wysoka temperatura, chociaż w okresie zimowym i tak nie ma co na nią narzekać. Na ostatnim posterunku przed Kankossą dostajemy obstawę żandarma w prywatnym samochodzie, który ma nas dowieźć do posterunku celnego. Celnik sprawy załatwia w ekspresowym tempie i możemy jechać dalej. Z Kankossy wyprowadza nas szef żandarmerii; wywozi nas na opłotki miejscowości i wskazuje ręką drogę na azymut. W tamtym kierunku jest wioska Hamoud z ostatnim postem pograniczników , którzy ostemplują nam paszporty i wypuszczą do Mali. Przed nami 50 km. off-road’u bez jakichkolwiek oznaczeń i bez widocznych śladów samochodów lub jeśli już są to rozchodzą się we wszystkich kierunkach. Cały czas jedziemy na azymut pomagając sobie nawigacją, dzięki której widzimy nasz punkt docelowy.

Po prawie dwóch godzinach docieramy do Hamoud; zajeżdżamy do pograniczników i zaczynamy procedurę wyjazdową. Zawsze przebiega to płynnie, bo polega na ostemplowaniu paszportów i droga wolna. Niestety przy wyjeździe do Mali należy wypełnić dokument w języku francuskim o świadomości wjazdu do kraju niebezpiecznego, który nie jest kontrolowany przez państwowe służby. Oczywiście rozumiemy powagę sytuacji, ale cała sytuacja jest dziwna. Proszę pogranicznika o segregator z tymi oświadczeniami i widzę, że w ostatnich 2 miesiącach wyjechało tędy kilkunastu Europejczyków. Chcieli nas trochę wystraszyć, ale chyba się nie udało; piszemy oświadczenia, podpisujemy i po sprawie.

Sytuacja się powtarza, drogę też mamy wskazaną na azymut, Mali jest kilka kilometrów przed nami. Mamy dojechać do pierwszej większej miejscowości i tam się zameldować. Otoczenie natychmiast się zmienia, prostokątne domki zamieniają się w okrągłe chatki kryte strzechą, widać, że to inny kraj.

Spoglądając w nawigację widzę, że kilkukrotnie przekroczyłem granicę mauretańsko-malijską; kluczę między różnymi osadami, przekraczam suche koryta okresowych rzek (latem w czasie pory deszczowej przejechanie tędy może być niemożliwe). Trasa jest rewelacyjna, daje się odczuć prawdziwą dziką Afrykę. Kluczę tak przez około 60 km. i w końcu docieram do Bafafory. Tutaj znajduje się posterunek celny, w którym się zatrzymujemy.

Zrobiło się już ciemno, musimy się zatrzymać, bo jazda po zmroku w tych warunkach nie jest możliwa. Rozbijamy biwak przy celnikach i jesteśmy zaproszeni na posiłek, który przygotowali dla nas.

Tak oto wita nas ten najbardziej niebezpieczny kraj świata.    

Nocleg w na posterunku celnym.

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 16

18 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 16

11.00 – 19.00, przeprawa na Bakoyu (Mali)

Rano rozpoczynamy procedurę odprawy celnej. W placówce znajduje się dwóch celników; wyższą i niższą rangą. Od razu daje się zauważyć, że zbyt dużo pracy nie mają i odprawy celne zdarzają się sporadycznie, z reguły jak pojawiają się tacy zwariowani turyści jak my. Szef zajmuje się papierami, a młodszy gotowaniem i parzeniem słodkiej i mocnej mięty, którą cały czas mnie częstują.

Szef sprawnie przygotowuje dokumenty na jedną z Toyot, wpłacam odpowiednią kwotę w EUR i sprawy są załatwione. Nie było najmniejszej próby wyłudzenia łapówki, czy sugestii w tym kierunku; zapłaciłem obowiązującą stawkę. Gdy przeszliśmy do odprawy drugiej Toyoty pojawił się problem, gdyż zgodnie z obowiązującym prawem jako właściciel nie mogę wprowadzić do Mali więcej niż jednego pojazdu. Utknęliśmy w martwym punkcie i rozpoczęliśmy rozmowę o życiu w Europie i Mali, o zwyczajach i popijaliśmy pyszną herbatkę. Wyjaśniałem celnikowi, że jedziemy do Burkina Faso, a potem dalej i nie możemy się już cofnąć do Mauretanii. Teoretycznie użytkownik drugiej Toyoty powinien posiadać notarialne potwierdzenie użytkowania mojego pojazdu. Jednak tego nie mamy, bo tutaj jest Afryka i nikt nie robi problemów w kwestiach dokumentów. Chodzi mi po głowie jakaś łapówka, ale mocno się waham, bo celnik sprawia wrażenie uczciwego człowieka. W toku rozmów ustalamy, że napiszę w języku polskim potwierdzenie użytkowania, a celnik dołączy to do dokumentów. Po chwili wszystko jest gotowe, płacę ponownie taką samą kwotę jak za pierwszą Toyotę i możemy legalnie poruszać się po terytorium Mali.

Na razie to jest połowa drogi, gdyż jeszcze musimy podstemplować paszporty w wiosce Aourou, która znajduje się następne 60 km. dalej na południe. Podobnie jak wczoraj droga nie istnieje i walczymy w warunkach pustynno-sahelowych pokonując koryta wyschniętych rzek i wioski, w których mieszkańcy wskazują nam właściwy kierunek.

Po następnych 2 godzinach jesteśmy w Aourou, które niczym nie różni się od mijanych wiosek; jest tak samo biedne i egzotyczne, ale istnieje jako kropka na mapie. Pogranicznicy mają problemy z pisaniem i czytaniem więc opisanie całej naszej grupy i podstemplowanie paszportów zabiera następną godzinę.

Po tych dwóch procedurach możemy powiedzieć, że jesteśmy w Mali. Co prawda już od 100 km. na jego terytorium, ale dopiero teraz formalnie.

Odpalamy Toyoty i jedziemy do pierwszego większego miasta Kayes. Oczywiście dojechanie do niego zabrało następne ponad dwie godziny, gdyż podobnie jak do tej pory przedzieraliśmy się off-road’owo przez półpustynię.

Kayes położone nad rzeką Senegal jest całkiem przyjemnym miejscem. Dokonaliśmy tutaj wymian walutowych, można było skorzystać z bankomatów i zjeść dobry posiłek. Miejscowy targ też był bardzo ciekawy.

Naszym celem jest wioska Manantali nad rzeką Bafing, gdzie znajduje się kemping prowadzony przez Holendra. Gdy wyjeżdżamy z Kayes zapada już zmrok; na tej szerokości geograficznej noc przychodzi szybko i po kilku minutach jest całkowicie ciemno. W tym jednym z najbiedniejszych krajów świata nie ma latarni przy drogach i żadnych świateł w okolicznych glinianych domkach więc oprócz asfaltu, którego się trzymamy nie mamy żadnych punktów orientacyjnych.

Do Manantali mamy 230 km. i jadąc ostrożnie mamy szansę tam dotrzeć po 4-5 godzinach. O godzinie 19.00 docieramy nagle do końca drogi i cały nasz plan bierze w łeb.

Dojechaliśmy do przeprawy promowej na rzece Bakoy, droga nagle się skończyła, nie ma mostu i nie ma promu. Wśród czarnej nocy próbujemy znaleźć jakieś informacje i dogadać się z miejscowymi. Po dokładnym przyjrzeniu się nawigacji widać, że jesteśmy na prawym brzegu Bakoy, który razem z Bafingiem tworzy właśnie Senegal. Prom kursuje do 18.00 więc rozkładamy biwak na nabrzeżu i czekamy na pierwszą przeprawę o 6.00 rano. Gdy już na dobre balujemy prom się pojawia i o 21.00 wykonuje ponadplanowy kurs; mocno to nas zaskakuje i nie dajemy rady się załadować. Trochę szkoda, ale popłyniemy już jutro.

Nocleg na trasie.

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 17

19 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 17

6.00 – 11.00, Manantali (Mali)

Stoimy na samym nabrzeżu i rano po błyskawicznej pobudce i zwinięciu biwaku pierwsi wjeżdżamy na prom. Rzekę przekraczają z nami jeszcze dodatkowo 2 samochody więc tłoku nie ma. Ku mojemu zdziwieniu prom przepływa na drugą stronę Bafingu, a nie Bakoya. Może to dziwnie zabrzmi, iż nie przepłynęliśmy na drugą stronę rzeki, ale Bakoy razem z Bafingiem tworzą w tym miejscu rzekę Senegal i prom krąży między tymi trzema rzekami. Okazuje się jednak, że najczęściej pływa do Bafoulabe, które jest nad Bafingiem, ale po stronie, która nam nie odpowiada. Przeprawa jest bardzo szybka, po kilkunastu minutach zjeżdżamy z promu i gdyby nie spojrzenie na nawigację uważałbym, że wszystko jest ok. Szybko orientuję się, że teraz musimy dostać się na drugi brzeg Bafinga, a prom tam nie kursuje. Ratuje nas kierowca samochodu, który z nami płynął; każe za sobą jechać i po kilku kilometrach doprowadza nas do Mahiny. Mahina, wioska z kolejowym mostem, który przekraczamy o świcie. Przejazd po torach kolejowych ze świadomością, że coś może pojechać z naprzeciwka jest niewątpliwie ekscytujące. Wszystko kończy się dobrze i po wjechaniu na asfalt mamy przed sobą 90 km. pięknych krajobrazów i malowniczych wiosek. Wszystko to okraszone wschodem słońca.

Przed południem docieramy na Cool Camp w Manantali. Właściciel, Caspar z Holandii po objechaniu dużej części świata właśnie w Manantali znalazł zakątek, w którym osiadł. Stworzył tutaj wspaniałe miejsce do wypoczynku, całkowicie bezpieczne z kempingowymi udogodnieniami, których nie znajdzie się w okolicy.

Postanowiliśmy zostać w tym przyjemnym miejscu przez dwa dni. Po ostatnich trudach wypoczynek zdecydowanie się nam należał.

Nocleg na kempingu (2 000 XOF).

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 18

20 styczeń 2018

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 18

Pobyt w Manantali

Nasz pobyt w Manantali udało się zgrać z dodatkową atrakcją. Caspar jest wielkim społecznikiem i osobą, która pomaga okolicznym mieszkańcom w wielu dziedzinach życia. Założył fundację, która zajmuje się naprawą pomp wodnych znajdujących się w odosobnionych wioskach rozrzuconych na zalewie Manantali. Właśnie dzisiaj wybiera się do jednej z wiosek i otrzymaliśmy zaproszenie na wspólny wyjazd.

Wyruszamy rano; Caspar zabiera nas do swojej toyoty, wrzucamy nowe pompy do wody, sporo narzędzi i jedziemy na nabrzeże. Płyniemy łódką, a w zasadzie dziurawą łajbą. Płyniemy 3 godziny, które urozmaicone są rozmowami, fotografowaniem, filmowaniem i ciągłym wylewaniem wody z łódki.

We wiosce spotkanie ma charakter rytuału, gdzie wita nas starszyzna , są przemowy,  podziękowania i wręczanie podarków dla Caspara. Każdy rozchodzi się do swoich prac; ekipa remontowa naprawia i wymienia pompy, my mamy wolną rękę i zgodę na fotografowanie i nagrywanie życia osady.

Po kilku godzinach naprawy są wykonane i wszyscy jesteśmy zaproszeni na dziękczynną ucztę przygotowaną przez miejscowe kobiety. Dodatkowo wszystko jest okraszone musującym palmowym winem, które do złudzenia przypomina w smaku tanie wino musujące kupowane na Sylwestra. Następne 3 godziny zabiera nam powrót i popołudniem docieramy z powrotem na kemping.

Dzięki Casparowi doświadczamy niesamowitej przygody i możliwości wniknięcia głębiej w codzienne życie Malijczyków. Mieliśmy szczęście pojawić się w stosownym czasie w Manantali i być zaproszonym na przygodę.

Wieczorem dopełnieniem szczęścia jest rewelacyjna kolacja w knajpie u „Mammy”. W centrum Manantali jest kilka knajpek, ale w jednej Caspar nauczył właścicielkę przygotowywać oryginalne belgijskie frytki, które w połączeniu z jej daniami mięsnymi i rybnymi są wybitnymi osiągnięciami kulinarnymi.

Po kolacji pozostało się tylko wykąpać w Bafingu; Caspar nigdy nie widział w tym miejscu krokodyli, a hipopotamy pojawiają się rzadko więc było raczej bezpiecznie.

Nocleg na kempingu (2 000 XOF).

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 19

21 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 19

10.30 – 19.00, Bamako (Mali)

Dzisiaj przed nami następna wielka przygoda. Mamy zamiar dotrzeć do stolicy Mali – Bamako. Bamako jest największym miastem w Mali i mimo, że nie posiada zbyt wielu zabytków jest atrakcją samą w sobie. Ogromny Niger, Wielki Meczet, prawdziwe afrykańskie targowiska i miasto, które nigdy nie zasypia i ciągle się bawi. Na pewno czegoś z tego doświadczymy.

Pierwsze 100 km. drogi od Manantali nadal utwierdza mnie, że jesteśmy w biednej Afryce; do Kity jedziemy po szutrach. Później zaczyna się asfalt i pojawiają się nawet opłaty drogowe, które czasem muszę zapłacić, a czasem kończy się to uśmiechem i przyjaznym machnięciem. Generalnie gdy pojawia się asfalt to jest on w bardzo dobrym stanie, opłaty drogowe są kwotami całkowicie akceptowalnymi, natomiast największą udręką są spowalniacze na granicach wiosek, które skutecznie zmniejszają nam średnią podróży. W Mali od granicy mauretańskiej do Bamako w każdej wiosce znajdują się „leżący policjanci”, od Bamako do Burkina Faso już jest lepiej, ale piesi na poboczu i tysiące motorków również nie pomagają.

Caspar polecił mi kemping o nazwie „Sleeping Camel” znajdujący się zaraz za Nigrem w dzielnicy ambasad. Kemping prowadzony jest przez Australijczyka i Amerykanina i aktualnie jest chyba najlepszym budżetowym miejscem dla podróżników.

Do Bamako wjeżdżamy pod wieczór i mimo dużego ruchu bardzo sprawnie się poruszamy. W miastach, w których ruch uliczny nie jest sterowany sygnalizacją świetlną z reguły nie ma korków i jest łatwiej się poruszać. Kraje biedne nie posiadają dużo sygnalizacji świetlnej i jeździ się w nich dobrze; my niby tak rozwinięci niestety jesteśmy w tym temacie bardzo zacofani i przez to tkwimy w korkach. W Bamako światła są w rozsądnej ilości i dzięki temu szybko przejeżdżamy przez centrum, przekraczamy Niger i trafiamy do dzielnicy ambasad.

Skręcamy w pierwszą ulicę za rzeką i na skrzyżowaniu wita nas opancerzony pojazd wojskowy z grupą mocno uzbrojonych żołnierzy w kamizelkach kuloodpornych. Mali jest targane konfliktami, walką między Tuaregami i różnymi grupami islamskimi związanymi z ogólnie pojętym terrorem islamskim. Duża północno-wschodnia pustynna część kraju nie jest kontrolowana przez rząd centralny. Wypełniane przez nas oświadczenia w Mauretanii o świadomości wjazdu do kraju, który nie sprawuje kontroli nad swoim terytorium też dają do myślenia. Nie zdziwił mnie zatem widok wojskowych pojazdów i uzbrojonych po zęby żołnierzy. Wjechaliśmy w strefę chronioną bardziej niż inne miejsca. Po kilku minutach jesteśmy pod „Śpiącym Wielbłądem”.

Nocleg na kempingu (3 000 XOF).

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 20

22 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 20

13.30 – 19.00, Koumantou (Mali)

„Sleeping Camel” to bardzo interesujący kemping. Spałem już w wielu dziwnych miejscach, ale to jest wyjątkowe. Nazywam go kempingiem, ale tak naprawdę jest to dawny budynek po jakieś ambasadzie z terenem, na którym można zaparkować, rozbić namiot skorzystać z normalnego prysznica i toalety. Dodatkowo właściciele prowadzą dobrą restaurację gdzie można napić się dobrej kawy. Od wyjazdu z Maroka trudno jest znaleźć miejsce z dobrą kawą więc doceniam taką możliwość.

„Sleeping Camel” graniczy z Ambasadą Niemiec. Ufortyfikowana placówka niemiecka dodawała otuchy, ale również powracało tradycyjne pytanie o bezpieczeństwo. Wjazd na kemping nie był taki prosty. Najpierw wejście przez podwójne metalowe drzwi z ochroniarzami po każdej stronie. Właściciel już o nas wiedział, ponieważ Caspar poinformował, że zmierzamy na kemping. Po ustaleniu ceny za nocleg możemy wjechać na teren kempingu. Nie dysponuje on dużym terenem; w większości jest on wybrukowany więc trudno jest rozbić tradycyjny namiot ze śledziami. W każdym dostępnym miejscu stoją samochody terenowe i motocykle na numerach z całej Europy.

Bamako jest ważnym punktem w drodze przez Afrykę. Spoglądając na mapę można je ominąć i pojechać przez Senegal, a później bardziej na południe przez Gwineę, Sierra Leone i Liberię. Tylko po co to robić. Bamako jest zbyt ciekawe, aby je pominąć. W taki sposób myśli wielu podróżników i po dokładnych przemyśleniach i rozważeniu za i przeciw decydują się na wjazd do Mali. Ja również podjąłem taką decyzję i jej nie żałuję.

Wciskam samochód gdzieś między Toyotę Hiszpana, motocykl Irlandczyka i wielkiego MANA Brytola. Wieczorem siedzimy przy dobrym drinku wśród ekip podróżniczych z różnych stron świata, a dodatkowo co chwilę wchodzą pracownicy okolicznych ambasad na dobrą kolację. Z okolic rozbrzmiewają rytmy z malijską muzyką i gdyby nie brak czasu to wybrałbym się na jakąś okoliczną dyskotekę.

Życie toczy się normalnym trybem i tylko opancerzone drzwi, drut kolczasty i posterunki wojskowe przypominają, że czasem coś się tutaj dzieje.

Po porannej wizycie na targu i spacerze nad Nigrem wyjechaliśmy z Bamako i ruszyliśmy w stronę Burkina Faso. Wyjechaliśmy po południu więc nie mieliśmy szans na większy odcinek. Zrobiliśmy połowę dystansu do granicy BF i przed zmrokiem należało znaleźć miejsce na biwak. W tych rejonach są tylko niewielkie miejscowości, a poza nimi rozciągają się tereny półpustynne z małymi wioskami kryjącymi się gdzieś w głębi zarośli. Wystarczy zjechać w prawo lub lewo i gdy po kilometrze nic nie widać to jest to doskonałe miejsce na nocleg. Tak też zrobiliśmy i w okolicach miejscowości Koumantou zatrzymaliśmy się na noc.

Nocleg na trasie.

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 21

23 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 21

8.30 – 19.00, Bobo-Dioulasso (Burkina Faso)

Przed nami następny nieznany nam kraj – Burkina Faso. Dzisiaj najważniejszy jest przede wszystkim wyjazd z Mali i wjazd do BF. Po trzech godzinach jesteśmy na granicy. Z Mali wyjeżdżamy bez problemów, otrzymujemy pieczątki wyjazdowe, a u celników zostawiam kopię odprawy celnej z wjazdu. Nikt nie żąda żadnych łapówek, cała procedura zabiera około godziny.

Po stronie BF pogranicznicy stemplują nam paszporty w ekspresowym tempie i dodatkowo pojawia się gość, który sprawdza nasze dokumenty szczepień na żółtą febrę. Jedna z osób zapomniała zabrać „żółtą książeczkę” z Polski, ale gość jest zakręcony i raczej nie umie czytać więc spokojnie pokazujemy mu dokumenty innej osoby i wszystko jest ok. Dokument celny na pojazd wypisany też jest szybko i kosztuje tylko 5 000 XOF. Z punktu widzenia uciążliwości procedur granicznych Burkina Faso to bardzo przyjemny kraj.

Z granicy do Bobo-Dioulasso mamy około 130 km. W tym drugim co do wielkości mieście w kraju znajduje się Wielki Meczet z 1893 roku i jest on przykładem tradycyjnego budownictwa glinianego z regionu Sahelu. Nie udało nam się obejrzeć meczetu w Djenne więc liczyłem, iż tutaj uda się zwiedzić ten mniejszy obiekt. Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że teren meczetu jest zamknięty, a sam budynek jest remontowany. Remont, a w zasadzie odbudowę glinianej konstrukcji wykonuje się co 10 lat i właśnie trafiliśmy na ten moment. I tak byliśmy w lepszej sytuacji niż w przypadku Djenne, bo można było meczet obejrzeć z oddali, a w Mali niestety ze względów bezpieczeństwa nawet nie było szansy na dotarcie w okolice Djenne.

Zostaliśmy trochę w Bobo-Dioulasso, zjedliśmy dobry obiad i pospacerowaliśmy na interesującym głównym targu.

Pod wieczór wyjechaliśmy z miasta i rozbiliśmy biwak zjeżdżając kilka kilometrów z drogi w busz.

Nocleg na trasie.

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 22

24 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 22

8.00 – 21.30, Fada-Ngourma (Burkina Faso)

Od dłuższego czasu trochę się wleczemy. Codziennie pokonujemy niezbyt duże dystanse i już jest pewne, że nie dotrzemy do Zatoki Gwinejskiej. Podróżowanie po Afryce nie jest tak oczywiste jak w przewidywalnej Europie. Mamy rewelacyjne autostrady i spowalniają nas tylko korki uliczne i głupie przepisy. W Afryce głupich przepisów nie ma, ale nie ma też autostrad. Setki kilometrów dróg szutrowych lub całkowicie off-road’owych odcinków skutecznie nas spowalniają.

Na dzisiaj założyłem pokonanie większego odcinka, ponieważ na całej trasie mamy asfalt i tylko Ouagadougou po drodze. Stolica Burkina Faso zupełnie nie zachwyciła. Była jedynie dobrym miejscem na zakupy i zjedzenie dobrego regionalnego dania.

Burkina Faso jest krajem gdzie praktykowane jest już voodoo; należy zwracać uwagę przy wykonywaniu fotografii, aby nie narazić się na niepotrzebne kłopoty. Jeden z naszych uczestników robiąc zdjęcia z ukrycia został zauważony i poproszony o wykasowanie ich z aparatu. Warto pamiętać o szacunku dla innych kultur i religii.

Ouagadougou przejeżdża się raczej szybko, nawet w godzinach szczytu. Za stolicą droga też jest pusta, mijamy tylko ciężarówki jadące do Nigru. W Fada-Ngourma zjeżdżamy na trasę do Beninu i wówczas robi się już całkowicie pusto.

Jest już ciemno i jazda w tych warunkach nie jest bezpieczna więc zatrzymujemy się na nocleg gdzieś na trasie na 100 km. przed granicą Beninu. Śpimy już na terenie Rezerwatu de Pama, który jest strefą buforową Parku Narodowego Pendjari, który jest naszym jutrzejszym celem.

Nocleg na trasie.

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 23

25 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 23

8.00 – 19.00, Park Narodowy Pendjari (Benin)

Rano szybka pobudka i jedziemy na granicę. Przekraczamy ją sprawnie, pogranicznicy BF stemplują nam paszporty, celnik zabiera dokumenty na pojazdy i wjeżdżamy do Beninu. Tutaj jeszcze szybciej ponieważ dostajemy tylko stemple w paszport, a sprawy celne nie istnieją. To bardzo dobra wiadomość na przyszłość, gdyż jeżeli Benin nie wymaga i nie wystawia żadnych dokumentów celnych na samochody to można w tym kraju pozostawić pojazdy na dłużej bez opłat celnych lub konsekwencji dłuższego pobytu w kraju i narażenia się dodatkowe koszty. Jedynym problemem byłoby znalezienie bezpiecznego parkingu, ale te kwestie są często poruszane na internetowych forach podróżniczych.

Kilka kilometrów za granicą skręcamy do parku i po następnych kilku kilometrach podjeżdżamy pod główną bramę. Wszyscy jesteśmy podekscytowani gdyż jest to dla nas pierwszy park narodowy w Afryce, w którym można spotkać dzikie zwierzęta i jeden z niewielu w Afryce Zachodniej, gdzie zwierzęta w ogóle występują. Niestety Afryka Zachodnia jest miejscem, w którym większość dzikich zwierząt została wybita i obecnie w te rejony jeździ się na spotkania z miejscową kulturą, ale już nie ze zwierzętami. Te rejony są zupełnie inne niż Afryka południowa i wschodnia gdzie nadal przyroda jest mocno obecna. Być może to zbyt duże uogólnienie, ale odwiedzając wielokrotnie te rejony nigdy nie spotkałem wielu zwierząt.

Wjazd do Parku Narodowego Pendjari wiąże się z zakupem biletu i jeżeli przewidujemy nocleg na jego terenie to również z opłatą za skorzystanie z miejsca biwakowego. Jesteśmy tutaj pierwszy raz i mimo, że zostaliśmy zaopatrzeni w mapkę to wynajmujemy przewodnika, który zna miejsca występowania różnych zwierząt. Dolewamy jeszcze wodę do zbiorników, bo przez następne 24 godziny dostępu do czystego źródła nie będzie.

Brama się otwiera i wkraczamy do parku, krążymy po różnych dróżkach; widzimy sporo antylop, dużo pawianów, w pewnym momencie pojawia się stado bawołów afrykańskich. Przed zachodem słońca dojeżdżamy do Pendjari Lodge, bardziej cywilizowanego miejsca z możliwością noclegu w pokoju i ciepłą wodą (tylko gdy uda się uruchomić generator). My dotarliśmy do tego miejsca tylko dla potrzeb obserwacji słoni, które wieczorem regularnie przechodzą w tej okolicy. Faktycznie po chwili w odległości 100 m. mija nas rodzina siedmiu słoni. Pierwszy raz widzę słonie na wolności i robi to na mnie ogromne wrażenie.

Po obserwacji przejeżdżamy na biwak w wyznaczonym miejscu. Znajduje się tutaj platforma obserwacyjna i duży zbiornik wodny z hipopotamami. Atrakcje się jeszcze nie skończyły i w nocy mamy towarzystwo hipopotamów baraszkujących w jeziorze.

Nocleg w parku (3 000 XOF).

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 24

26 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 24

6.30 – 21.00, Nenergou (Togo)

Rano budzą nas odgłosy hipopotamów; zbieramy się szybko i ruszamy w dalszy objazd parku. Pobudka o 6.30 pozwala nam na obejrzenie afrykańskiego wschodu słońca. Okazuje się, że przez wszystkie dni, które spędziliśmy w Afryce mieliśmy problem z uchwyceniem wschodu słońca. Poza oczywiście niechęcią do porannego wstawania przeszkodą w Maroku i Saharze Zachodniej bywało zimno i zachmurzenie znad Atlantyku, w Mauretanii oprócz porannych niskich temperatur ciągle wiało i unosił się piasek, w Mali i Burkina Faso nie było już zimno, ale ciągłe wypalanie buszu skutecznie przykrywało poranne niebo. Nagle w Beninie w środku parku okazało się, że niebo jest czyste i poranne słońce ukazało się w całej krasie. Gdy poszukiwałem dobrego miejsca do fotografii nagle pojawiła się rodzina słoni w odległości kilkunastu metrów od nas. W porównaniu do wczorajszego spotkania to było zdecydowanie bliższe i dostarczyło nam dużych emocji. Udało się wykonać sporo zdjęć i nagrań filmowych. W końcu słonie poszły w głąb parku, a my ruszyliśmy dalej. Po kilkunastu kilometrach ponownie natknęliśmy się na następną rodzinę słoni, która pojawiła się nagle na drodze. Trafiło się nam prawdziwe safari.

Bilety kupiliśmy na jeden dzień więc dzisiaj o 14.00 pojawiliśmy się przed bramą wyjazdową. Pożegnaliśmy się z przewodnikiem i pojechaliśmy do Tanguiety.

W wiosce próbowaliśmy zatankować, ale w Beninie zdarzają się problemy z zakupem paliw. Najpierw okazało się, że paliwa nie ma, a później gość na stacji stwierdził, że może nam sprzedać po 20 litrów ON na samochód w podwójnej cenie. Oczywiście wyśmiałem go, bo po pierwsze 20 litrów to dla nas żadne tankowanie, a ceny x2 na pewno nie zaakceptuję. Bez problemów dotrzemy do Togo i tam zatankujemy.

Do Togo wjeżdżamy bocznymi drogami, na granicy stoi słomiana chata, w której żołnierze stemplują nam paszporty, a po kilka następnych kilometrach mamy posterunek celny w którym wnoszę opłatę 7 000 XOF na pojazd i możemy jechać dalej.

Nocleg znajdujemy już po ciemku; zjeżdżamy z głównej drogi kilka kilometrów i rozbijamy biwak na granicy wioski.

Nocleg na trasie.

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 25

27 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 25

6.30 – 21.30, Boromo (Burkina Faso)

Gdy zwijaliśmy obóz odwiedzili nas mieszkańcy wioski, trochę nas poobserwowali, pomogli w zwijaniu namiotów, wykonaliśmy trochę zdjęć. Było przyjemnie, ale czas nieubłaganie upływa, a my musimy za osiem dni być w Tangerze gdzie mamy powrotny prom do Europy. Sporo Afryki mamy do przejechania.

Szybko się zwinęliśmy i ruszyliśmy na granicę Burkiny Faso. Przekraczamy ją w Cinkanse na głównej drodze łączącej Togo z północy na południe. Wszystkie formalności zabrały nam 2 godziny ponieważ gdzieś się zakręciliśmy i chcieliśmy wyjechać ze strefy bez burkińskiej odprawy celnej. Celnik wypełnił stosowne dokumenty i próbował wyłudzić jakąś łapówkę, ale powiedziałem mu wprost, że nic nie dostanie. Oddał papiery i życzył spokojnej drogi. Jedyna opłata to 2 000 XOF za wjazd do strefy celnej. Była biletowana więc zapłaciłem chociaż jej kwota wskazywała, że była raczej dla “białasów”.

Przed nami kilkaset kilometrów nieciekawej drogi, którą już jechaliśmy poprzednio. Mimo braku postojów i raczej dobrej drogi i tak nie pokonaliśmy zbyt dużego odcinka. Należy brać dużą poprawkę na szybkość poruszania się w Afryce. Zatrzymała nas granica, później spowalniacze w mijanych wioskach, później przejazd przez Ouagadougou.

Ostatecznie na nocleg zatrzymujmy się za wioską Boromo w połowie drogi między stolicą, a Bobo-Dioulasso.

Nocleg na trasie.

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 26

28 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 26

7.30 – 21.00, Bamako (Mali)

Dzisiaj również wystartowaliśmy wcześniej; za cel postawiliśmy sobie dotarcie do Bamako. Przejechanie ponad 700 km. i przekroczenie granicy to trudne zadanie.

Pierwszy postój mamy w Bobo-Dioulasso, gdzie korzystamy z internetu i próbujemy coś zjeść. Niestety pora jest zbyt wczesna i garkuchnie dopiero się rozkręcają. Internet też nie powala szybkością więc postoju nie zaliczam do udanych.

Przychodzi czas na granicę BF-Mali. Odprawa po stronie Burkina Faso jest sprawna; po stronie malijskiej też nie jest źle tylko urzędnik wypełniający dokument celny oprócz standardowej opłaty chciał coś dostać w łapę. Odmówiłem więc skierował mnie do stanowiska pograniczników, którzy mieli podstemplować dokument na pojazd. Nic takiego się nie działo w tamtą stronę, ale musiałem dostać ten stempel. Pogranicznik zażądał 2 000 XOF i żaden mój fortel, ani wymówka nie pomogły. Musiałem zapłacić i mogliśmy ruszyć dalej. Pojawiła się mała rysa na idealnym malijskim wizerunku. Wszystko zależy zawsze od człowieka, ale też od okoliczności i miejsca. Była to największa i najważniejsza granica między Mali, a BF więc korupcja kwitła. Trudno czasem wygrać z łapówkarstwem, czasem też nie warto z tym walczyć, gdyż czas jest istotny w podróży.

Po przekroczeniu granicy sprawnie jedziemy do Bamako. Wieczorem docieramy na znajomy kemping, zjadamy rewelacyjny obiad i możemy odpocząć po trudnym dniu.

Nocleg na kempingu (3 000 XOF).

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 27

29 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 27

8.00 – 18.30, Gogui (Mauretania)

Żegnamy gościnne progi „Sleeping Camel” i ruszamy dalej w podróż. Zanim wyjedziemy z Bamako odwiedzamy jeszcze raz miejscowy targ i kupujemy tradycyjne malijskie pamiątki.

Z Bamako wyjeżdżamy tą samą drogą, którą wjeżdżaliśmy, ale zaraz w miejscowości Kati nie skręcamy na Kitę tylko jedziemy główną trasą na Diemę i Nioro.

Poruszamy się główną trasą prowadzącą do Mauretanii; powinno być szybko i sprawnie, niestety odcinek od Kati do Didjeni to same dziury w asfalcie i bardzo niska średnia przejazdu. Zawsze lepsza jest droga pustynna, szutrowa lub każda inna w terenie niż jazda po asfalcie z ogromnymi dziurami. Toczymy się tak przez 175 km., ale za Didjeni się poprawia i przyspieszamy.

Przed granicą wydaję ostatnie franki i dojeżdżamy na posterunek w Gogui. Wyjazd z Mali jest szybki i bezproblemowy; tylko stemple w paszport, okazanie „laisser-passer touristique” na samochód i jedziemy dalej. Do posterunku mauretańskiego trzeba trochę dojechać; jesteśmy tam o godzinie 18.00, ale okazuje się, że nie możemy wjechać do Mauretanii gdyż nikt nie wydrukuje nam wiz. Osoba od obsługi komputera już nie pracuje więc musimy przenocować na posterunku. Pogranicznicy dowożą nas kilka kilometrów dalej pod swoją bazę i rozbijamy tam biwak.

Powoli robiło się już ciemno i tak musielibyśmy się zatrzymać na nocleg, ale szkoda czasu, który jutro moglibyśmy przeznaczyć na jazdę, a będziemy rano musieli spędzić na odprawie paszportowo-celnej.

Nocleg na trasie

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 28

30 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 28

10.30 – 0.00, 80 km. przed Nouakchott (Mauretania)

Rano szybko zwinęliśmy obóz i pojechaliśmy na granicę. Urzędnik ponoć miał zacząć pracę o 8.00 więc byliśmy zwarci i gotowi. Faktycznie kilka minut po 8.00 zjawił się gość, otworzył pomieszczenie, które trudno nazwać biurem, odpalił komputer i po kilku problemach technicznych rozpoczął procedurę wydruku wiz. Polega ona na skanie paszportu, odcisku wszystkich palców dłoni i wykonaniu zdjęcia. Po chwili następuje wydruk wizy i zapłata 50 EUR lub równowartość w ougijach albo frankach CFA. Przygotowanie wiz dla całej naszej grupy zabrało dwie godziny. Później jeszcze dokumenty z odprawy celnej i po 2,5 h mogliśmy ruszyć w dalszą drogę.

Jesteśmy w Mauretanii i krajobraz szybko się zmienia, sahel pozostaje za nami i zaczyna się pustynia. Jedziemy przez rejony, które jeszcze niedawno były uznawane za niebezpieczne i żandarmeria mauretańska ograniczała przejazdy turystów. Teoretycznie do Ayoun el’ Atrous można było dojechać, ale dalej na wschód do Nemy już nie puszczali. My dojechaliśmy do Ayoun el’ Atrous od południa i na posterunku dowiedziałem się, że do Nemy można dojechać. Trudno powiedzieć czy trasa przez Oualatę i Tichit jest możliwa, ale gdyby się udało to byłaby to wspaniała przygoda. Zostawiam sobie ten pomysł na następną wyprawę.

Oprócz pięknej pustyni ten rejon ma niewiele do zaoferowania i pozostało nam tylko połykanie kilometrów. Jechaliśmy do północy i zatrzymaliśmy się dopiero na posterunku 80 km. przed Nouakchott. Pokonaliśmy dobry odcinek i byliśmy gotowi na jutrzejsze przekroczenie granicy i wjazd do Maroka.

Nocleg na trasie.    

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 29

31 styczeń 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 29

7.30 – 22.30, 120 km. od granicy (Sahara Zachodnia)

W tych rejonach już czujemy zimę, rano jest maksymalnie 5°C więc zbieramy się szybko i dogrzewamy w samochodzie. Gdy słońce wschodzi wyżej robi się zdecydowanie cieplej, a później zbyt gorąco. Tak to już jest w tych rejonach zimą. Trzeba być przygotowanym na niskie temperatury w nocy.

Nouakchott mijamy szybko. Mimo, że stolica jest miastem ponad milionowym przejeżdża się ją sprawnie i nie stoi w korkach.

Za Nouakchott mamy jeszcze ponad 500 km pustej drogi do granicy Sahary Zachodniej. Jedyną przeszkodą jest mocny wiatr wiejący z przeciwka, utrudniający jazdę.

Po południu jesteśmy na granicy mauretańskiej; wszystkie procedury są załatwione bardzo szybko i możemy pożegnać Mauretanię.

Przekraczamy „No Man Land” między Mauretanią, a Saharą Zachodnią i wjeżdżamy na terminal marokański. Tutaj szykuje się dłuższy pobyt, gdyż od kilku lat Marokańczycy obowiązkowo skanują każdy samochód. Trochę biegamy za pieczątkami, trochę z kwitami samochodowymi, prowadzimy miłą pogawędkę z celnikami o posiadaniu bądź nie posiadaniu pewnych produktów. Później stoimy w kolejce do rentgena i w końcu po całej procedurze możemy jechać.

Uzupełniamy paliwo na stacji i wbijamy się jeszcze 120 km. w głąb Sahary Zachodniej. Przed nami ponad 1 200 km. pustki. Po jednej stronie Atlantyk, po drugiej niegościnna pustynia i tysiące miejsc biwakowych.

Nocleg na trasie.

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 30, 31 i 32

1-3 luty 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 30, 31 i 32

Sahara Zachodnia i Maroko

3 lutego o 16.00 odpływa prom z Tangeru do Genui. Gdy jechaliśmy w przeciwną stronę priorytetem nie było Maroko, ani Sahara Zachodnia. Mimo, że przygoda zaczyna się od odpalenia samochodów w Polsce to jednak Europa, Maroko i Sahara Zachodnia były tranzytowe. Teraz również tak było z tą różnicą, iż czas nieubłaganie uciekał, a nam nadal brakowało ponad 2 000 km do portu.

Przyjąłem zasadę, że każdego dnia pokonujemy największą ilość kilometrów jaką możemy przejechać, a na ostatni dzień zostawiamy sobie nie więcej niż 300 km.

Każdego ranka wyruszaliśmy w okolicach 8.00 gdy słońce już trochę grzało i można było wygrzebać się ze śpiwora niekoniecznie w zimowych warunkach.

Przez dwa dni przejechaliśmy 1 900 km nocując pierwszego dnia w okolicach El Quatia, a drugiego w okolicach Rabatu.

Trzeciego dnia przejechaliśmy ostatnie 271 km. i o 13.00 stanęliśmy w kolejce samochodów na prom. Wszystko poszło sprawnie i o 16.00 prom wyruszył w podróż do Europy.

Noclegi na trasie i na promie.

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 33, 34, 35 i 36

4-7 luty 2018
0 km

Mauretania, Mali, Burkina Faso, Benin, Togo 2018 – dzień 33, 34, 35 i 36

Morze Śródziemne i Europa

Do Genui płyniemy dwa dni. Prom dopływa 5 lutego wieczorem, odprawa paszportowa i celna zawsze jest szybka, ale pojawienie się większej ilości samochodów zjeżdżających z promu zwykle spowalnia ten proces. Obecnie i tak jest bardzo dobrze, ponieważ jest zdecydowanie mniej turystów niż w poprzednich latach.

Bez względu na szybkość odprawy przyjazd wieczorem i tak zmusza nas do przespania się gdzieś we Włoszech i dopiero jutro możemy dojechać do kraju.

Dojeżdżamy do Brescii i w hotelu przy autostradzie zatrzymujemy się na nocleg.

Następnego dnia startujemy rano i po 1 236 km. docieramy do Polski.

15 661
przejechanych kilometrów
36
dni w podróży